Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Burza nad Ukrainą (część I)

Na dzień dzisiejszy za pewnik można uznać że Rosja tej wojny nie wygra. W każdym bądź razie nie wygra jej na swoich warunkach. Może co najwyżej próbować zawrzeć kompromis i po pewnym, dłuższym czasie, przy pomocy „przyjaznych środowisk politycznych” w Europie wrócić na scenę polityczną. Ale to na dzień dzisiejszy bardzo optymistyczny scenariusz dla Rosji. Ten bardziej realistyczny, to fakt iż Stany Zjednoczone postanowiły wygrać tą wojnę i wpędzić Rosję na długie lata w stały kryzys ekonomiczny polityczny a być może i społeczny. Z punktu widzenia Rzeczypospolitej taki cel to realizacja jej interesów w najlepszy możliwy sposób. Ale podstawowym warunkiem jego realizacji jest wyparcie sił rosyjskich z Ukrainy.

Burza nad Ukrainą (część I)
Burza na Donbasie
źródło: Michał Klimczak

Na Donbasie

Obecnie na Donbasie prowadzone są bardzo ciężkie i krwawe walki, wyczerpujące obie strony. Rosjanie stosują nie wysublimowaną taktykę słynnego „walca parowego”, który ma swoje źródła w I wojnie światowej. Ostrzeliwują oni pozycje ukraińskie zmasowanym ogniem artylerii, a potem na tak „zmiękczone” pozycje ukraińskie wysyłają swoje siły pancerno-zmechanizowane, w sile zwykle nie mniej niż pułk lub pododdziały Specnazu, dla obchodzenia lub przenikania w ugrupowanie ukraińskie. Mając przewagę w artylerii mniej więcej 3:1 mogą sobie przez jakiś czas pozwolić na tą brutalną taktykę. Jednak większa mobilność pododdziałów ukraińskich powoduje iż ta taktyka spychania sił ukraińskich jest niesamowicie kosztowna dla Rosjan. Pytanie na jak długo starczy im ludzi i sprzętu? Bo Ukraińcy teren oddają powoli.

Pewnikiem więc jest że ofensywa rosyjska na Donbasie przyniesie tylko ograniczone sukcesy. A zbyt mała liczebność rosyjskich wojsk nie pozwoli na osiągnięcie wcześniej zakładanych celów. Realnym celem dla Rosjan jest osiągnięcie granic obwodów Ługanskiego i Donieckiego. W tej chwili trwa walka na wyniszczenie o ten cel. Wygra ją ten kto będzie miał odwód w postaci przysłowiowego ostatniego batalionu. Rosjanie ciągle mają materiałową przewagę nad Ukraińcami i inicjatywę strategiczną ale też ogromne straty w ludziach i sprzęcie oraz brak rezerw ludzkich. Ukraińcy są lepiej wyszkoleni, mają lepszą świadomość sytuacyjną w terenie oraz kolejne dostawy ciężkiego sprzętu z Zachodu. Ale ich wojska są przemęczone i poważnie osłabione, nie podlegały one rotacji od dwóch miesięcy. Niektóre brygady mają straty wielkości 40-60%. Stąd decyzja o ściąganiu na donbaski front słabiej wyposażonych i wyszkolonych jednostek Obrony Terytorialnej z głębi kraju. Nie ma co się oszukiwać, te słabo wyposażone i wyszkolone jednostki poniosą ogromne straty, będą kupowały  czas za ziemię i krew. I będą te straty ponosić dopóki Rosjanom nie braknie rezerw ludzkich albo ukraińska artyleria nie zrównoważy potencjałem artylerii Rosjan i w ten sposób powstrzyma ich ofensywę.

Warto się przy tym temacie zatrzymać. Nie będę w tej chwili wchodził w szczegóły techniczne dotyczące wielkości i zdolności taktycznych rosyjskiej czy ukraińskiej artylerii. Ale trzeba wspomnieć iż podstawą zarówno rosyjskiej jak i ukraińskiej artylerii są samobieżne armato haubice 2S3 Akacja oraz 2S19 MSTA, obie o kalibrze 152,4 mm. Rosja posiada tych pierwszych około 1 800 sztuk, z czego połowa jest w jednostkach a połowa w technicznych bazach przechowywania oraz około 600 sztuk 2S19 MSTA, w tym zmodernizowanych do wersji 2S19M1 144 sztuki zaś do wersji 2S19M2 – 126 sztuk. Analogicznie do sił rosyjskich, Ukraina również posiada oba systemy artyleryjskie. Jednak jest duża różnica w ilości posiadanego uzbrojenia – zaledwie około 35 sztuk 2S19 MSTA i około 235 sztuk 2S3 Akacja znajduje się w siłach ukraińskich. Daje to najlepszy obraz stosunku ilościowego oby walczących stron. Oczywiście na wyposażeniu Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej czy Sił Zbrojnych Ukrainy są też i inne rodzaje artylerii jak 2S1 Gożdzik, 2S4 Tulipan 2S5 Hiacynt czy 2S7M Małka oraz artyleria rakietowa.   

