Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Korwin (The Movie) - Suplement

Właśnie obejrzałem: Korwin (The Movie). Naturalnie nic, a nic mnie nie zaskoczyło. Już chyba gdzieś to wszystko widziałem i słyszałem…. Mam jednak pewien niedosyt, który postaram się niniejszym zaspokoić, a dotyczący bezrefleksyjności ocen postaw JKM (wyjątki oczywiście były), które ostatecznie dają takie, a nie inne rezultaty.

Korwin (The Movie) - Suplement
źródło: internet

Przeróżni komentatorzy mówią o bezpardonowości. O tym, że JKM ma głęboko gdzieś to, jak odbierane jest, co mówi. Że dla niego liczy się jedynie idea. Że musieli się wielokrotnie z tego, co JKM powiedział, tłumaczyć, wyjaśniać, co miał na myśli, itd.. Że jest bezpardonowy bez względu na konsekwencje. Że jest niezależny i mówi bez ogródek to, co ma do powiedzenia. Że to dlatego nigdy nie odniósł i nie odniesie politycznego sukcesu. Że to dlatego po każdych przegranych wyborach odwracają się od niego całe rzesze zaangażowanych osób, bo nie widzą sensu w takim, skazanym na porażkę działaniu, itd., itp..

To wszystko najprawdziwsza prawda, ale gdzie konkluzja? A co byśmy powiedzieli o kierowcy rajdowym, który jest "intrygujący", "znakomity", a „tylko” nie potrafi dobrać opon do rodzaju nawierzchni i permanentnie staje do wyścigu na lodzie w letnich oponach? A do tego twierdzi, że wszak „trudności” hartują. A co nas nie zabije, to wzmocni. Że kiedyś, wbrew prawom fizyki, złapie w końcu przyczepność i zostawi innych w tyle? Że wariat? Że patentowany dureń? Że nie warto inwestować w tego „zawodnika”, który zawsze, ale to zawsze, niezawodnie zawodzi? Miałem nieodparte wrażenie, że na swój sposób wszyscy już się przez te 26 lat przyzwyczaili do tych harców na lodzie, a każdorazowe wypadnięcie z toru przestało już, jako swoista oczywistość, przeszkadzać. Stąd refleksji, jak na lekarstwo.

W Korwin (The movie) mam kilka wejść, ale mam nadzieję, że w książce towarzyszącej filmowi znalazło się nieco więcej moich wypowiedzi. Dla pewności niektóre z nich niniejszym przytaczam:

„Nie każdemu jest łatwo tak otwarcie dyskutować na przykład o „miękkiej pedofilii”, że właściwie można się zastanawiać, czy jest w tym coś aż tak złego, czy o stosunkach damsko-męskich. Ten słynny półgwałt, czy lekki gwałt z Moniką Olejnik: wszyscy mówili: perfidne media, ostry atak itd., natomiast wie Pan, tak naprawdę pani Monika miała jedno zadanie, tzn. takie żeby naciągnąć na takie wypowiedzi Pana Mikke i w jednoznacznym świetle go przedstawić. Wykonała je skrupulatnie, w 200%, ale powiedziałbym, że było to zadanie banalne, bo Pan Mikke akurat daje się wciągać w takie historie jak dziecko, a w kampanii tym bardziej.”

„…to może przeszkadzać i coraz bardziej uwierać, prawda? Niby szereg poglądów pana Mikke podzielam, uważam, że są one słuszne, ale mam wątpliwości. Czy człowiek, którego niektóre poglądy postrzegam jako ekstremalne, czyli takie, których ja nie akceptuję, nie stanowią takiego właśnie wskaźnika, że to jednak nie jest mój człowiek.”

„Czasami to nawet wynika z niezrozumienia istoty rzeczy, ja na przykład osobiście już naprawdę wielokrotnie przy podróżowaniu, po spotkaniach, przed spotkaniem upraszałem Pana Mikke, żeby jednak nie mówił o postulacie likwidacji ZUS-u, bo on jest przerażający dla ludzi. Wiadomo, że 16 milionów i rencistów i ludzi na emeryturze otrzymuje wiadomość: „Nie będzie ZUS-u! Z czego ja będę żył?” Podczas gdy merytorycznie chodzi tutaj o likwidację przymusu ZUS-u i tak można to przedstawiać. A przecież te emerytury czy zobowiązania, jakkolwiek ta instytucja będzie się nazywała, musi ktoś wypełniać. Zresztą Pan Mikke mówi o dotrzymywaniu umów i wypłacie tego, co się należy rencistom i emerytom, natomiast sposób przedstawiania powoduje odstraszanie od tej wizji korwinowskiego świata. I szereg tego typu czynników sprawia, że człowiek zaczyna powątpiewać, czy powinniśmy postawić na Korwin-Mikkego. Zniechęca do siebie.”

