Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Blogerzy więcej

Breslau invades Poland II. Danzig kaputt?

W poprzedniej notce starałem się wykazać nadmierny w stosunku do dotychczasowych osiągnięć wpływ polityków wrocławskich, szerzej dolnośląskich, na władzę w dzisiejszej Polsce. W niniejszej podkreślam nadzwyczajność tego fenomenu, staram się przewidzieć efekty oraz zastanowić nad źródłami. Zachęcam do przedstawiania swoich tez.

Breslau invades Poland II. Danzig kaputt?
źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6a/Greckokatolicka_Metropolia_Polska.PNG

Czy to skąd pochodzi lider partii ma znaczenie? Moim zdaniem bardzo duże. Politycy nie osiągają sukcesów indywidualnie. Sukcesy odnosi grupa. Jeśli ktoś z grupy odnosi sukces - wysokie stanowisko, to ciągnie w górę swoją grupę. Najtrafniej ujęte zostało to w Alternatywach 4 Barei, w odc.1, gdy lokalny aktyw Pułtuska zebrał się u S. Anioła dowiedziawszy się o jego awansie do stolicy i jedyna informacja którą chcieli wydobyć to: "Pod kogo się podwiesiłeś".
Myślę, że mechanizmy awansu w partiach politycznych wszędzie wyglądają podobnie.
Doszedłszy do wysokiego stanowiska polityk musi odwdzięczać się tym, dzięki którym został wyniesiony albo przejść do innej drużyny. Jeśli nie szybko upadnie. Stąd ważne są regionalizmy. Jeśli polityk osiągnie wysokie stanowisko państwowe i nie zrobi nic dla swojego regionu i swojego środowiska najczęściej jest tam spalony. Zaryzykowałbym twierdzenie, że najbardziej głęboko tego typu politykę uprawiają ci, którzy najgłośniej nawołują do konkursów, apolitycznych mianowań, walki z nepotyzmem itd.itp. Najprawdopodobniej oni już obsadzili swoich ludzi na stanowiskach decyzyjnych i to ich ludzie organizować będą jak najbardziej apolityczne i merytoryczne konkursy i selekcje. I najlepszymi okażą się albo ludzie z ich środowiska, albo zdolni ale bez pleców, lecz pleców takich potrzebujący.
Prześledźmy skąd pochodzili liderzy dotychczasowych najważniejszych środowisk politycznych RP.
SLD,najsilniejsza partia 25-lecia
Kwaśniewski - początki Koszalińskie, studia w Gdańsku, reszta kariery mocno związana z Warszawą
Miller - Żyradów, Łódź, Warszawa
Dwaj pomniejsi liderzy to Oleksy i Cimoszewicz z Podlasia i Białostocczyzny. SLD jest tam jednak słabe, sądzę więc, że i tu o karierze zadecydowała Warszawa.
Solidarność:
Wałęsa - Gdańsk, Krzaklewski - Grn. Śląsk, Śniadek - Gdańsk, Duda - Grn. Śląsk.
PC - PiS
Bracia Kaczyńscy: Lech Warszawa - Gdańsk, Jarosław głównie Warszawa, ale zaczynał w Gdańsku, przy bracie, pracował też w Białymstoku. Liderzy mniejsi to Dorn - Warszawa, Lipiński - Legnica, lecz karierę polityczną zawdzięcza Warszawie, Ziobro - Kraków, Olszewski - Warszawa.
Unia Wolności
Mazowiecki, Geremek, Balcerowicz - wszyscy Warszawa
PSL
Pawlak, Kalinowski, Piechociński, wszyscy z mazowieckiej prowincji, kariery robili w Warszawie
AWS
Krzaklewski, Buzek - Górny Śląsk, Tomaszewski Pabianice-Łódź
PO
Tusk - Gdańsk, Olechowski - Warszawa, Piskorski - Warszawa, Rokita - Kraków, Gilowska - Lublin, Schetyna - Wrocław, Kopacz - Radom, Komorowski - Warszawa, Graś - Kraków
Samoobrona+LPR+Palikot
Lepper - koszalińskie - Pomorze Zachodnie, Giertych Warszawa, Palikot - Lublin (ale karierę zrobił stawiając wódkę politykom warszawskim, baronem lubelskim został po osiągnięciu wysokiej pozycji w warszawce)