Na szczęście nie w ilości luf polega skuteczność artylerii ale w systemach kierowania ogniem, zasięgu artylerii, rodzaju i ilości amunicji oraz wyszkoleniu. I tutaj mimo iż Rosja posiada zautomatyzowany system kierowania naprowadzaniem i strzelaniem (awtomatizirowannyj sistiem uprawlienija nawiedienijem i ogniom) – ASUNO, to jednak organizacja ukraińskiej artylerii przewyższa rosyjską artylerię. Ukraińcy połączyli w jeden system elektroniczne podsłuchy, radary a przede wszystkim bezzałogowe statki powietrzne a nawet wiadomości z komórek osób cywilnych. W połączeniu z lepszym wyszkoleniem daje im to przewagę jakościową nad rosyjską artylerią. Do nie dawna Rosjanie mieli przewagę w zasięgu swojej artylerii oraz w amunicji precyzyjnej. Ale wraz z dostawami zachodniego uzbrojenia o kalibrze 155 mm i ta przewaga powoli ulega zmianie i teraz to rosyjska artyleria będzie mogła być ostrzeliwana przez Ukraińców z poza własnego zasięgu oddziaływaniem ogniem. Piętą achillesową ukraińskiej artylerii staje się brak amunicji 152 mm. Producentami takiej amunicji w NATO jest Polska, Czechy i Bułgaria. Jednak ich produkcja nie zaspokoi potrzeb ukraińskiej armii. Stąd jest pilna konieczność przezbrojenia armii ukraińskiej się na NATO-wski kaliber 155 mm.   

 Dlaczego tak szczegółowo piszę o artylerii? Otóż żadna ze stron nie wywalczy przewagi w powietrzu, to pewne. Zatem o wyniku konfliktu zadecyduje właśnie przewaga w artylerii. Z chwilą gdy Ukraina zrównoważy przewagę rosyjską w artylerii będzie gotowa do operacyjnego kontrataku. Nie wcześniej. A tylko ofensywna operacja pozwoli Ukrainie wygrać tą wojnę.

Ofensywa

Podstawowym celem Ukrainy jest odzyskanie własnego terytorium oraz zachowanie niezależności politycznej, finansowej i gospodarczej, takiej jaką ma każdy europejski kraj. Ten drugi cel z grubsza został osiągnięty.  Zaś cel odzyskania integralności terytorialnej jest bardziej złożony. Celem minimum wydawało się osiągnięcie statusu ante bellum 2022. Ale po Buczy jest to chyba nie możliwe z dwóch względów: sytuacji wewnętrznej czyli oczekiwanego przez społeczeństwo zdecydowanego zwycięstwa oraz stanowiska USA, które postanowiło po prostu tą wojnę wygrać. Zatem celem minimum jest dzisiaj odzyskanie w całości lub części Donbasu. Zaś celem maksimum jest odzyskanie Krymu o czym już oficjalnie mówią przedstawiciele dyplomatyczni Ukrainy, min. jej ambasador w Polsce.

Aby odzyskać utracone terytoria, potrzebna jest duża operacja ofensywna a nie lokalne kontrataki. Bez przewagi w artylerii (przewagi w powietrzu nie da się całkowicie wywalczyć), koncentracji odwodów pancerno-zmechanizowanych, nie jest to możliwe. Poza tym ofensywę trzeba przeprowadzić w maksymalnie krótkim czasie od zakończenia walk w Donbasie, aby Rosja nie zdołała zgromadzić niezbędnych Rezerw do jej powstrzymania. Zatem ten czas to lato lub wczesna jesień.

