Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Spiritus movens buntu przyjaciół Janusza Korwin-Mikkego

Działacze przedzwipleryzowanej KNP poczuli się, parafrazując Klasyka, wyszlamowani na rzecz rzekomo bardziej wartościowych, a ostentancyjnie forowanych przez JKM wiplerowców. Zaręczam, że takie „odkrycie” nie jest najprzyjemniejsza emocją, no i zaczęli się buntować, a nawet atakować, bo jak wiadomo, najlepszą obroną jest atak (wniosek do prokuratury; zmiana Prezesa przez Konwentykl).

Spiritus movens buntu przyjaciół Janusza Korwin-Mikkego

To niezwykle zastanawiające jak, w tak krótkim czasie, tak istotna grupa osób z najbliższego otoczenia JKM zbuntowała się przeciwko Niemu, nieprawdaż? Wielu z nich przez kilkanaście lat stało u Jego boku, poświęcało się służąc, nierzadko zaniedbując życie rodzinne i zawodowe, partii i sprawie, narażając się przy tym systematycznie na ostracyzm, dzielnie odparowywało ataki na JKM, stając za nim, bez wyjątku, murem. Skąd więc ten afront? Nie będę się tu jednak rozwodził nad obiegowymi wyjaśnieniami i komentarzami betonowo-nowopokoleniowymi, a skupię na spiritus movens tego buntu.

Wszystko zaczęło się gdy wiosną 2014 roku notowania Nowej Prawicy zaczęły ocierać się o tzw. próg wyborczy, co oznaczało, że może ona stanowić ugrupowanie, z którego kandydując będzie można zostać parlamentarzystą i wstąpić do pierwszego szeregu polityków. Ku zdumieniu, a wręcz niesmacznej konsternacji członków Rady Głównej Pan Mikke miast koncypować optymalne obsadzenie list wyborczych przez członków partii zaczął forsować ideę umieszczenia na nich osób spoza partii, a konkretnie dawnych członków (sic!) bandy czworga. Niezależnie od „racjonalizacji” tej osobliwej „koncepcji otwarcia na nowe środowiska” wszyscy przytomni ludzie zrozumieli ją bez pudła, tzn., że o ile zajmowali się oni organizacją spotkań, noclegów, transportu, wieców, spotkań, sprawami formalnym, strukturami, blogami, wydawaniem gazetek, itd. to byli, bez wątpienia, wspaniałymi, zacnymi ludźmi, porywającymi mówcami, pierwszorzędnymi ideologami i w ogóle very welcome, to żeby zaraz reprezentować KNP w europarlamencie? To właśnie ta, nieudana zresztą, arogancka i wysoce lekceważąca propozycja dyskwalifikująca z pierwszoplanowej polityki czołowych członków KNP wywoła powszechne zgorszenie. Ponieważ wszyscy dobrze znali tego typu "zapędy" JKM, lekko zaalarmowani, skutecznie te propozycje odrzucili, zacisnęli zęby, a następie pochłonął ich wir kampanii wyborczej.

Kampania wyborcza dobitnie udowodniła, że u boku JKM pojawiła się cała rzesza dobrze zapowiadających się polityków zarówno młodego, jak i starszego pokolenia, od przesympatycznego Artura Dziambora, po zacnego Stefana Oleszczuka, choć nawet nasz rzecznik prasowy Tomasz Sommer, na samym  początku kampanii, miał pewne wątpliwości, czy damy "sami" radę? Wykonanie przerosło najśmielsze oczekiwania. Świetny Kongres Nowej Prawicy w Sali Kongresowej, wiece, spotkania wyborcze, tłumy, konferencje prasowe, występy w radiu i telewizji. Wszystko wskazywało na to, że: „Tej siły już nie powstrzymają”.

Zaraz po kampanii okazało się jednak, że co się odwlecze to nie uciecze, a forowany przez JKM WCz. Przemysław Wipler wespół ze spółdzielnią, postarali się, aby tym razem ten „message”, tzn. że Panowie z KNP na pierwszoplanowych polityków to się jednak nie nadają (co przyszło mu zapewne niezwykle łatwo, bo to w końcu takie tam sobie buractwo, co to w sobie krzty pokory nie ma, no to postanowił ich pokory nauczyć) no i mieliśmy konwentowo-spółdzielczy pogrom, tzn. nieudzielenie absolutorium ponad 2/3 członków Rady Głównej partii, która właśnie wygrała wybory. JKM przeszedł był nad tym do porządku dziennego i wszyscy ponownie, niezawodnie zrozumieli, że teraz Panom, to już naprawdę dziękujemy. Cały anturaż też całkiem przekonujący:  młode pokolenie, zmiany, profesjonalizacja, odsunięcie betonu, na stanowiska zasługują Ci co ciężko pracują, a nie karierowicze i lenie. Doprawdy nie wiem jakim trzeba być niewydarzonym i niewychowanym młodzieńcem, który jeszcze nie wie, nie rozumie, co to znaczy być uwikłanym w życie zawodowe i nie ma na utrzymaniu rodziny, aby uzurpować sobie prawo do tak niewybrednych, włącznie z inwektywami, ocen czołowych osób w partii, którzy łącząc życie prywatno-zawodowe, nie przez ostatnie kilka miesięcy, ale nierzadko całymi latami poświęcali się działalności partyjnej.  JKM-owi najwyraźniej też to nie przeszkadzało, a sam, cegiełka po cegiełce, zmieniał kogo mógł, czyli namaszczonych przez spółdzielnię "betonowych" Prezesów Okręgów.      

