Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

O tym, jak prezes Rzepliński 8 lat ustawie jednak podlegał

Niczym Zeus piorunami miotają w nas autorytety prawnicze artykułem 195 Konstytucji: „Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji”. Pierwszy koncepcję twórczego zastosowania tego artykułu wysunął prof. Zoll, namawiający do zignorowania nowej ustawy, do wydawania podziemnych wyroków i budowania „alternatywnej w stosunku do PiS praworządności”. Wczoraj o „podleganiu wyłącznie Konstytucji” dumnie rozprawiał prof. Rzepliński, dając do zrozumienia, że nie będzie obowiązywała go nowa ustawa o TK, bo jego obowiązuje wyłącznie Konstytucja, w związku z tym będzie sobie dalej na stanowisku prezesa funkcjonował tak, jak on uznaje za stosowne, wyznaczając do orzekania dziesięciu sędziów, a nie, jak wymaga tego ustawa, co najmniej trzynastu.

O tym, że takie przedstawienie art. 195 uznaję za „interpretacyjne banialuki” pisałem szczegółowo w poprzednich dwóch moich tekstach, zainteresowanych zapraszam do lektury. Bezdyskusyjnym pozostaje, że poza rzeczonym artykułem mamy jeszcze art. 197 Konstytucji, który mówi: „Organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa”.

Czyli wg Konstytucji musi być jakaś ustawa o Trybunale, ale wyznawcy art. 195 o „podleganiu tylko Konstytucji” twierdzą, że zmiany, które wprowadza PiS, nie zaliczają się do „organizacji” i „trybu postępowania” przed TK, więc prezes Rzepliński rację ma, kiedy jedynie zwierzchność ustawy zasadniczej czuje nad swoim skromnym, acz nieomylnym w tej skromności obliczem.

Jest tylko jeden sposób na to, żeby - odsiawszy całą kazuistykę i wykręcanie prostych słów języka polskiego - zdecydować, co jest ową organizacją i trybem postępowania, a co organizacją ani trybem nie jest. Gdy to rozsądzimy, rozsądzimy też, czemu dokładnie ma podlegać prezes Rzepliński i kierowany przez niego Trybunał.

Ten sposób to sprawdzenie, jakiemu aktowi prawnemu podlegał prezes Rzepliński przez minionych osiem lat (jest sędzią TK od grudnia 2007 r.). Otóż, podlegał on… ustawie o TK z 1997 r.

Najbardziej sporne zmiany, które wprowadził PiS, to: 1) orzekanie w pełnym składzie 2) pełny skład to 13 sędziów 3) sprawy rozpatrywane w kolejności wpływania.

Gdzie był zdefiniowany punkt nr 1 przez cały okres, w którym prof. Rzepliński zasiadał w Trybunale? Oczywiście, że w ustawie. W art. 25. poprzedniej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym mamy dokładne wyliczenie, kiedy Trybunał orzeka w pełnym składzie (pięć przypadków), kiedy w składzie pięciu sędziów (dwa przypadki), a kiedy w składzie trzech sędziów (trzy przypadki). Skoro jest to zapisane w ustawie, oznacza to, że od początku istnienia Trybunału określenie składu, w jakim zapada wyrok, to nic innego jak „organizacja i tryb postępowania” przed TK.

Gdzie był zdefiniowany punkt nr 2 (liczba sędziów w pełnym składzie)? W tejże samej ustawie, gdzie czytamy (art. 25, ust. 2): „Rozpoznanie sprawy w pełnym składzie wymaga udziału co najmniej dziewięciu sędziów”. Konstytucja nie porusza tej kwestii, więc wniosek musi być taki sam jak powyżej: od początku istnienia TK o tym, co jest „pełnym składem” decydowała ustawa, więc liczebność „pełnego składu” należy do „organizacji i trybu postępowania”.

