Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Blogerzy więcej

Emmanuel Katastrofa

Jeśli chcesz poznać człowieka pozwól mu wydawać rozkazy”. To francuskie przysłowie pasuje jak ulał do francuskiego prezydenta. Emmanuel Macron rządzi drugim co do wielkości (a ściślej: liczby ludności) państwem Unii Europejskiej, a gdyby tak rządził polską wsią, to mieszkańcy takiego sołtysa pogoniliby widłami długo przed terminem wyborów. Kieszonkowy prezydent opowiada androny przeplatane z koszałkami-opałkami. Usiłuje wprowadzać reformy, równie poronione, jak jego wystąpienia. Jeszcze żaden francuski przywódca w dziejach Republiki nie zanotował takiego spadku poparcia w tak szybkim tempie. W ciągu raptem pierwszego kwartału swoich rządów (albo ich braku) liczba jego zwolenników spadła o połowę! Tak efektownie nie zjeżdżał sondażowo na łeb, na szyję nawet jego poprzednik Francois Hollande. Macron „zalicza glebę” w tak ekspresowym tempie, że zaraz przywita się z „Księgą rekordów Guinnessa”.

Cóż, francuski to cyrk i francuska małpa. Nasza chata z kraja. Jednak warto wyciągnąć wnioski z tego, co robi facet, który najpierw w cuglach wygrał wybory prezydenckie, a następnie w ciągu 100 dni (!) zredukował liczbę swoich tzw. twardych zwolenników czyli głosujących na niego „na pewno” do 14% (sic!). Jak można rządzić, gdy jednoznacznie popiera gościa co siódmy rodak? C'est une bonne question.

A skoro już nazwałem Monsieur Macrona „gościem” to wyznam, że jakoś ostatnio nieodparcie kojarzy mi się z bohaterami francuskiego, a jakże, filmu „Goście, goście” z 1998 roku. Choć filmowe pierwowzory były jednak o niebo sympatyczniejsze – mimo, że śmierdziało im z buzi, bo nie znali pasty do zębów. Nie znali tez make-up'u, pudrów i kremów, które tak uwielbia lokator Pałacu Elizejskiego, a które tak ochoczo sponsoruje mu w tysiącach euro miesięcznie francuski podatnik. Skądinąd gratulowałem moim francuskim przyjaciołom mieszkającym w Polsce i w naszym kraju płacącym podatki, że mogą z dumą powiedzieć swoim polsko-francuskim dzieciom, że ani grosza z ich domowego budżetu nie poszło na makijażystki Macrona. Gdyby rozliczali się z fiskusem nad Sekwaną, to buliliby na trzy warstwy pudru na facjacie głowy państwa.

W przedostatnią niedzielę w wyborach do Senatu formacja Macrona poniosła nie tyle porażkę, co wręcz klęskę. Nastąpiło to raptem trzy miesiące po zwycięstwie jego partii w wyścigu do ichniego sejmu i pół roku po efektownej wygranej w wyborach prezydenckich. Pan Emmanuel to w rzeczy samej mistrz w trwonieniu kapitału politycznego na skalę niespotykaną w najnowszej historii Starego Kontynentu. Z jego wyborczej katastrofy ucieszyłem się szczerze. Nie znoszę bowiem polityków, którzy atakują mój kraj. Macron czynił to w kampanii – wtedy wielu Polaków machało ręką, że to ot, taka wyborcza zagrywka, aby powalczyć o głosy z prosocjalną Marine Le Pen. Ale od rzemyczka do koziczka. Albo czym (prezydencka) skorupka za młodu nasiąknie, tym na (prezydencką) starość trąci. Nawet jeśli dotyczy to najmłodszego prezydenta w Europie. To, że jest najmłodszy to, mówiąc słowami polskiego piosenkarza: „widać, słychać i czuć”. Ale przecież nie jest to kwestia tylko wieku, bo jego „poprzednik” na tej „funkcji” najmłodsza głowa państwa na Starym Kontynencie – prezydent Rzeczpospolitej Andrzej Duda rządzi od Macrona pięć razy dłużej, a takich numerów nigdy nie wykręcał. To nie kwestia młodego wieku, lecz niedojrzałości, która może być młodzieńcza, ale też bywa nierzadko udziałem ludzi nawet wiekowych.

Macron czepił się Polski jak pijany płotu. I rozrabia, jak zając w kapuście. Jego ostatni wybryk: powiedzenie do francuskich studentów, że „Polska może znaleźć się poza Europą” kwalifikuje do wystawienia mu „pałki” nie tylko z geografii, ale także z historii. Czego Emmanuelek się za młodu nie nauczył, to … No cóż, zdaje się, że w szkole średniej, gdy omawiano historię i geografię Europy, zajęty był amorami z panią nauczycielką. I zdaje się, że w przeciwieństwie do wyborów do francuskiego Senatu – w dziedzinie szkolnych amorów był skuteczny...

Syndrom Macrona czyli uciekanie od problemów wewnętrznych w kierunku polityki międzynarodowej – na przykład poprzez krytykowanie Polski nazwałbym „rusyfikacją” polityki. Putin robi, toczka w toczkę, to samo. Tyle, że Putin ma sondaże, jak francuskie Alpy, a Macron niczym holenderskie depresje. Monsieur Emmanuel Catastrophe …

*pełna wersja tekstu, który ukazał się w tygodniku „Wprost” (02.10.2017)

Data:
Kategoria: Świat
Tagi: #Macron #Francja

Ryszard Czarnecki

Ryszard Czarnecki - https://www.mpolska24.pl/blog/ryszard-czarnecki

polski polityk, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.