JKM markował naiwnym kuciątkom (i nie tylko) „neutralność”, ale jak przychodziło co do czego, to było wiadomo, w którą stronę bije Jego serce. Takim najbardziej symbolicznym, a zarazem niesmacznym symbolem tej „neutralności” poprzez forowanie jednej frakcji było ekspresowe zastąpienie kandydatury Jacka Wilka na urząd Prezydenta Warszawy Przemysławem Wiplerem. JKM nie krył,  przywołując „miażdżące” poparcie oddziału stołecznego (podczas gdy z formalnego punktu widzenia było to „za-świeżo-upieczone”) zadowolenia z takiego obrotu spraw dodając, że w tak krótkim czasie trudno byłoby wypromować kol. Wilka, a przecież Przemysł Wipler jest znany, a jak się wkrótce okazało dał się poznać ze swej „znaniości” jeszcze bardziej, ze wstydliwymi szczegółami włącznie. Muszę przyznać, że swoistymi wyrzutami sumienia rozczulił mnie JKM do granic wytrzymałości, gdy niedługo po wyborach, pod dwóch, a których było niezliczenie wiele w przeszłości, niezwykle udanych występach Jacka Wilka w TV, oznajmił, że teraz (sic!) to już mec. Wilk byłby odpowiedni. Osłupiałem. No istne kuriozum, ukazujące ową „neutralność” w pełnej okazałości. W takim razie jestem pewien, że już PO przyszłych wyborach parlamentarnych kk. Wilk, Dziambor, Najzer, itd. też będą świetnymi kandydatami na posłów:-)

Jak każdy inteligentny czytelnik zdążył się już zorientować te wszystkie „messages” i „neutralności” rozwiały wszelkie wątpliwości i działacze przedzwpileryzowanej KNP poczuli się, parafrazując Klasyka, wyszlamowani na rzecz rzekomo bardziej wartościowych, a ostentacyjnie forowanych przez JKM wiplerowców. Zaręczam, że takie „odkrycie” nie jest najprzyjemniejsza emocją, no i zaczęli się buntować, a nawet atakować, bo jak wiadomo, najlepszą obroną jest atak (wniosek do prokuratury; zmiana Prezesa przez Konwentykl).

Osobiście bardzo ubolewam, że właśnie tak potoczyły się sprawy, ale nie ulega najmniejszej wątpliwości, że inicjatorem i motorem tych „zmian” był nieoceniony Przemysław Wipler. Nie jestem bynajmniej przeciwnikiem zmian jako takich, ale staram się obiektywnie ocenić ich wpływ i znaczenie i uważam, że, po pierwsze, wyautowywanie przez tę „miażdżącą, spółdzielczą, większość” wielu silnych osobowości przedzwipleryzowanej KNP, nie tylko niepotrzebnie ich upokorzyło i zniechęciło do działania, ale przede wszystkim poważnie OSŁABIŁO KNP. A po drugie, niezawodnie uruchomiło wewnątrzpartyjną wojnę na śmierć i życie, która całkowicie przetrąciła kręgosłup partii i przekroczyła wszelkie granice dobrego smaku, co OSŁABIŁO ją jeszcze bardziej, a co dobitnie ukazała ostatnia kampania wyborcza i kompromitujący wynik KNP. I tylko, albo kompletni polityczni nieudacznicy, albo nie widzący nic poza czubkiem swojego nosa osoby mogły sprokurować i zafundować nam coś takiego (teorie spiskowe pozostawiam  fachowcom).     

Zewsząd słyszę, że JKM może wszystko, bo wszystko się wokół niego kręci. To prawda. Tak jak sukces danego bandu zależy od charyzmatycznego wokalisty. Gdy się zespół szybko rozwija i zdobywa popularność zdarza się również i tak, że niektórzy instrumentaliści nieco odstają, ale niezwykle rzadko lider zespołu wpada na pomysł, aby odejść i założyć nowy, albo wymienić 2/3 jego składu, bo wie, że straci on nie tylko silę swojego performancu, ale przede wszystkim duszę. Ponadto, takie pozbywanie się odstających członków zgranego zespołu zawsze niszczy więzy przyjaźni, które są niezmiernie ważne, w każdy przedsięwzięciu zespołowym. Ale co powiedzieć o liderze, który stracił już prawie wszystkich dawnych przyjaciół, a teraz przygrywają mu nierzadko fałszujący chałturnicy, których „POPiSy” budzą raczej politowanie niż uznanie, a na koncerty przychodzi dwa razy mniej fanów? Jak tak dalej pociągnie, to zakończy się to kompletną klapą.  

Data:
Tagi: #
Komentarze 4 skomentuj »

Z artykułu nie dowiedziałem się w końcu, kim jest "spiritus movens" ???

On często używa terminów, których znaczenia nie rozumie. Używa ich chcąc przedstawić swój wizerunek "mędrca", ale skutek tego w wyniku nierozumienia ich znaczenia jest dokładnie odwrotny od zamierzonego. Taki "spiritus movens" ogłupiania kolegów z KNP i wyborców.

kolejne wynurzenia faceta który jest jednym z ojców chrzestnych klęski KNP w wyborach do parlamentu europejskiego. tam swoją robotę totalnie spieprzył i teraz wylewa non stop swoje żale na forach internetowych. jakie to smutne jak nisko człowiek musi upaść (nie wierzę w sugestie iż jest agentem)

Agentem to raczej nie jest (służby pozyskują mądrzejszych),ale takim "pożytecznym głupcem", który sam niechcący degraduje siebie i swoje środowisko. To dla służb tańsza wersja, bo robi dobrą robotę (rozbija środowisko), a nie muszą mu płacić. Taki Krzysio "Wolontariusz".

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.