Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Master. 47

Nadawanie kłamstw czasami odbija się na wartości akcji danej stacji.

Mieszkańcy Brukseli stanęli przed dysonansem poznawczym. Telewizje całego świata nadawały relacje z zamieszek, walk ulicznych i pożarów, lokalne stacje telewizyjne i radiowe podtrzymywały tę relację. Tymczasem na ulicach było pusto i spokojnie. Na początku ruch był bardzo słaby, bo ludzie uwierzyli telewizji. Okazało się jednak, że w sieci była cała masa filmików, na których ci, którzy kilka godzin wcześniej byli wrogami i chcieli się pozabijać, albo przynajmniej mocno poranić, nagle ramię w ramię walczą o wspólne, duże nagrody. Plan oświeconych, żeby tego wieczoru podpalić miasto, spalił na panewce. Gi był tak wściekły, że kazał wybatożyć kilkanaście dziewcząt, jednak Bill nie zgodził się na to, cały ludzki ból był przeznaczony na jutro. Doszło do poważnego spięcia, Gi ze wściekłością przełknął kolejne tego dnia upokorzenie. Później było tylko gorzej. Kiedy najwyżsi usłyszeli o propozycji oszołomów, zaczęli na poważnie ją rozważać.
Wśród sześciu najwyższych zdania były podzielone. Wprawdzie oddanie Mariki było niemożliwe, sam Master wybrał ją sobie na ofiarę. Rozważali jednak oddanie Sukhaimy. Nie wiedzieli, że to jeszcze jeden cios w Gi, to on ja sobie z kolei wybrał. Przyzwyczaił się do myśli, że posiądzie ją na Wielkiej Gali, wśród krzyków ofiar i w zapachu krwi.
W myślach widział siebie jako prezydenta rządu światowego, kiedy poznawał sześciu najwyższych i rozpracowywał ich wady. Posiadał analityczny umysł, który kierował go wśród meandrów konwersacji i notował wszystkie zauważone szczegóły, które mogły być ważne później. Spostrzegł, że Ewulon był zwolennikiem pełnego zawierzenia dla Pana, Azaren chciał być wyróżnionym i dlatego decydował się na ryzykowne działania, które w jego rozumieniu dodawały chwały Szatanowi. Gi był niejako na zewnątrz najświętszego kręgu, widział więc obiektywne aspekty ich działań. Zdawał sobie sprawę, że bez interwencji Mastera ich organizacja runie, a oni zostaną rozszarpani przez spragnione władzy młode elity, czekające na swój czas. Dzięki hodowli niewolników w podziemnym królestwie cena prostytutki spadła znacznie, więc sutenerzy bogacili się tak bardzo, że mogli sami opłacać najwyższych unijnych polityków. Narkotyki produkowano na miejscu, krzewy koki i mak rosły w podziemnych, wielohektarowych uprawach, oświetlanych specjalnie dobranymi lampami. Nie byli na razie samowystarczalni, ale zyski kolumbijskiej mafii znacznie się obniżyły. Okazało się nagle, że Europa może być rajem dla dobrze zorganizowanych struktur mafijnych, o ile nie będą zbyt ostentacyjnie pokazywać swoich wpływów. Praworządność okazała się wspaniałym osiągnięciem, bo sędziowie znaleźli się poza jakąkolwiek kontrolą, ich zarobki zaś przerosły zarobki znakomitych lekarzy. Spowodowało to jednak duże problemy w ramach struktur mafijnych. Ambicje lokalnych gangsterów rosły szybko a 666 miejsc w zarządzie to było stanowczo za mało. Zaczęły się zdarzać zabójstwa pretendentów, by zwolnić miejsce w kolejce. Wszystko to jednak było oparte na zaufaniu do Szefa Wszystkich Szefów, Niosącego Światło, Lucyfera, Mastera, Szatana. Gdyby on okazał się słaby, oni wszyscy przegrają.
Gi zdawał sobie sprawę, że Chen zrobi wszystko, aby powstrzymać Marca. Jeśli to się uda, będą zgubieni. Teraz jednak postanowił zachować tę wiedzę dla siebie. Miał wejść do grona sześćdziesięciu, teraz jednak nabrał ochoty by zająć miejsce Billa. Jeśli jego plan się powiedzie, zostanie nawet królem świata. Oddał całą duszę Masterowi i całe życie wiernie mu służył.
Wściekłość z powodu upokorzeń ustąpiła, serce zalała mu rozkosz przewidywanego triumfu. Zaczął się uśmiechać.

Michale Jardin był prezesem brukselskiej sieci kablowej telewizji. Wiernie służył
udziałowcom, najważniejszym z nich był Gi. Sam posiadał 60 procent udziałów, razem z Billem mieli ponad 90 procent. Poza tym znajomi Michaele'a kupili sporo udziałów, on sam miał ponad 1%. Dawało to pewny dobry kapitał, poza pensją. Teraz jednak sytuacja się zmieniła. Wiarygodność stacji powoli spadała, więc ubywało odbiorców. O ile filmy i audycje muzyczne były na przyzwoitym poziomie, ludzie przestali oglądać wiadomości BKTv. Przełożyło się to na wpływy z reklam, ale co gorsza, wartość akcji zaczęła spadać. Michael nie był wtajemniczony w sprawy oświeconych, ale czuł, że ten weekend będzie śmiertelny dla stacji. Przed zamknięciem sesji wrzucił na giełdę większość swoich udziałów, W zasadzie mógłby na tym poprzestać, ale byli jeszcze jego przyjaciele. Jeśli stacja będzie nadawać czystą propagandę, akcje zaczną tracić wartość.
Był już stary, miał ponad osiemdziesiąt lat. Dzieci i wnuki miały dostatnio ułożone życie. Postanowił na koniec zabawić się w małego bohatera. Wysłał jedną ekipę pod siedzibę Golden Amber Service, okupowaną przez oszołomionych rewolucjonistów. Obserwował relację na ekranie w swoim biurze, był sam w pustym obiekcie. Po pół godzinie relacja została przerwana, wróciły zdjęcia z walk między stronnictwami i palenia samochodów, ale oliwa już się wylała.
Kiedy w korytarzu rozległy się kroki, Michael już dawno nie żył. Strychnina całkiem dobrze rozpuściła się w Whisky, nie czuł jej smaku, gdy pił swój ostatni łyk.

Data:

LeszekSmyrski

Spółdzielczość drugiej generacji - https://www.mpolska24.pl/blog/spoldzielczosc-drugiej-generacji11

Od siedmiu lat zajmuję się spółdzielczością, zwłaszcza socjalną w praktyce i w teorii. Wiem dlaczego środki pomocowe są marnotrawione i chcę się z Wami podzielić tą wiedzą. Chcę Was również przekonać do innego patrzenia na świat. Wierzę że wiele można zmienić, o ile wie się że zmiany są możliwe i potrzebne, i jeśli jest się wystarczająco zdeterminowanym.
Pozdrawiam i życzę szczęścia.

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.