Ważnym wątkiem w filmie, których na próżno szukać w hollywoodzkich produkcjach –jest miłość do siebie, której tak niewiele mamy.
Już przedszkolu dziewczynkom się tłumaczy, że powinny być grzeczne, wyrozumiałe ustępliwe. Dziewczynki w młodym wieku zostają powierniczkami i najlepszymi przyjaciółkami swoich mam. Pocieszają je, oddają ostatnią ukrytą na „czarną godzinę” czekoladkę. Czują na sobie ból, jaki ich matka przeżywa w czasie kryzysu związkowego. W dzieciństwie są matkami swoich matek, same pozostając niezaopiekowane.
Taką niezaopiekowaną dziewczynką była Maria. W pewnym momencie filmu (zwłaszcza kiedy jesteśmy kobietami) zdajemy sobie sprawę, że Maria jest podobna do nas. Przeżywa chwile szczęścia, smutku i wyczerpania. Zderza się z rzeczywistością i próbuje się pokochać. To krok trudny, wymagający, ale niezwykle potrzebny.
Z ogromnym trudem musi się zmierzyć również Gośka, bohaterka kolejnego filmu.
„Dom dobry”, w którym Gośka mieszka, jest tylko pozornie dobry. Kryje za sobą potworną tajemnicę. Główna bohaterka, mimo że codziennie patrzy na piekło, zdaje się długo nie dowierzać, że w tym piekle jest. Nie ufa swoim przeczuciom, lekceważy czerwone flagi i brnie w paszczę lwa.
Historia zaczyna się pięknie. Gośka poznaje Grześka, który niemal natychmiast się w niej zakochuje. Grzesiek zastosował prostą przynętę na spragnioną miłości osobę – bombardowanie miłością. Kiedy w świecie, w którym odczuwała dotychczas deficyt miłości, ktoś tę miłość dał, oddała się jej w całości. Wydaje się, że Gośka po ciężkich chwilach wreszcie odnalazła spokój.
Psychologowie twierdzą, że kobieta, która kocha siebie nie zaakceptuje sytuacji, które sprawiają, że czują się źle.
Gośkę wychowała przemocowa matka. Matka, która prawdopodobnie sama siebie nie kochała, nie dostała miłości i nie potrafiła jej przekazać. Gośka ma córkę, która z dużym prawdopodobieństwem powtórzy jej los. Takich rodzin, gdzie z pokolenia na pokolenie cierpienie się powtarza jest wiele. Klątwa? Dokładnie - klątwa zwana brakiem miłości do siebie.
Bohaterka pierwszego filmu, Maria w pewnym momencie staje przed lustrem i wyznaje sobie miłość. Kiedy pokochała i zaakceptowała siebie, świat nie zmienił się na lepsze. Mimo to życie Marii stało się lepsze. Maria zyskała ostoję, która odtąd będzie dawała jej siłę.
Gdyby taką ostoję miała w sobie Gośka, Grzesiek nie zdążyłby jej uderzyć. Za bardzo by siebie kochała, by zignorować pierwszą, czerwoną flagę.
Jak dużo prostsze byłoby życie Marii i Gośki, gdyby od początku siebie kochały? Ile zaoszczędziłoby im to łez, ran i siniaków?
Zacznijmy uczyć dzieci, że to nic złego kochać siebie. Powiedzmy im, jak ważne jest dbać o siebie. Nie pozwalać na przykre komentarze ze strony innych, na słowa, które sprawiają, że czują się gorzej. Pokażmy dzieciom, że nie muszą milczeć, kiedy wewnętrznie się na coś nie zgadzają. Zatrzymajmy klątwę niekochania siebie. Przekornie pokażmy, że najważniejsze to zadbać o siebie – reszta się jakoś ułoży.
Tekst opowiada o kobietach, ale analogiczną sytuację możemy zaobserwować również wśród mężczyzn.
Autorka: Sylwia Nerkowska