Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Wolność na morzach i oceanach

W warunkach wolności, którą proponują libertarianie, nie będzie żadnego aparatu przemocy mającego terytorialny monopol na stosowanie siły. Wiele osób podważa sens takiej sytuacji, bo nie wie co się stanie gdy dwie osoby ubezpieczone w różnych firmach wynajmujących różne aparaty przemocy wejdą w konflikt, oddadzą sprawę do sądu, a sąd uzna jednego za winnego wobec drugiego.

Wolność na morzach i oceanach
Seastending
źródło: Internet
Jak poszkodowany wyegzekwuje ten wyrok, jeśli za przestępcą stoi jego aparat przemocy wynajęty do jego ochrony? Oba aparaty będą musiały stoczyć wojnę. No bo nie ma żadnej siły nad nimi, nie ma państwa, nie ma silniejszego aparatu przemocy, który ich spacyfikuje i wykona prawidłowo wyrok. No to jak to będzie?
No ale jeśli na jakimś terenie poróżni się dwóch obywateli ubezpieczonych w różnych firmach, które obsługują różne agencje ochrony, to będzie to sytuacja analogiczna do tego jak dwa statki (a to mogą być nawet dwa kajaki, czy jachty samotnych żeglarzy) na oceanie, należące do różnych armatorów z różnych państw, wejdą w jakiś konflikt - się zderzą, albo jeden napadnie na drugiego. W zdecydowanej większości przypadków te problemy rozwiązywane są albo pokojowo albo poprzez usprawiedliwioną przemoc. Na morzach nie ma z tym więcej problemów niż na lądzie. Są oczywiście różne konflikty, czasem nierozwiązane, są nawet pirackie napaści. Ale ogólnie jest bezpieczniej (pod względem zagrożenia od innych ludzi, a nie od przyrody) niż na lądzie. Na oceanach nie ma państw, nie ma morskich rządów - państwa są tylko na lądzie.
Dlaczego więc ma morzach i oceanach ludzie stanowią dla siebie mniejsze zagrożenie i łatwiej rozwiązują konflikty niż na lądach? Bandyci działają przecież wszędzie - i na lądzie i na wodzie.
Ale na lądzie jest inny system polityczny niż na wodzie! Na lądzie rządzą państwa - w każdym miejscu jedno i ma w tym miejscu monopol na przemoc. A na wodzie są porozumienia - w każdym miejscu wielostronne i nikt nie ma monopolu. Dlatego na morzu jest bezpieczniej. Łatwiej i skuteczniej można dochodzić sprawiedliwości na morzu. Choć idealnie nie jest. Ale lepiej.
Nie ma więc co wymyślać jakichś teoretycznych, wydumanych przykładów dotyczących domniemanych konfliktów w warunkach wolności jeśli praktyka pokazuje co jest lepsze! Po prostu należy na lądy przenieść to co jest na oceanach! Nie potrzebne są żadne granice określające kto ma monopol na przemoc. Każdy powinien móc wynająć sobie dowolny aparat przemocy, który go chroni - a nie, że wszyscy sąsiedzi muszą mieć jeden i ten sam. Tak jak statki płynące obok siebie nie muszą mieć tej samej bandery, tego samego armatora i tego samego ubezpieczyciela.
Wyobraźmy sobie Polskę tysiąca Liechtenstainów, którą postulują libertarianie. Mieszkam w księstwie Mokotów na terenie Warszawy. Ale się okazuje, że książę Mokotowa ustanawia podatek dochodowy. No to się przepisuję do republiki Żoliborskiej, gdzie nie ma podatków i każdy sobie wynajmuje własne agencje ochrony. Moja działka i dom mimo, że stoją na Mokotowie, stają się obszarem republiki Żoliborskiej. To jest dokładnie tak samo jakbym trzymał jacht pod polską banderą w Gdyni, a potem zmienił banderę na Antyle Holenderskie. W porcie obok mnie mogą stać jachty pod banderą Belize, Wielkiej Brytanii, Rosji, Francji, Australii etc… Na każdym obowiązuje inne prawo, kto inny jest ubezpieczycielem. A konflikty są mniejsze niż w mieście. Dwóch żeglarzy z dwóch różnych jachtów różnych państw stojących obok siebie może się pokłócić. Są na to rozwiązania. Więc da się też rozwiązać kłótnie sąsiadów, gdy jeden z nich należy do księstwa Mokotów, a drugi do republiki Żoliborskiej, a mieszkają w tym samym bloku na tym samym piętrze.
Na lądzie jest wiele konfliktów i są często rozwiązywane niesprawiedliwie, bo przeszkadza państwo. Mało tego - to państwo generuje większość konfliktów. Na morzach jest mniej problemów, a te które są, jest łatwiej rozwiązywać właśnie dlatego, że nie ma państwa, czyli aparatu przemocy mającego monopol na stosowanie siły na większym obszarze. Na morzach państwa, czyli aparaty przemocy, ze sobą konkurują.
Prawo morskie to prawo wynikające z wielostronnych porozumień - ono jest nastawione na rozwiązywanie konfliktów - to jest jego główny cel. Bo jest tworzone przez wiele niezależnych, autonomicznych, wolnych, niepodległych, konkurencyjnych podmiotów. A prawo lądowe jest ustanawiane przez monopolistę nastawionego na grabież, zniewalanie i hodowlę ludzi jak bydło.
Istotą zła na lądzie jest monopol na przemoc. Nie jest prawdą, że jest niezbędny - bo na wodzie go nie ma. Wojsko, policja, pogotowie ratunkowe, straż pożarna etc. powinny konkurować ze sobą tak jak wszystkie inne firmy komercyjne. Na morzu konkurują i są skuteczne, jest dobrze, jest wolność, która daje bezpieczeństwo. A na lądzie służby siłowe mają monopol i dlatego jest źle. Ale te formacje są wszędzie i na morzach i na lądach – i wszędzie są potrzebne. Zło tkwi w monopolu, a nie w tych organizacjach. Na wodzie jest lepiej, bo nie ma monopolu na przemoc.

 

Grzegorz GPS Świderski
Data:

Grzegorz Świderski

Pupilla Libertatis - https://www.mpolska24.pl/blog/gps111

Jestem skrajnie konserwatywnym arcyliberałem, Sarmatą, żeglarzem, paleolibertarianinem, katolikiem, informatykiem, trajkarzem i monarchistą. Myślę, dociekam, analizuję, dyskutuję, politykuję, polemizuję, rozważam, prowokuję, filozofuję.

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.