Są dwa teatry działań gdzie może rozpocząć się ofensywa – wschodni na Donbasie i południowy na Dzikich Polach. Pierwszy jest trudny dla prowadzenia działań ofensywnych z paru względów. Są tam duże tereny zurbanizowane jak Donieck, Ługańsk, Gorłowka, itp., których zdobycie mogło by Ukraińców kosztować wiele strat, na co ich teraz nie stać. Walki w terenie zurbanizowanym były by trudne i raczej trudno było by liczyć na przerwanie linii frontu i wyjście na przestrzeń operacyjną. Poza tym ukształtowanie terenu na Donbasie, z licznymi lasami, bagnami, rzekami i zbiornikami wodnymi, dawało by oparcie Rosjanom w planowanej obronie. Nie bagatelne znaczenie miało by też skrócenie linii zaopatrzeniowych Rosjan z baz w Rosji. Armia rosyjska mogła by w tym zakresie w pełni korzystać z linii kolejowych. Ostatnim argumentem przemawiającym przeciw ofensywie na Donbasie jest niezaprzeczalny fakt iż część ludności będąca przez ostatnich osiem lat pod wpływem rosyjskiej propagandy, jest tam nadal rusofilska. A zatem może sprzyjać Rosjanom.

Inaczej ma się sytuacja na południowym teatrze działań. Nie ma tam wielkich ośrodków miejskich poza zniszczonym Mariupolem oraz Berdiańskiem, Chersoniem i strategicznym Melitopolem. Jedyną znaczącą przeszkodą terenową jest Dniepr. Zaś pozostałe rzeki w okresie letnim w poważny sposób wysychają. Poza tym brak jest terenów leśnych a grunt latem jest twardy i w razie przełamania frontu, Rosjanie nie mieli by oparcia o przeszkody naturalne. Nie bagatelne znaczenie ma też fakt iż ludność w przeważającej części jest pro ukraińska i jest gotowa do niesienia pomocy swoim wojskom. Uderzenie na południowym froncie ma jeszcze tą zaletę że ukraińska armia operować może po zdecydowanie krótszych liniach wewnętrznych. Zatem przerzucanie sił z okolic środkowej Ukrainy czy Donbasu liczyło by się w godzinach. Zaś przerzucenie przez Rosjan sił z Donbasu czy też północnej Ukrainy (gdzie mają zgromadzone 70% sił) liczyło by się w dniach o ile nie w tygodniach. A cała logistyka wojsk rosyjskich oparta jest o jedyną linie kolejową idąca przez Krym. Druga linia kolejowa idąca z Doniecka do Mariupola jest na znacznej długości zerwana lub uszkodzona a poza tym częściowo idzie w odległości 5-7 km od linii frontu. Zatem nie nadaje się do wykorzystania.

Po wyjściu na przestrzeń operacyjną i przebiciu się przez siły rosyjskie będące w przybliżeniu na linii Wasiliwka (nad Dnieprem)- Wołnowacha (południowy Donbas), siły ukraińskie mogły by realizować operację w paru kierunkach: na Mariupol, na Chersoń i na … Krym, co utrudniło by Rosjanom rozpoznanie głównego kierunku i celu natarcia. Z drugiej strony Ukraińcy łatwo by mogli przewidzieć ruchy Rosjan, bo ograniczały by się one tylko do paru możliwości. Ściągania sił z Donbasu po linii Donieck-Mariupol i Taganrog-Mariupol, ściągania odwodów z Krymu oraz ewentualnej ewakuacji Chersonia i przerzucenia sił w okolice Melitopola, celem blokowania dalszych postępów wojsk ukraińskich.

Warto jeszcze zauważyć jeszcze jeden czynnik tego kierunku natarcia sił ukraińskich – psychologię. Otóż siły ukraińskie musiałby postawić na szybkość działania. Zatem omijały by umocnione rosyjskie punkty i miejscowości. Zaś do ich blokady używały by lekkiej piechoty obrony terytorialnej. W ten sposób liczne garnizony rosyjskie zostały by albo odcięte od swoich sił głównych albo zmuszone do odwrotu. Co przy niskim morale, nieprzychylnej miejscowej ludności oraz świadomości „kotła” powodowało by, iż siły rosyjskie porzucały by swoje pozycje i ulegały by w ten sposób ogólnemu odwrotowi jeśli nie panice. Panice uległa by natomiast rosyjska administracja oraz osoby współpracujące z okupantem, uciekając z zajmowanych miejscowości w kierunku Krymu lub Donbasu. W ten sposób szerzyłyby chaos i panikę na drogach i w miejscowościach przez które by się przemieszczały. Tego efektu nie dało by się osiągnąć na Donbasie, gdzie miejscowa administracja rosyjska jest bardziej zakorzeniona a ludność pro rosyjska została w dużej mierze ewakuowana lub wcielona do wojska.

