Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Co ty kurwa wiesz o pieniądzu

Według różnych szacunków pełną świadomość tego, o czym za chwilę przeczytasz, ma od 0,1 do 1% ludzi na świecie. Zapewne jeszcze mniejszy odsetek potrafi o tym opowiedzieć. Pozostałe 99% albo w ogóle nie wie, o co chodzi, albo czuje, że coś jest nie tak, ale nie potrafi powiedzieć, co. Do której grupy należysz ty?

Co ty kurwa wiesz o pieniądzu

Od 2011 r. Telewizja Polska we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim organizuje z wielką pompą wydarzenie pod nazwą „Wielki test wiedzy ekonomicznej”. Nagroda? Trzydzieści tysięcy złotych. Cel? Edukacyjny. W centrum uwagi ładna pani prowadząca (no i Kraśko, wiadomo), w loży honorowej ekonomiści, dziennikarze i prezes NBP, a przed telewizorami podniecone rodziny licytujące się, kto jest najmądrzejszy w domu. Zanim przystąpi się do testu, można nawet trochę się dokształcić, zaglądając na stronę internetową poświęconą testowi. Znajdziemy tam ciekawe informacje, np. co to jest wiedza ekonomiczna i do czego służy: „Wiedza ekonomiczna pomaga w zarządzaniu własnymi pieniędzmi. Dzięki niej możemy lepiej gospodarować domowym budżetem, unikniemy pułapek czyhających na nas podczas ubiegania się o kredyt, a nasze oszczędności będziemy skuteczniej pomnażać. Ekonomia może nam wszystkim pomóc przetrwać kryzys!”. I tu pojawia się pierwsze rozczarowanie. Ekonomia nikomu nie pomoże przetrwać kryzysu, bo…ekonomia to kryzys.

Każdy człowiek od urodzenia jest sukcesywnie instytucjonalizowany. Mamy przeróżne instytucje: religijne, administracyjne, polityczne, sądownicze, edukacyjne, zawodowe. Często spieramy się na ich tle, poruszamy publicznie lub prywatnie kwestie ideologiczne z nimi związane i na ogół myślimy kategoriami, które te instytucje nam narzucają. Ale z drugiej strony równie często zdarza nam się podważać ich autorytet, kwestionując to, co mają nam do zaproponowania. I chwała nam za to. Człowiek rozumny powinien bowiem regularnie zadawać sobie jedno bardzo proste pytanie: „A co, jeśli się mylę?”. No właśnie, co wtedy?

O ile zdarza nam się buntować przeciwko wspomnianym instytucjom (strajki, zamieszki, protesty, wagary, odwołania sądowe itd.), tak jest pewna instytucja, a właściwie system, który zaakceptowaliśmy jako coś stałego, niezmiennego, coś tak oczywistego jak oddychanie. Nikt zdaje się nie kwestionować jego istnienia ani zasadności. Mało kto zadaje sobie trud, by zagłębić się w mechanizmy jego funkcjonowania. Ten system po prostu jest i już. Co to za system? To system monetarny.

Dlaczego nikogo nie interesuje, jak ten system działa? Pewnie dlatego, że jego elementy stały się czymś zupełnie normalnym. Przecież dzwoniąc do kogoś ze swojego telefonu, nie zastanawiasz się nad tym, w jaki sposób jest nawiązywane połączenie. Podobnie z pieniądzem. Czynności, takie jak robienie przelewu, wydawanie pensji, zaciąganie kredytu, płacenie kartą czy wyciąganie kasy z bankomatu, to dziś czynności w swojej standardowości niczym nieróżniące się od mycia zębów, prowadzenia samochodu czy zakładania koszuli. Na pewno wiesz, ile masz teraz w portfelu, ile ci zostało do końca miesiąca i gdzie się udać, jeśli ci zabraknie. Znasz też pewnie niektóre lub nawet większość cen w sklepach. Wiesz, ile musisz pracować, by się utrzymać. Orientujesz się w nazwach walut, z grubsza w ich kursach. Kojarzysz nazwy i znaki logo banków. Jedne terminy ekonomiczne coś tam ci mówią, inne mniej. I to w zasadzie wystarczy, prawda? Zresztą, po co ci więcej? Ot taka wiedza użytkowa. Ekonomia na co dzień.