 „Zaczyna nam przeszkadzać rodzaj retoryki, pozwalanie na wciąganie się w niebezpieczne tematy, wypowiedzi, które właśnie powodują, że ludzie zauważają, że nie ma szansy na to, aby poglądy Pana Korwin-Mikkego, czy popularność w szczególności jego partii, zyskała więcej zwolenników. Wtedy ludzie mają odczucie, że ich zaangażowanie, trud, poświęcenie włożone na przykład w kampanie wyborcze, propagowanie tych idei itd., są niweczone takimi wypadkami, wybrykami, błędami i postrzegają to jako słabość dyskwalifikującą Go w roli polityka.”

„Chętnie Go czytują, ale mówią: z tym człowiekiem polityki nie da się uprawiać, czego najlepszym dowodem jest te 25 lat, te spadki popularności i różne perturbacje. I nie da się tego nie zauważyć, że to jest ewidentna słabość, wręcz można powiedzieć nieudacznictwo polityczne. Nie ma tego cwaniactwa politycznego, pan Mikke nie ma w sobie tej umiejętności uwiedzenia większej liczby wyborców i zdobycia większej popularności.”

„On bardzo zaraża i intryguje, natomiast później zniechęca do siebie, do swojej partii i ludzie nie są skłonni popierać jego partii.”

„Każdy inteligentny człowiek zdaje sobie sprawę, że działa w konkretnych okolicznościach, w konkretnym środowisku, gdzie ludzie postrzegają pewne rzeczy przez pryzmat języka, jakim się posługują, jakie zasady w nim obowiązują i tak jak na rynku, jeżeli firma wchodzi na dany rynek, to musi wziąć pod uwagę jego uwarunkowania. Jeżeli zbyt drastycznie, zbyt kategorycznie zaprzeczamy temu porządkowi rzeczy, to niestety budujemy bardzo silny tzw. elektorat negatywny, co tak naprawdę nie jest konieczne, jeżeli dostosujemy retorykę i sposób przedstawiania poglądów i ich argumentacji, sposób uprawiania propagandy partyjnej do sytuacji tak, aby była ona bardziej „strawna” w danym kontekście. A Pan Korwin-Mikke z nieznanych mi poglądów nie ma na to ochoty, tylko „jest sobą”, co właśnie ma takie konsekwencje, czyli przez dwadzieścia parę lat 1-3 %.”

„Korwin-Mikke wyznaje taką zasadę, że nie ma co być zakładnikiem obecnej sytuacji, tylko walić prosto z mostu to, co się ma do powiedzenia i zaproponować tak zwaną normalność, którą on postrzega i może kiedyś to zadziała.”

„Spółki komercyjne jednak dużo większą wagę przywiązują do tego, jacy są konsumenci, jakie wartości wyznają, co dla nich będzie akceptowalne, a co nie, jakie są ich potrzeby i ewentualnie jakie potrzeby można będzie wykreować i do czego ich przekonać. Bardziej to, niż walenie w ciemno, wypuszczanie produktu i "zobaczymy, co będzie". Taka strategia się sprawdza raz na milion i oczywiście mogą być takie ekstrawagancje, breakthrough projekty, ale to by było tak, że jeden na milion projektów wygra walkę rynkową, a 999 999 padnie, podczas gdy w normalnym świecie jednak branie różnych aspektów rynkowych gwarantuje większe powodzenie.”

„Wyobraźmy sobie sytuację, że wszyscy restauratorzy zatrudniają kucharzy z przypadku licząc, że któryś z nich wymyśli świetną recepturę i to będzie najsmaczniejsza potrawa świata, do której wszyscy się przekonają. Tylko że w tych 999 999 restauracjach kotlety będą niedosmażone, to wszystko będzie nietrafione, popsute, niesmaczne. I wydaje mi się, że zupełne niebranie pod uwagę okoliczności, w których nam przyszło działać politycznie ma taki efekt, który uzyskuje na końcu partia pana Korwin-Mikkego.”

„Nie uczy się na błędach? Niewątpliwie tak, ja nawet nie wiem, czy on ma na to ochotę, bo on jest po prostu sobą i jest sobą mimo wszystko, niezależnie od tego, jak to jest odbierane, mając tę swoją złotą zasadę, że kropla drąży skałę. I teraz ma nawet powody, żeby uwierzyć, że to zaczęło przynosić efekty i będzie dalej konsekwentnie tą drogą podążał niezależnie od okoliczności i tego, w jaki sposób jest odbierany.”

„Są dwojakiego rodzaju reakcje na to zjawisko. Jedna to wzruszenie ramionami, że tak po prostu jest, a ta druga reakcja to wyrzeczenie się Pana Korwin-Mikkego, wyjście z tego środowiska, potępienie, poczucie, że jak zawsze z tego nic nie będzie: „szkoda, ale rzucamy to wszystko, bo nie warto się w to angażować i poświęcać swojego czasu”.

„Dla mnie było oczywiste, że gdy tylko poparcie dla Nowej Prawicy będzie wzrastało, to nastąpi frontalny atak mediów głównego nurtu, z TVN oczywiście na czele, czego kulminacją był już tutaj legendarny chyba program „Kropka nad i” Pani Moniki Olejnik, która miała dosyć łatwe zadanie, tzn. naciągnięcie Korwin-Mikkego i sprowokowanie takiej wypowiedzi, która mogłaby być tym „przekłuciem balonika” wzrostu popularności Nowej Prawicy. To było zadanie dosyć łatwe, bo pan Mikke słynie z tego, że daje się wciągać w takie konwersacje z dziennikarzami jak małe dziecko.”

