Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Tesin to dla mnie magiczne miejsce

Gdzieś tak w połowie lat osiemdziesiątych jechałem odwiedzić rodziców w Gaci Przeworskiej. Podróż zazwyczaj w tych czasach odbywałem w ten sposób, że wsiadałem do pociągu w Dankowicach i wysiadłem dopiero w Przeworsku. Reszta drogi to autobus PKS do Białobok i z górki do domu. Tego razu podróż dokończyłem nietypowo. Pociąg zatrzymał się na stacji Rogóżno. Zapytany konduktor nie potrafił odpowiedzieć co się stało, ale raczej wyglądało że pociąg nieprędko ruszy.

Był piękny letni dzień. Postanowiłem resztę drogi odbyć pieszo.

Drogę znałem orientacyjnie. Przez całe życie w Gaci nieraz dało się słyszeć odgłos pociągów z Rogóżna.

Nawet zdarzało się, że wybierający śmierć samobójczą Gacanie rzucali się pod pociąg na torach w tej miejscowości.

-S. rzucił się pod pociąg.

Wiadomo było, że uczynił to na torach pod Rogóżnem.

Ale stukot przejeżdżających pociągów za północnym horyzontem kojarzył się nam, wiejskim dzieciom, raczej z odgłosami dalekiego, intrygującego świata.

Zdarzało się też, że dla niektórych Gacan było to miejsce dojazdów, lub zgoła wyjazdu .

Wyszedłem ze stacji i musiałem zapytać o drogę, bo akurat dla mnie był to dotąd tylko przystanek kolejowy przed końcową stacją w Przeworsku.

Nie, nie pytałem o drogę do Gaci. Do Tesina.

Napotkana starsza kobieta gdy ją zapytałem o Tesin przyglądnęła mi się z uwagą i niespodziewanie powiedziała:

- Ale ty chłopcze chyba nie musisz się pytać o drogę na Tesin?

Pewnie jestem podobny do swojego dziadka, a ludzie z okolicy znali karbowego Andrzeja Cieślę. Podczas spaceru wskazaną drogą na Tesin, rozmyślałem o tym magicznym miejscu. A po dotarciu tam, dalszą drogę do rodzinnego domu znałem już doskonale.

Tesin to dla mnie to rzeczywiście magiczne miejsce na ziemi. Jest to przysiółek wsi Nowosielce, znajdujący się na styku trzech miejscowości, mojej rodzinnej Gaci Przeworskiej, Nowosielec i Kosiny. Niedaleko znajduje się też miejscowość Rogóżno, z ważnymi szlakami komunikacyjnymi, wspomnianą koleją i międzynarodową drogą nr 94 (dawniej E22).

Znajduje się tu Święte Jezioro zwane też jeziorem Tesin. To przedmiot licznych legend spisanych zarówno przez Gacaków, jak i znajdujących się w materiałach gminnych z pozostałych miejscowości.

Potarza się w nich motyw zatopionej świątyni. Na terenie na którym obecnie znajduje się jezioro miała miała jakoby stać, a to pogańska świątynia, a to kościół. Z głębin dochodzą podobno dźwięki zatopionych dzwonów, w niektórych wersjach wyciągane i topione przez wystające z jeziora wstążki.

Na tym terenie znajdował się folwark, należący do ordynacji Lubomirskich z Przeworska.

 Tesin

Rządcą na tym folwarku, a raczej chyba karbowym („karbownikiem”) był w przedwojennych czasach mój dziadek Andrzej Cieśla.

Po dziadkach moi rodzice odziedziczyli około pół hektara ziemi ornej, uzyskanej wcześniej z parcelacji majątku po reformie rolnej w 1944 roku.

Moje pierwsze wspomnienie jako małego dziecka, pochodzi z wyprawy na obrzęd odśpiewania różańca dla mojej zmarłej babci, Katarzyny Cieśla z domu Poszywak.

Był 1960 r i miałem wtedy niewiele ponad trzy lata. Wszystko co z wtedy pamiętam, zapisało się pewnie w mojej głowie z powodu dużego stresu.

Pozwolono mi się bawić poza izbą no i się zgubiłem w obcej wsi. Zapłakanego znalazł mnie sąsiad i odprowadził. Zapamiętałem nawet przejazd furmanką z rodzicami. Tesin znajduje się około pięć kilometrów od naszego domu.