Identycznie sprawa się ma z punktem nr 3 (rozpatrywanie spraw w kolejności zgłoszeń). Konstytucja nie mówi na temat kolejności ani słowa, za to w poprzedniej ustawie mieliśmy art. 25 ust. 3: „Sędziów do składu orzekającego (…), z uwzględnieniem kolejności wpływu spraw, wyznacza prezes Trybunału”. „Uwzględnienie kolejności” to pojęcie nieostre i nie wymagało od prezesa wprowadzenia rygorystycznej chronologii, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że sama kwestia „kolejności wpływu spraw” była doprecyzowana w ustawie, a to oznacza (znowu się powtórzę), że także ten aspekt zaliczany jest do „organizacji i trybu postępowania” przed TK.

Sytuację mamy więc całkowicie jasną i nie da się jej obejść żadną, najbardziej choćby wyszukaną sofistyką. Przez cały dotychczasowy okres swojego nieomylnego funkcjonowania w TK prezes Rzepliński działał tak, jak wymagała tego od niego poprzednia ustawa, przyznając tym samym, że w kwestii „organizacji i trybu postępowania” przed TK, to właśnie ustawie podlega (zgodnie z art. 197 Konstytucji). Teraz parlament uchwalił nową ustawę, która wprowadza zmiany w obszarach zdefiniowanych przez starą ustawę, której podlegał prezes Rzepliński przez 8 lat. Ale prezes Rzepliński stwierdza, że nowej ustawie podlegać nie będzie, bo… podlega Konstytucji. Niestety, logicznie poskładać się tego nie da. Skoro nie chce podlegać nowej ustawie, to nie powinien przez 8 lat podlegać także starej ustawie. Skoro tamtej podlegał, a ta mu się nie podoba, znaczy to tylko tyle, że w swojej nieomylności wpadł prezes Rzepliński na przebiegły pomysł wybierania sobie ustaw, które będą go obowiązywać. Takie to skutki uboczne mogą wystąpić, gdy ktoś za długo nasłucha się Paktofoniki.

Zapraszam na FB
https://www.facebook.com/t.laskus
Zapraszam do śledzenia na TT
https://twitter.com/tomeklaskus

Data:
Kategoria: Polska

Tomek Laskus

Tomek Laskus - https://www.mpolska24.pl/blog/tomek-laskus

Student UW
Twitter: https://twitter.com/tomeklaskus
Facebook: https://www.facebook.com/t.laskus

Komentarze 1 skomentuj »

Jeśli już musimy mówić o zagrożeniach dla demokracji i swobód obywatelskich zwykłych Polaków, to warto przypomnieć dokonania polityków, którzy stali na czele sobotniego "marszu w obronie demokracji". To właśnie oni, że kiedy rządzili krajem, przyjęli ustawy ograniczające dostęp obywateli do informacji publicznej oraz ograniczające wolność zgromadzeń. To oni przyjęli ustawę 10-66 umożliwiającą interwencję obcych sił w naszym kraju. To oni mielili w sejmowej niszczarce miliony podpisów złożonych pod obywatelskimi inicjatywami i głęboko w d...pie mieli głos zwykłych ludzi. To oni przez bite osiem lat regularnie podnosili nam podatki i obciążenia fiskalne. To oni nie działali wg polskiej racji stanu, a na telefon spełniali zachcianki Berlina i Brukseli. To oni na 11 listopada szykowali prowokacje (np. spalenie budki pod rosyjską ambasadą). To oni próbowali zmieniać Konstytucję RP pod osłoną nocą, a proponowane przez ówczesną opozycję pakiety demokratyczne odrzucali bez zastanowienia.

Tak, drodzy zwolennicy Ryszarda Petru, Sławka Neumanna, Ryszarda Kalisza, Tomasza Siemoniaka i innych "walczących" o demokrację. Warto czasem zastanowić się nad znaczeniem wypowiadanych przez siebie słów, aby nie wyjść później na bezmyślną pacynkę, sterowalną jedynie emocjami i pierwotnymi instynktami.

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.