Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Mięsny Armagedon ruszył!

Łopatka po 20 zł, schab po 25 zł, karkówka nawet 25-30 zł, świąteczna szynka po 50 zł, zaś dobra grillowa kiełbasa 20-25 zł to już raczej realne ceny, niż zły sen. A wyścig cen dopiero w branży mięsnej ruszył. Problem branży mięsnej jak w soczewce skupia nieudolność i „misiewiczostwo” kolejnych ekip rządzących Polską – PSL, PO, PiS, z tym że po raz pierwszy zaczniemy to realnie odczuwać we własnym portfelu. I nie pomogą tutaj kolejne obietnice +500. Gospodarka zaczęła pukać do wyborczych drzwi...

Mięsny Armagedon ruszył!
Chlew polski
źródło: Wikipedia

Obecnie w Polsce stan pogłowia trzody chlewnej to 11 mln sztuk. To porównywalny stan jaki był w Polsce po wojnie, w latach 50-tych i niewiele wyższy od tego jaki był przed wojną! W latach siedemdziesiątych stan pogłowia trzody chlewnej wynosił u nas ok. 20 mln sztuk. Rekord hodowlany zaś padł w II kwartale roku 1992 gdy w kraju zanotowano 22,8 mln szt. trzody. Przez kolejnych 10 lat nie spadał on poniżej poziomu tego jaki Polska osiągnęła w latach 70-tych czyli 17-21 mln sztuk. Pierwsze załamanie hodowli nastąpiło w latach 2006-2007 gdy u sterów władzy był Jarosław Kaczyński, zaś dalszy gwałtowny spadek pogłowia trzody nastąpił za koalicji PO-PSL i zaczął się on od tamtego czasu utrzymywać w granicach 10-12 mln szt.

Mimo wielu obietnic wyborczych i zapewnień polityków PO-PiS-PSL o szczególnym zainteresowaniu sprawami wsi, przez 15 lat nie zrobiono nic aby ustabilizować rynek hodowli trzody chlewnej, a szczególnie aby zmodernizować przestarzałą strukturę hodowlaną jaka jest na polskiej wsi. Prawda jest taka, że posiadamy za dużo, zbyt małych gospodarstw, które nie potrafią nie tylko konkurować z gospodarstwami z Niemiec czy Francji ale nawet nic nie produkują na rynek krajowy! A to one stają się oczkiem w głowie polityków, a nie nowoczesne kilkudziesięciohektarowe wyspecjalizowane gospodarstwa. Politycy wszystkich opcji od PO poprzez PiS, PSL, a skończywszy na Kukiz15 od wielu lat biadolą nad tematem spadku ilości, tych właśnie małych gospodarstw, nie rozumiejąc iż ich likwidacja tkwi w interesie polskiego rynku rolnego i samych wyborców.

Przypomnijmy, iż w latach 2014-2015 (a i wcześniej) oficjalny program Rządu PO-PSL przewidywał, że należy utrzymywać jak największą liczbę gospodarstw w Polsce. Tylko jego autorzy nie zauważyli, że hodowlą ówczesnych 10,5 mln świń zajmowało się 210 tys. gospodarstw, czyli wypadało na jedno gospodarstwo ok. 50 świń. W tym samym czasie na jedno gospodarstwo niemieckie zajmujące się hodowlą trzody chlewnej przypadało średnio … 1090 szt. świń(!) przy zaledwie liczbie 26 tys. gospodarstw, zaś całkowita liczba trzody chlewnej sięga 26-28 mln sztuk. To dawało przewagę niemieckim hodowcom zarówno w negocjowaniu cen paszy, prądu czy wody jaki i negocjowaniu cen sprzedaży do zakładów mięsnych. Tej przewagi nad dostawcami jak i odbiorcami nie posiada, dzięki błędnej polityce państwa polski rolnik. Także program łączenia rolników w grupy producenckie czy klastry zakończył się całkowitą porażką PO-PiS-u. Obecnie w Polsce (w przeciwieństwie do Francji czy Niemiec) klastry czy grupy rolnicze to raczej wyjątek niż reguła. Całkowitą katastrofą zakończyły się także programy, w których rolnicy mieli stać się udziałowcami ubojni czy zakładów mięsnych. Ich nieznajomość realiów rynku i całkowity brak pomocy ze strony rządzących doprowadził do  szybkiego upadku tych inicjatyw.

