Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Drogi

Jeśli nikt nie będzie w stanie zorganizować przejezdnych dróg, to po prostu dróg nie będzie i będziemy chodzić przez las, ścieżkami, czy drogami polnymi.

Drogi
Najczęściej stosowanym argumentem przeciw prywatyzacji dróg jest to, że prywatny właściciel mógłby drogę zablokować – albo zbyt dużymi opłatami, albo dlatego, że zachciałoby się mu z drogą zrobić coś innego i by na niej pobudował na przykład domy.
Co zatem by się stało w warunkach pełnego wolnego rynku w kwestii infrastruktury transportowej? Co by było gdyby w takich warunkach nikt nie był w stanie zorganizować przejezdnych dróg?
Jeśli nikt nie będzie w stanie zorganizować przejezdnych dróg, to po prostu dróg nie będzie i będziemy chodzić przez las, ścieżkami, czy drogami polnymi.
W takim razie wolny rynek jest do kitu i należałoby z powrotem wrócić do obecnego socjalizmu gdzie drogi są państwowe, są świetnie utrzymane i bardzo przejezdne. Tak?
Po pierwsze: jest jeszcze więcej możliwości niż chodzenie drogami polnymi. Na przykład będziemy wtedy latali samolotami i wiatrakowcami (tu wyjaśniam jakie są zalety: wiatrakowców), tańszymi niż samochody, a ciężki transport pójdzie drogami wodnymi albo koleją - taniej niż dzisiaj drogami... - i jeszcze tysiące innych możliwości. Celem przecież nie jest posiadanie dróg, czy transport jakąś określoną trasą, ale szybkie i sprawne przemieszczanie ludzi i towarów w przestrzeni, nieprawdaż?
Po drugie: jeśli nikt nie jest w stanie zorganizować dróg szybkiego ruchu to znaczy, że ich nikt nie potrzebuje. A zatem zmiana systemu społecznego, czy politycznego, nic nie pomoże - co najwyżej ludzie zostaną zmuszeni do budowania obiektów, których mało kto potrzebuje. Bo jeśli wielu chciałoby szybko podróżować drogami, to znalazłoby się wielu, którzy budowaliby i utrzymywali drogi. Jeśli bardziej opłaca się wybudować dom na miejscu, w którym mogłaby być autostrada, i na dużym obszarze nie znajdzie się żadnego miejsca gdzie dałoby się autostradę przeprowadzić, bo wszędzie są domy, albo pola, albo nie opłaca się autostrady wybudować, to znaczy, że ludzie na tym obszarze preferują stacjonarny styl życia ponad podróżowanie. Na świecie jest wiele takich miejsc. Nad nimi się po prostu przelatuje, a lokalnie jeździ drogami polnymi – tak jest taniej i bardziej optymalnie. Centralny planista może to tylko zepsuć. Niby dlaczego należałoby takim ludziom zmieniać system społeczny i centralnie zarządzać sposobami transportu?
Po trzecie: dlaczego transport musi być centralnie sterowany i organizacja transportu musi opierać się o przemoc? Co w transporcie jest takiego specyficznego, że bez przemocy się nie obejdzie?, że bez przemocy ludzie będą mniej podróżować i mniej towarów wozić, albo będzie to droższe, lub wolniejsze, niż w sytuacji braku przymusu? To nie ten kto uważa, że przemoc jest tu zbędna powinien to udowodnić, ale ten kto uważa, że przemoc jest niezbędna. Jeśli czegoś jest brak, to sam ten brak nie uzasadnia tego, że należy zastosować przemoc, by to zrobić.
Po czwarte: W Polsce właśnie zastosowaliśmy to rozwiązanie, czyli rezygnację z wolności i socjalistyczne, centralne zarządzanie drogami i efekty są opłakane. Zdecydowana większość dróg w Polsce została wybudowana w miejscu tradycyjnych traktów, którymi ludzie przemieszczali się od tysięcy lat. Te trakty wytyczały drogi publiczne, które są dobrem publicznym takim jak rzeki czy powietrze. Zawładnięcie tych dóbr publicznych przez socjalistyczne państwo uczyniło więcej szkód niż korzyści. Te trakty biegły tak, by dostosować się do ruchu pieszego lub konnego - głównie tak, że przebiegają przez środek wszystkich miast, miasteczek, miejscowości, wsi czy osad. I tak powinno zostać! Te drogi powinny być zostawione w spokoju, dla ruchu lokalnego, tak by pijani rowerzyści i kobiety z dziećmi mogli nimi swobodnie się przemieszczać bez ryzyka przejechania przez samochód. A drogi dla szybkich samochodów powinny być wytyczone innymi trasami, obwodnicami, głównie lasami, ugorami, dookoła miast i wsi - i powinny być prywatne. Droga wybudowana i utrzymywana powinna być płatna, i to tym więcej płatna w im trudniejszym terenie biegnie, im jest szersza, im jest równiejsza, im ma więcej bezkolizyjnych skrzyżowań, czyli im jest droższa. Na Zachodzie trochę tak się stało, ale częściowo. Gdyby te drogi dla samochodów były prywatne, to sumaryczne opłaty za nie byłyby mniejsze niż obecnie. Gdyby w Polsce utrzymała się wolność, która obowiązywała w I Rzeczypospolitej, gdyby socjalizm nie zniszczył nam dróg, to transport byłby u nas tańszy, szybszy i bezpieczniejszy.
Problem infrastruktury transportowej proponuję rozwiązać tak: sprzedać z licytacji wszystkie drogi, które są w miejscach, na których 100 lat temu nie było traktu, a resztę dróg krajowych i innych, nie gminnych, poza prywatnymi, oddać gminie i nadać jej status drogi publicznej, czyli takiej, po której każdy może się przemieszczać i której nie da się sprzedać. Niemniej nie tworzyć obowiązku dla gminy utrzymywania dróg publicznych. I pozwolić prywatnym inwestorom budować dowolnie drogi i autostrady bez żadnych koncesji.
Dodatkowo proponuję znieść wszelkie prawa szykanujące przemieszczanie się w powietrzu i na wodzie.
 
Grzegorz GPS Świderski
Data:

Grzegorz Świderski

Pupilla Libertatis - https://www.mpolska24.pl/blog/gps111

Jestem skrajnie konserwatywnym arcyliberałem, Sarmatą, żeglarzem, paleolibertarianinem, katolikiem, informatykiem, trajkarzem i monarchistą. Myślę, dociekam, analizuję, dyskutuję, politykuję, polemizuję, rozważam, prowokuję, filozofuję.

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.