„Muszę powiedzieć, że co do mnie, to jeżeli byśmy spojrzeli na to, jak w mediach wypadali czy jak media gościły innych przedstawicieli Nowej Prawicy (mam tu na myśli Pana Artura Dziambora, Pana mecenasa Wilka, również moją skromną osobę), to powiedziałbym, że żadnej napastliwości czy niechęci nie spotkałem. Wręcz przeciwnie, przede wszystkim media były bardzo zadowolone z tego, że są inne twarze obok Korwin-Mikkego, które mówią innym językiem, nie takim, który będzie przewidywalny, (jak to słynne „masakrowanie lewaka” czy to, że wszyscy to złodzieje, do więzień ich itd.) i że są to ludzie, którzy odpowiadają na pytania merytorycznie, w sposób wyważony, którzy mają coś do powiedzenia i uwiarygadniają Nową Prawicę, przekonują coraz szersze rzesze do programu Nowej Prawicy.”

„Nawet komentując już słynny olejnikowy półgwałt wyjaśniłem, że po prostu chodziło o konwenans, który jest obecny od tysięcy lat w społeczeństwie, że relacja pomiędzy kobietą i mężczyzną jest taka, że kobieta dobrze wychowana nie może się zachowywać zbyt otwarcie, zbyt rozwiąźle i swoim zachowaniem zawsze pozostawia tę nutkę niepewności dla mężczyzny. Czy jest to przyzwolenie na zbliżenie czy nie – ona daje znać swoją gestykulacją, ruchem ciała, mimiką czy wzrokiem. I następuje ten moment sprawdzania czy przejścia przez ten moment, który zupełnie niefortunnie pan Mikke nazwał półgwałtem, co było po prostu kuriozalne i od tego całe to szaleństwo półgwałtowe się rozpoczęło. I tak jak mówię, niezgrabność pana Korwin-Mikkego jest tutaj imponująca.”

„Wydaje mi się, że Pan Korwin-Mikke po prostu nie ma tej umiejętności zdawania sobie sprawy, jak Jego wypowiedzi, stanowiska, poglądy na dane tematy zostaną odebrane, a szczególnie nadinterpretowane. I brak tej świadomości powoduje, że on nie podejmuje wysiłku, żeby przedstawiać sprawy w taki sposób, który będzie bardziej „strawny” dla szerszego gremium osób.”

„Korwin-Mikke mówi, że jest wielbicielem kobiet, ale na pewno wiele jego wypowiedzi na temat kobiet zakwalifikowalibyśmy jako takie, które mogą podać w wątpliwość, czy to uwielbienie jest prawdziwe. Czasami pojawia się ten kontekst nonszalanckiej, lekceważącej, sarkastycznej postawy. Do tego nie do końca wiara w możliwości intelektualne kobiet, do jakich ról są one predysponowane, co może zniechęcać część kobiet, czego najlepszym dowodem jest to, że w grupie młodszych naszych wyborców jednak 75% to mężczyźni, a tylko 25% to kobiety. Coś w tym jest, że jednak powab pana Mikke jako wielbiciela kobiet na kobiety nie działa.

„Taką klasyczną niefortunnością, na jaką Pan Mikke daje się naciągać czy wkręcać, jest to słynne odbieranie praw wyborczych kobietom, podczas gdy pan Mikke w ogóle nie jest demokratą, nie uważa tego za najszczęśliwszy sposób sprawowania rządów i nie ma przesłanek, żeby szczegółowo dyskutować o tym, dlaczego niby to ze względu na płeć należy odebrać prawa wyborcze kobietom.”

„To wygląda tak, jakby tylko kobietom chciał odebrać prawo głosu. To jest właśnie tak przedstawiane. Długo by dyskutować, nie mam łatwej odpowiedzi na to. To nieszczęście polega na tym, że wyrywany jest szczegół z dyskusji o jakimś ogólnym problemie, który wyciągnięty i odpowiednio przedstawiony w mediach  powoduje zapalenie się tej przysłowiowej lampki u przeciętnego wyborcy: „Z tym Panem jest coś nie tak, dlaczego on na litość Boską tym kochanym kobietom naszym chce odbierać głos. Jaki jest powód, że uparł się na te kobiety?"

„Niewątpliwą słabością Pana Mikke jako polityka jest to, co można nazwać nieudolnością polityczną: to, że swoją retoryką intryguje, przyciąga uwagę, ale jednocześnie zniechęca szersze gremium potencjalnych wyborców. To można uznać za jego słabość - jako polityka - podkreślam.”

Data:
Tagi: #
Komentarze 1 skomentuj »

Gdy kiedyś zabraknie Korwina, pan
Szpanelewski będzie jak ta blondynka, której fryzjer zdjął z głowy słuchawki od walkmana...

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.