Niestety błędne myślenie o realiach i potrzebach polskiej wsi nadal pokutuje wśród rządzących partyjnych funkcjonariuszy PiS (w PO i PSL jest podobnie). Jeszcze wczoraj Prezes PiS – Jarosław Kaczyński na konwencji w Kadzidle zapowiadał wsparcie małych i średnich gospodarstw z pominięciem tych rolników, którzy naprawdę zaopatrują Polskę w żywność. A prawda i realia rynku są takie, że produkcja rolna opłaca się, ale od około 50 hektarów w górę. Wtedy zaczynają działać korzyści skali – opłaca się inwestować, można wynegocjować lepsze ceny środków do produkcji, lepsze ceny skupu, czasem wieloletnie kontrakty. Dlatego od wielu lat polityka rolna Niemiec czy Francji skupia się na wspomaganiu tego typu gospodarstw nie zaś przydomowych ogródków, jak ma to miejsce w Polsce. U nas interes Państwa stoi na odległym miejscu. Liczą się głosy wyborców i interes partyjny, stąd matematyka dla Jarosława Kaczyńskiego jest prosta – w Polsce spośród 1,4 mln gospodarstw rolnych tych poniżej 10 hektarów jest ponad 1 mln, zaś tych powyżej 50 ha jest zaledwie 33 tys. I to do tych pierwszych jest skierowana pomoc Państwa i obietnice wyborcze, a że niewiele one produkują na rynek, to już nie ma znaczenia. Ot, reszta mieszczuchów za to zapłaci. Ale tym razem cena za partyjną indolencję rządzących może być dla mieszczuchów zbyt wysoka. I może się to odbić poważną wyborczą czkawką dla rządzących. Szczególnie, że rozwój sytuacji w Chinach raczej nie przyczyni się do ustabilizowania cen mięsa w Polsce, a raczej do dalszych jego drastycznych wzrostów.

W 2018 roku ogniska ASF rozprzestrzeniły się w Chinach i występują oficjalnie aż w 28 prowincjach. Do marca 2019 roku wybito oficjalnie prawie 1 mln świń. A to dopiero początek problemów. Warunki hodowli trzody chlewnej przedstawiają w Chinach wiele do życzenia. Służby weterynaryjne nie są przygotowane na tak szybki rozwój ASF w wielu prowincjach. Stąd należy założyć, że szybko problem ASF z Chin nie zniknie. Jak jest to istotne dla naszego rynku wieprzowiny? Otóż całkowita hodowla trzody chlewnej w Chinach wynosi aż 430 mln sztuk. Dla porównania w USA całkowita hodowla to 75 mln sztuk zaś w Niemczech to 26 mln sztuk. Jeśli rozwój ASF w Chinach będzie rozwijał się w tym tempie to rocznie Chiny mogą wybijać nawet 4-10 mln sztuk świń. Co ważniejsze ich braki Chiny zaczęły sobie rekompensować importem, w tym z Unii Europejskiej. Ponieważ cena za kg półtuszy w Chinach w marcu wynosiła, w przeliczeniu na złote około 11-12 złotych zaś w Polsce i UE około 6-7 zł. stąd cena tego surowca zaczęła szybko rosnąć w całej UE. A co za tym idzie nastąpił w Polsce wzrost cen mięsa i wyrobów mięsnych.

Rys.1 Porównanie hodowli trzody chlewnej w Chinach USA i największych krajach UE w II poł. 2018 roku.

Można by powiedzieć, że w dłuższej perspektywie rolnictwo UE ma szansę nadrobić część deficytu handlowego jaki ma UE w handlu z Chinami. I tak może być w rzeczywistości, ale Polska z tego tortu będzie wyłączona z powodu … nieudolności polityki rolnej PO-PiS i nieumiejętności powstrzymania ASF na własnym terytorium. Obecnie mechanizm przepływu handlu mięsem wygląda w ten sposób iż kraje UE eksportują swoje półtusze do Chin z całkiem przyzwoitą marżą, co pozwala bardzo godziwie zarabiać tamtejszym rolnikom jak i firmom mięsnym, zaś mięsem z Polski uzupełniają jego braki na własnym rynku, wynikłym z w/w eksportu do Chin. Polskie firmy i polscy rolnicy zostali wykluczeni z bezpośredniego udziału w torcie eksportowym mięsa do Chin.

Jak już wspomniałem wynika to głównie z dwóch elementów – ASF w Polsce i nieumiejętności naszej dyplomacji. O tym, iż ASF w Polsce powoli się rozprzestrzenia i dociera do kolejnych regionów, jak również do tego, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi sobie z tym problemem kompletnie nie radzi nie muszę nikogo przekonywać. Wystarczy wspomnieć, iż w 2018 roku liczba ognisk zapalnych wyniosła 1449, a w 2017 roku zaledwie 265. Jeśli chodzi o sprawę naszej dyplomacji to warto wspomnieć, że w roku 2016 przebywał w Polsce Prezydent Chin Xi Jinping zaś w tym samym roku rewizytował go nasz Prezydent Andrzej Duda. Niestety trudno wskazać jakikolwiek sukces Polski po tych wizytach. A można było, korzystając z różnych chińskich propozycji, wynegocjować umowę o możliwości eksportu polskiego mięsa z obszarów nie objętych ASF.  De facto Prezydent Chin w tematach gospodarczych został odprawiony z przysłowiowym kwitkiem. Następna taka wizyta prawdopodobnie nastąpi za jakieś … 25 lat! Zaś cenę za tą nieudolność Rządu PiS zapłacimy my wszyscy w cenie karkówki, schabu i innych wyrobów mięsnych.

