Nowa, kluczowa strategia bezpieczeństwa USA
Stany Zjednoczone opublikowały swoją nową strategię bezpieczeństwa, która postrzegana jest jako fundamentalny zwrot w polityce tego kraju. Każdy prezydent USA ma obowiązek co najmniej raz na kadencję opublikować dokument o nazwie National Security Strategy (NSS), wyznaczający kierunki polityki zagranicznej i obronnej. Co ważne, wszystkie inne dokumenty tworzone przez administrację muszą być spójne właśnie z NSS.
Przede wszystkim USA otwarcie przyznają, że nie stać ich na prowadzenie wojny na kilku frontach jednocześnie. Dlatego też najwyższy priorytet to teatr na Indo-Pacyfiku i starcie z Chinami. Europa w tym dokumencie została zepchnięta na dalszy plan, a dobitnym tego dowodem jest wolta w stosunku do NATO. Od tej pory ma to być platforma logistyczno-wspierająca, a nie stricte sojusz militarny. W przypadku konfliktu na Starym Kontynencie USA będą sponsorem, który może dowolnie zinterpretować słynny Artykuł 5 i zdecydować o skali i metodzie odpowiedzi. Europa staje się w coraz większym stopniu zdana na siebie, a do tego jest słaba gospodarczo, demograficznie, a jej elity dążą do kontynuacji konfliktu zamiast szybkiego pokoju na Ukrainie.
W tej rzeczywistości każdy kraj europejski powinien dbać o rozwój własnych zdolności i budowanie sojuszy (w tym bilateralnych z USA). Jak się nietrudno domyślić działa to na szkodę Unii Europejskiej, w której już teraz widoczne są oznaki sprzeczności interesów krajów członkowskich. Dobrze pokazuje to temat pomocy finansowej dla Ukrainy. Pomysł o przekazaniu środków z zamrożonych rosyjskich aktywów został zablokowany przez Niemcy i Francję, a w zamian wymyślono zaciągnięcie nowego długu, podobnego do tego z czasów Covid-19. Okazało się, że Austria, Węgry, Słowacja, Holandia, Irlandia i Malta wyłamały się ze wzięcia udziału w tym procederze, a zatem ciężar pożyczenia 90 mld EUR spada na mniejszą liczbę krajów, w tym Polskę (co ciekawe premier Tusk bardzo szybko zmienił zdanie co do tego pomysłu, za co skrytykowali go dziennikarze przychylnych mu mediów).
Widzimy więc, jak USA grają na rozbicie Europy i maksymalne jej osłabienie. Robią to po to, by pozbyć się niepotrzebnych zobowiązań (skoro to Europejczycy mogą sami o siebie walczyć) oraz skupić się na kluczowym dla nich Pacyfiku. Ponadto słabą Europę łatwiej sobie podporządkować. Przejście na umowy bilateralne stawia Amerykanów w lepszej pozycji negocjacyjnej, gdyż chociażby Polska, szukająca wsparcia, może poświęcić bardzo wiele, aby utrzymać USA na swoim terytorium.
Swoją drogą niedawno ukazał się news, jakoby Stany miały zainwestować miliardy w rozwój baz militarnych w naszym kraju, co jest oczywistą nieprawdą. To Polska sama finansuje wszelką infrastrukturę, a Waszyngton może z niej dowolnie korzystać w ramach umowy Enhanced Defense Cooperation Agreement (EDCA). To świadczy dokładnie o tym, że musimy i będziemy musieli dużo płacić za jakiekolwiek zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Polsce, a i tak nie mamy gwarancji militarnego wsparcia. Tymczasem Pan Krzysztof Wojczal (prawnik i analityk zajmujący się geostrategią, autor bloga krzysztofwojczal.pl) wykorzystał tę informację, aby sarkastycznie skrytykować osoby twierdzące, że USA opuszczają Europę. Otóż może i rzeczywiście nie wynieśli się stąd całkowicie, ale za tę obecność słono przyjdzie nam płacić, a na końcu to i tak nasze własne zdolności zdecydują o wszystkim.
Samochody spalinowe jednak legalne po 2035 roku
Jednym z symboli słabości Europy jest to, jak brnie ona w napędzane ideologią pomysły, takie jak elektro mobilność. Nie oszukujmy się, prawdziwe “ekologiczne” samochody są tylko wtedy, gdy na żadnym etapie ich produkcji oraz użytkowania nie dochodzi do emisji szkodliwych spalin, czy też do uszczerbku na środowisku naturalnym. Pomijając dwutlenek węgla i tak mamy do czynienia z trującymi substancjami jak tlenki azotu, czy pyły PM10 i PM2,5. Wniosek jest taki, że przejście na model w pełni ekologiczny to gigantyczny koszt inwestycyjny, który nie zostanie poniesiony, dopóki nie będzie uzasadniony realnymi perspektywami zysków dla producentów. Europejscy biurokraci postanowili urzeczywistnić swoją utopijną wizję elektro mobilności, wprowadzając zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych po 2035 roku.
Bez dotacji państwowych, popyt na elektryki był niski, a firmy musiały szybko rozwijać zupełnie nową technologię, by na koniec zobaczyć spadające marże i wolumeny sprzedaży. Przez ostatnie lata mówiło się, że odejście od samochodów spalinowych to mrzonka, a Unia Europejska musi słynny zakaz anulować. Choć wydawało się, że europejscy włodarze będą brnęli w wizję zielonej motoryzacji bez opamiętania, to w końcu wycofano zakaz sprzedaży spalinówek po 2035 roku. Coraz trudniejsza sytuacja niemieckich, włoskich czy francuskich producentów samochodów, wysokie koszty elektryków, ich sprzedaż gorsza od prognoz oraz napływ konkurencyjnych aut z Chin – aż tyle “czerwonych flag” było potrzebnych, aby w końcu wykonać krok w stronę ratowania przemysłu na Starym Kontynencie.
Nowy cel to 90% redukcji emisji CO2 do 2035 roku, czyli wciąż bardzo ambitnie, ale takie sformułowanie przepisów daje motoryzacji w Europie nieco oddechu. Dzięki niemu producenci nie są zmuszeni do wdrażania jednej technologii, ale mogą kreatywnie podejść do redukcji emisji, np. poprzez rozwój hybryd oraz oszczędnych spalinówek.
Czytaj dalej na Independent Trader - niezależny portal finansowy
Źródło: https://independenttrader.pl/najwazniejsze-wydarzenia-minionych-tygodni-grudzien-2025/
Autor: Paweł Śmietana