Jakie wnioski? 
Otóż przez 25 lat liderzy najważniejszych partii politycznych PL rekrutowali się jedynie z dwóch ośrodków: Warszawy i Gdańska. Ci najsilniejsi związani byli i z Gdańskiem, i z Warszawą. Wyjątkiem wydaje się łódzki Miller, jednak Łódź to tylko skok do Warszawy. Co z resztą Polski? Wszyscy politycy nie-Warszawcy i nie-Gdańscy, po osiągnięciu sukcesu byli bezwzględnie eliminowani i odchodzili w niebyt, niczym motyle - kolorowe i piękne ale szybko umierające. Charakterystyczna wydaje się tutaj Platforma Obywatelska, której model korporacyjny wydaje się następujący: Gdańsk dobiera sobie kolejne piękne kwiaty z prowincji, karmi je, po czym wyżyma i bezwzględnie niszczy. Tak było z Piskorskim, Rokitą, Gilowską, Schetyną, Palikotem i Kopacz. Identyczny los czekał też liderów partii przystawkowych: Leppera, Giertycha, Palikota, liderów PSL-owskich (choć Pawlakowi, może ze względu na zasługi, dane było przeżycie 2 kadencji). Podobne mechanizmy działały też w PiS, gdzie ośrodek warszawski eksploatował, a następnie eliminował gdańskich Walendziaka i Kurskiego, krakowskiego Ziobrę, poznańskich Libickich, wrocławskiego Hoffmana możliwe, że podobny los czekałby też krakowskiego Wassermana. Można tu jednak zaobserwować różnicę, Kaczyński umożliwia powrót na godziwych warunkach po posypaniu głów popiołem.
Jeden raz, zdarzyło się, że ośrodek warszawsko - gdański utracił monopol na najwyższe stanowiska w kraju. W czasach AWS - UW prowincja (Grn. Śląsk i "bandyta z Pabianic") częściowo przejęła ster rządów. Zapłaciła anihilacją partii i złamaniem karier wodzów. Potem podobny los czekał prowincjusza Millera z Żyrardowa i Łodzi - złamanie kariery i anihilacja partii - najsilniejszej w PL.

Wrocław zastąpi Gdańsk?
Przedstawiony wyżej model obowiązywał do roku 2014/15. To co się wówczas zdarzyło określić możemy jako rewolucję, precyzyjniej częściową rewolucję, polegającą na dezercji Gdańska i ofensywie prowincji, konkretnie Wrocławia i Krakowa. Kraków przejmuje prezydenta, premiera, prokuraturę, sądy, infrastrukturę, najważniejszą w PL komisję śledczą i PSL. Wrocław kierownictwo nad gospodarką (Morawiecki) i całą opozycją (Schetyna, Petru, Kukiz, w dodatku Frasyniuk a ponoć i Kasprzak). Wzmocnieniu uległa pozycja Warszawy, która cały czas utrzymuje pakiet kontrolny z możliwością wciśnięcia przycisku stop. Nie chodzi tylko o Kaczyńskiego, ale nadzwyczaj silną pozycję polityków warszawskich w rządzie Szydło (wicepremier + 6 ministrów, kontrola wszystkich resortów siłowych, podczas gdy Wrocław - wicepremier + 5 ministerstw, Kraków - premier, wicepremier + 2 ministrów, po jednym ministerstwie dla Białegostoku, Mazowsza, Podlasia, Wielkopolski, Łodzi, Gróbarczyka). 
Efektem tej zmiany może być trwałe przejęcie przez Wrocław roli Gdańska. Czy to wiele? Czuję, że to poważna zmiana, choć nie potrafię powiedzieć dlaczego. Dodajmy, że temu wszystkiemu towarzyszy zejście z tego świata dwóch najważniejszych ojców założycieli IIIRP: Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka oraz znaczące osłabienie dotąd najsilniejszego ośrodka medialnego Spółki Agora.