Drogi na Tesin poznawałem później jeżdżąc tam wielokrotnie.

Jako że byłem chłopskim dzieckiem, naturalnym było że najpierw zabierano mnie z sobą przy pracach polowych. Pozwalano bawić się i spacerować po okolicach, a następnie pomagałem w pracach polowych. Ostatni raz było to już na studiach, był chyba rok 1977. Tato miał wtedy ponad 70 lat, młóciliśmy razem wysuszony na miejscu rzepak. Na rozłożoną na polu płachtę rozkładaliśmy snopki rzepaku, które przy nawet lekkich uderzeniach cepami łatwo pozbywały się czarnych nasion.

Z naszego domu na przysiółku „Koniec” w Gaci Przeworskiej do Tesina jeździliśmy dwoma drogami. Ziębówką znajdującą się na granicy pól gackich i białobłockich, oraz starą drogą folwarczną łączącą folwark Tesin z folwarkiem w Białobokach.

Droga przez Białoboki, obecnie asfaltowa na ma długość około 5 km, Ziębówka była nieco krótsza. Idąc pieszo, sądzę że najkrótsza droga ścieżkami koło tak zwanego stawu Węcławskiego liczyła około 3,5 km.

W Gaci funkcjonuje jeszcze trzecia droga, obecnie też wyasfaltowana, tak zwany Skotnik biegnący od szkoły podstawowej i Gackiej Górki aż do jeziora Tesin.

Obie gackie drogi biegną miejscami w głębokich wąwozach lessowych.

Z informacje historycznych wynika, że drogi te leżały na szlaku prowadzącym na Węgry z północy Polski. Dobrze mi znana Ziębówka miała w swoim obrębie niesamowity, wysoki wąwóz.

Powstał on zapewne podczas erozji zapoczątkowanej przez hamujące wozy konne. Spadek ze wzgórza był tak duży, że wymagał użycia hamulca w wozie konnym, zwłaszcza załadowanym.

W czasach mojego dzieciństwa jeździliśmy tam wozem o drewnianych kołach z metalowymi obręczami. Tato po dojechaniu na wierzchołek górki spinał jedno z kół albo i dwa tylne łańcuchami, tak że nie mogło się obracać i tarło o drogę żłobiąc w lessie.

Jak już byłem nastolatkiem sprawiliśmy sobie wóz na gumowych kołach, ale dalej wymagał on intensywnego hamowania.

Wyprawy do Tesina miały dla mnie swoisty urok. W czasie długiej drogi (grubo ponad godzinę w jedną stronę), był czas na rozmowy z rodzicami.

Na miejscu też było dosyć atrakcyjnie. Oglądałem zabudowania byłego folwarku.

Siostra Agata, zwana w rodzinie Jadzią pamięta jeszcze mieszkanie naszych dziadków na folwarku w Tesinie.

W spisie majątku Ordynacji Przeworskiej Lubomirskich, znajdują się „pomieszczenie”, dwie stodoły i stajnia.

Dziadkowie zajmowali część owego „pomieszczenia”. Był to murowany budynek, pokryty czerwoną dachówką. Pamiętam jeszcze jedną ze stodół, ale były one sukcesywnie rozbierane podczas mojego dzieciństwa. Zabudowania folwarku stały w dosyć szczerym polu, do wsi było co najmniej kilometr.

Mama miała pięcioro rodzeństwa, wszyscy oni urodzili się na folwarku w Tesinie.

Najstarsza była Maryna, potem Jadwiga, mama Helena i ciotka Antonina. Było też dwóch braci, Bronisław i Edward.

Siostrze Agacie rzucił się w oczy niesamowity porządek u dziadków. Wraz z siostrą Zosią chodziły pieszo do babci. Ta zawsze miała dla nich smakołyki typu gomółki sera. Pamięta, że żywność nasza babcia przechowywała w głębokiej, chłodnej piwnicy wykopanej na zewnątrz budynku.

Dziadek Andrzej umarł w 1950 roku. Po po jego śmierci babcię Katarzynę zabrała do siebie ciotka Jadwiga i to u niej w domu był odśpiewany ten różaniec z moim najwcześniejszym wspomnieniem z dzieciństwa.