Ukraińcy kierując ofensywę na południowy teatr z chwilą jej powodzenia mogli osiągnąć dodatkowe cele. Odcięli by siły rosyjskie pod Chersoniem (jeśli te by się nie ewakuowały) oraz zdobyli by silne pozycje obronne oparte o Sywasz co uniemożliwiło by Rosjanom natychmiastową kontrofensywę. Przypomnę Sywasz składa się z słonowodnych zatok o długości 200 km i szerokości 2-20 km o bagnistych brzegach i dnem pokrytym kilkumetrowym mułem. Przejście przez niego jest tylko przez dwa przesmyku o szerokości kilkuset metrów, przez które przechodzą dwie drogi i dwie linie kolejowe.

Przy odrobinie szczęścia i rosnącej panice ze strony Rosjan, Ukraińcy mogli by się pokusić o wkroczenie na Krym. Przypomnę że północny Krym to też płaski step bez żadnych dużych ośrodków zurbanizowanych oraz przeszkód terenowych, zatem łatwy do ataku, trudny do obrony. W ten sposób siły ukraińskie mogły by dotrzeć do podnóża Gór Krymskich (gdzie mieszka pro ukraińska ludność tatarska) oraz Symferopola i Sewastopola. I co ważne mogli by zająć Kercz, odcinając pozostały półwysep Krymski od Rosji. W tej chwili poza bazami morskimi, na Krymie nie ma znaczących sił lądowych Federacji Rosyjskiej, gdyż wszystkie siły znajdują się na froncie. Jest za to około 200 tysięcy osadników z Rosji przybyłych na Krym po roku 2014. W większości to rodziny osób związanych z wojskiem bądź rosyjską administracją. Wejście sił ukraińskich choćby do paru miejscowości na Krymie automatycznie wzbudziło by panikę wśród tych osób oraz masową nie kontrolowaną ewakuację. To mogło by spowodować chaos i ułatwienie opanowania Krymu przez siły ukraińskie. 

Zajęcie Krymu, odcięcie broniących się rosyjskich baz od Rosji, pozwoliłoby Ukraińcom zająć idealne pozycje obronne. Gdyż Rosja chcąc odbić Krym musiała by w takiej sytuacji dokonać dużej operacji desantowej. Co jak wiemy (po zatopieniu krążownika „Moskwa”) było by bardzo ryzykowne a wypadku szybkiej kapitulacji rosyjskich baz wręcz nie możliwe.

Wejście Ukrainy na Krym stwarzało by nową sytuację. Obecnie większość Rosjan jest przekonana że Rosja wojnę na Ukrainie wygrywa, zajęcie Krymu w części lub całości, by ten mit obaliło. Poza tym na Krymie prawdopodobnie udało by się Ukraińcom przechwycić ogromna liczbę osadników rosyjskich, wobec których Kreml już nie mógł by być obojętnym. Utrata Krymu była by tym kamykiem który w Rosji ruszyłby lawinę kolejnych zdarzeń. Zajęcie przez Ukrainę nawet całości Donbasu nie dało by takiego efektu.

W tym momencie pojawiają się dwie groźby. Jedna to użycie przez Rosję taktycznej broni atomowej, druga - ogłoszenie przez nią mobilizacji celem odbicia Krymu. W pierwszym wypadku wobec zamarcia działań na Donbasie oraz uznawaniem Krymu za własne terytorium, byłby problem gdzie ją użyć. W pobliżu własnych granic nie wchodziło by to w grę, a użycie jej na dalekim zapleczu Ukrainy, wobec potencjalnie dużych ofiar wśród cywilów, mogło by kosztować Rosję potępienie i całkowitą izolacje na arenie międzynarodowej. Także przez Chiny czy inne kraje je sprzyjające, które zaczęły by obawiać się eskalacji konfliktu. W przypadku ogłoszenia mobilizacji i pierwszych dużych strat na froncie wśród mieszkańców Moskwy czy Petersburga, reżim Putina mógłby się obawiać poważnych rozruchów społecznych i wzrostu niezadowolenia, które mogły by docelowo zakończyć jego władzę. Zatem obydwa scenariusze są bardzo ryzykowne dla Putina.

cdn.

Data:
Kategoria: Świat
Tagi: #

Piotr Śmielak

Piotr - https://www.mpolska24.pl/blog/piotr1

Z wykształcenia historyk. Z zawodu manager. Od dziecka pasjonat wojska. Obecnie oficer rezerwy i doradca w branży spożywczej.

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.