Fenomen Wrocławia
W poprzedniej notce starałem się udowodnić siłę Wrocławia. Część czytelników powątpiewała. Wymienię więc jeszcze raz najważniejsze nazwiska: Morawiecki, Schetyna, Petru, Kukiz, E.Witek, Zalewska, Machałek, Jaki, Bańka, B.Kempa, Hofman, Jackiewicz, Frasyniuk, Kasprzak (ten od Obywateli RP), Szymczyk (KG Policji). Wszyscy oni albo są z Wrocławia, albo tam studiowali, albo pracowali, albo pełnili ważne funkcje samorządowe (np. Kukiz), z pobliskiego Wałbrzycha mandat uzyskali Siemoniak i Dworczyk, z Legnicy Lipiński. Większość z nich związana była z miejscową PO (prócz oczywistych również Kukiz, Morawiecki, Jaki). Pani Witek to dla mnie fenomen PR: dorodny i dojrzały szczupak, który niczym Filip z konopi wpłynął między miejscowe leszcze. Doskonały w PR jest też Patryk Jaki - naturalny talent ale już oszlifowany przez specjalistów. Wszytko to wygląda na pierwszy rzut oka tak jakby ktoś na Dolnym Śląsku, konkretnie we Wrocławiu zrobił sobie stajnię polityków i teraz rozprowadza ich po partiach. I robi to od 2014/15, a może od upadku gdańskiego AmberGold po którym służby specjalne wypowiedziały lojalność Platformie Obywatelskiej.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że to wszystko przypadek. Że w kraju, w którym liderzy poważnych sił politycznych rekrutowali się niemal wyłącznie z Warszawy i Gdańska nagle, w ciągu jednego roku na czele 3 z 5 partii stanęli ludzie związani z Wrocławiem, wrocławianie przewodniczą też, ponoć obywatelskiemu, ruchowi przeciw rządowi którego polityką gospodarczą kieruje inny wrocławianin niegdyś z nimi współpracujący (awansował w tym samym czasie co oni). No takich przypadków nie ma w polityce, w 38 milionowym kraju, gdzie dóbr nie starcza na apetyty regionów. Przy okazji zaś premiera, prezydenta, szefa partii nr 5, prokuraturę dostaje Kraków, który dotąd nie miał nic. Zaś inne największe PiSowskie bastiony PL jak nie miały nic tak nadal nie mają (Lublin, Rzeszów, Kielce-Radom), lub dostały kapkę (Podlasie,Białostocczyzna,Mazowsze). Po prostu widać dużą centralizację władzy partii prowincji na Warszawę, Wrocław i Kraków, które szpiegować ma Lublin (Bejda i Pogonowski).

Źródła siły?
Wracając jednak do Wrocławia. Jeśli istnieje stajnia rozprowadzająca polityków wrocławskich, to kto to może być? Nie mam pojęcia, jednak słychać było o dużych inwestycjach kapitałowych we Wrocławiu. Może poważny biznes chce mieć poważny parasol polityczny, niezależny od kaprysów wyborców, który przecież w PL nie jest specjalnie drogi? Może to kwestia pęknięcia  w Salonie, widocznego po AmberGold i jakieś poważne siły chcą zdegradować Gdańsk z roli drugiej stolicy? Może polski biznes chce przebić szklany sufit dochodów, siłami prowincji przełamać monopol warszawsko - gdańskiej centrali i trafiło na Wrocław i Kraków? Tych "może" sporo można wymyślić, jednak najciekawsza jest prawda.

Data:
Kategoria: Polska
Tagi: #Wrocław #gdansk
Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.