W czasie jednego z przejazdów z rodzicami drogą białobłocką, podczas przejazdu przez wieś mama wspominała, że dziadek jako karbowy musiał być niezwykle wymagający dla pracowników-fornali. Pamiętam zdanie:

- Niejeden musiał przez niego płakać!

Początkowo rodzice zabierali mnie do prac polowych na Tesinie jako kilkuletniego chłopca i moim jedynym zajęciem była zabawa w folwarcznym w sadzie. Pamiętam też niezwykle głęboką studnię na folwarku.

Obok naszego pola znajdował się sad ciotki Jadwigi i z racji pokrewieństwa nie czułem wyrzutów sumienia korzystając z jego owoców.

Inną zabawą była kąpiel w jeziorze. Jezioro było przy brzegach dosyć płytkie, pamiętam pojono w nim krowy i konie. Tacie też zdarzało się tam zajeżdżać w tym celu.

Wraz z wiekiem przyuczano mnie do pomocy w pracach polowych. Początkowo robienie powróseł w trakcie żniw i powożeniem koniem przy podorywce.

Potem przyszły cięższe prace przy żniwach czy wykopkach. Nieraz był to nie lada wysiłek dla młodego chłopca, gdyż tata był w podeszłym wieku, a mama nie mogła za wiele pomagać z powodu choroby stawu biodrowego.

Wspomnienia ciężkiej pracy z tatą ma też Agata. Wyprawa na Tesin rozpoczęła się o trzeciej nad ranem, co trzecioklasistki było nie lada wyzwaniem.

Z okolic Tesina posiadam dwa obrazy namalowane przez znanego ludowego artystę z Gaci, Józefa Puchałę.

Józe Puchała, JezioroTesin

Pierwszy przedstawia jezioro Tesin. Co ciekawe obecne fotografie tego jeziora przedstawiają bardzo podobny krajobraz szuwarami na pierwszym planie, drzewem po drugiej stronie jeziora.

I bardzo podobnie rysuje się obraz tego jeziora w moich wspomnieniach. Może za wyjątkiem tych bocianów czy czapli, oraz nenufarów.

Józef Puchała, Droga na Tesin

Drugi obraz przedstawia drogę białobocką, obsadzoną po obu stronach brzozami.

Obrazy te wisiały w moim domu rodzinnym i mama nieraz opowiadała, że przypominają jej młodość.

Obecnie wiszą w mojej sypialni jako droga sercu pamiątka po rodzicach.

Z drugą drogą na Tesin, Ziębówką powiązana jest też historia dotycząca z martyrologii gackich Żydów, ale o tym będzie osobny fragment wspomnień.

Pola na Tesinie odziedziczyła po rodzicach moja siostra Zosia. Nie obyło się bez niezwyczajnych okoliczności. Nim je zbyła, uprawiane były by tak rzec eufemistycznie, niesystematycznie. Pewnego razu, jak już była wdową, nawiedził ją pukając do okna wieczorową porą jegomość, który postanowił je uprawiać „na dziko”. Nie dość, że nie płacił dzierżawy, to jeszcze domagał się przekazania dopłat unijnych!

Obecnie na Tesin zaglądam jedynie za pośrednictwem map satelitarnych. Znajduję na zdjęciach „nasze” działki na szachownicy pól, zabudowania pofolwarczne, sady ciotek.

No i oglądam Święte Jezioro, zwane też jeziorem Tesin.

Aktualne zdjęcie jeziora Tesin




Data:
Kategoria: Polska Lokalna
Tagi: #

ZbigniewMiara

Między nauką a praktyką. Blog chemika i kapitalisty - https://www.mpolska24.pl/blog/miedzy-nauka-a-praktyka-blog-chemika-i-kapitalisty

Dr Zbigniew Miara w roku 1981 ukończył studia na Wydziale Matematyczno-Fizyczno-Chemicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W 1987 uzyskał stopień doktora nauk chemicznych na tym samym Wydziale. Blisko trzydzieści lat pracował w nie istniejącym już Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Kauczuków i Tworzyw Winylowych w Oświęcimiu, ostatnio na stanowisku adiunkta. Jest współwłaścicielem Famar Spóła Jawna w Dankowicach. Specjalność – technologia chemiczna.

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.