Rys. 2 W czasie gdy polskie Rządy przyczyniały się do spadku pogłowia trzody chlewnej w Hiszpanii czy w Rosji inwestowano w ten sektor rolniczy. Porównanie wielkości pogłowia trzody chlewnej w tych krajach w latach 2005-2018

O tym jak kompletnie przypadkowa i nie ukierunkowana jest od 20 lat polska polityka rolna, szczególnie zaś jej część dotycząca hodowli trzody chlewnej niech świadczy fakt, iż w Polsce pogłowie trzody chlewnej spadło w ciągu ostatnich 20 lat o połowę. Są tego liczne przyczyny. Uciążliwe prawo budowlane, które nie pozwala na rozwój i budowę nowych chlewni, choć można by wyznaczyć strefy gdzie ich budowa byłaby ekologicznie i ekonomicznie wskazana. Kolejny problem, to chów nakładczy. Rolnicy kupują lub dostają prosięta od firm zagranicznych i po odchowaniu ich - sprzedają tuczniki tym firmom. Co gorsza znacznie zredukowano stada zarodowe zaś większość prosiąt jest sprowadzanych zza granicy. IERiGZ szacuje, że w 2018 Polska zaimportuje ok. 7 mln sztuk trzody oraz ok. 5,9 mln sztuk prosiąt. Mimo to na krajowym rynku brakuje dużych partii prosiąt spełniających oczekiwania dużych tuczarni. Za intensywnie produkujące uważane są u nas stada utrzymujące 150 loch, podczas gdy na zachodzie Europy najmniejsze są kilkukrotnie większe. 

W tym momencie można by sobie zadać pytanie czy gdyby polityka Państwa przez ostatnich 15-20 lat była by inna, bardziej profesjonalna, to ceny wyrobów mięsnych by tak drastycznie nie wzrosły? Niestety nie. Świat jest naczyniem połączonym i ASF w Chinach odbije się czkawką cenową na wieprzowinę na całym Świecie. Jednak wysokość podwyżek oraz czas ich trwania niestety zależny jest już od długoterminowej polityki Rządu danego kraju. Stąd gdyby kolejne polskie rządy miały sprecyzowaną i prawidłową politykę rolną w zakresie hodowli trzody chlewnej, podwyżki nie byłyby tak drastyczne, a pierwsze promocje kończące szczyt cen na rynku mięsa zaczęłyby się już po 3-5 miesiącach. Obawiam się jednak, że ceny mięsa w Polsce, dzięki błędom kolejnych ekip rządzących, zrównają się z cenami mięsa w Niemczech, podobnie jak to było (i jest)  z cenami benzyny.     

Gospodarka (w tym rolna), ma to do siebie że lubi długoterminowe planowanie oraz jasną i sprecyzowaną strategię, a przede wszystkim zarządzanie przez fachowców. Tego, u wszystkich kolejnych rządzących od 20 lat partii było brak. Za to był partyjny klucz obejmowania stanowisk, nepotyzm i kolesiostwo. Zapłacimy i to dosłownie za to wszyscy. Na razie tylko w sektorze mięsnym, ale niedługo dadzą znać o sobie gwałtownie wzrastające ceny prądu, wody, benzyny… jeśli do tego dodamy brak reform w armii, sądach, szkolnictwie wyższym, zarządzaniu firmami państwowymi czy brak sensownej polityki demograficznej, to mamy komplet kosztów, które niepotrzebnie poniesiemy na skutek „misiewiczowskiego” systemu zarządzania krajem przez kolejne ekipy polityczne. Koszty tego będą o wiele większe niż 50% wzrost cen mięsa i wyrobów mięsnych. Bo mięso to tylko początek…

 PS. nie poruszyłem tutaj tematu licznych bankructw jakie niechybnie zaczną się wśród polskich firm mięsnych, gdyż międzynarodowe korporacje dadzą sobie radę. Ale jak sądzę obecnie rządząca ekipa (podobnie jak i poprzednie), nie jest problemem zainteresowana i dowie się o nim gdy bankructwa już będę faktem.

Data:
Kategoria: Gospodarka
Tagi: #

Piotr Śmielak

Piotr - https://www.mpolska24.pl/blog/piotr1

Z wykształcenia historyk. Z zawodu manager. Od dziecka pasjonat wojska. Obecnie oficer rezerwy i doradca w branży spożywczej.

Komentarze 1 skomentuj »

Jeśli zastanawiasz się czy jedzenie wieprzowiny jest zdrowe to polecam przeczytać ten artykuł (https://medicaldiet.pl/dlaczego-wieprzowina-jest-niezdrowa)

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.