Analogia do telefonu i nawiązywania połączenia jest nieprzypadkowa. Dopóki coś działa przynajmniej w miarę dobrze, to nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Przykładowo telefon, z którego dzwonisz, czasem się zawiesza, gubi zasięg, bateria słabo trzyma, ale generalnie telefon działa. Inną analogią jest jedzenie. Świadomość większości ludzi kończy się na wędlinie, ale gdy, tak jak ostatnio, zobaczą w supermarkecie całego prosiaka w folii, zapanowuje konsternacja. Natomiast to, co dzieje się w zakładach produkcyjnych, to już nie twoja sprawa, prawda? Przecież ty chcesz tylko wędlinę.

Podobnie z pieniądzem. Chcesz tylko pieniędzy. Nie obchodzi cię, jak są tworzone i jaki to ma wpływ na życie twoje i twoich bliskich. Wystarczy, że masz na najbliższą ratę kredytu, na jedzenie, rozrywkę i jakieś tam wakacje. Reszta cię nie dotyczy. Niech się inni martwią. I tu pojawia się kolejne rozczarowanie. Fakt, że nie interesujesz się, jak powstaje twoja wędlina, sprawia, że jest ona coraz gorszej jakości, a to, że nie interesujesz się, jak tworzony jest twój pieniądz, sprawia, że możesz za niego kupić coraz mniej tej kiepskiej wędliny. Wniosek? Obniża się jakość twojego życia.

Na pewno chcesz jak najwięcej pieniędzy, prawda? Bo przecież, kto ma pieniądz, ten ma pozycję, możliwości, władzę. Ale w systemie monetarnym to nie posiadanie pieniądza daje władzę, a kontrola nad jego tworzeniem. Byle burak może w ten czy inny sposób zostać bogaczem. Ale nadal będzie burakiem, nadal będzie zakładać skarpetki do sandałów i nadal będzie myśleć, że burakiem nie jest. Goethe powiedział kiedyś coś takiego: „Nikt nie jest bardziej beznadziejnie zniewolony od tego, kto fałszywie wierzy, że jest wolny”. I ten cytat będzie nam przyświecać w tym wpisie.

Ze światem, w którym 0,6% populacji posiada 40% jego bogactwa, 34 tys. dzieci umiera dziennie na choroby, które od dawna da się wyleczyć, a 50% ludzi żyje za mniej niż 2 dolary dziennie musi być coś nie tak. No właśnie, tylko co? Czy to chciwość? Korupcja? Nierówności społeczne? Fatalne rządzenie? Niedotrzymujący obietnic politycy? Nie. To współczesny system monetarny.

Współczesny system monetarny to nic innego, jak zalegalizowane oszustwo. Polega ono na tym, że wąska grupa ludzi żyje kosztem całej reszty. Inną charakterystyczną cechą tego systemu jest to, że ci, co pożyczają, zabierają tym, co oszczędzają. Co ciekawe, system ten jest tak skonstruowany, że zdecydowana większość ludzi zupełnie nie wie, jak on działa, a przy tym jest przekonana, że wie i że ma w tym systemie sporo możliwości. Niestety prawda jest taka, że ludzie ci są zniewoleni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i…jeszcze za to płacą, o czym przeczytacie za chwilę.

Dalszą część wpisu podzieliłem na trzy części. Łyk kawy i jedziemy dalej.

Przeszłość

Żeby w pełni zrozumieć, na czym polega wspomniane oszustwo oraz jaka jest jego skala, musimy cofnąć się do przeszłości. Historia to królowa nauk. Oczywiście tylko ta prawdziwa, faktyczna i bezsporna,  a nie podręcznikowa „wersja zwycięzców”. Ci, co chcą ją odkrywać, zostają sowicie wynagrodzeni: znajdują wyjaśnienie dla większości zjawisk zachodzących tu i teraz.

Historia pieniądza to zasadniczo zderzenie dwóch koncepcji. Pierwsza zakłada, że pieniądz powinien mieć charakter wyłącznie użytkowy, a wartość mają mu nadawać praca ludzi oraz wytworzone przez nich produkty i usługi. Druga z kolei mówi, że pieniądz jest towarem i jak każdy towar powinien mieć swoją cenę (odsetki/stopy procentowe). W tej drugiej koncepcji wartość pieniądza jest niezależna od pracy i ilości wytworzonych produktów i usług. Zależy wyłącznie od ilości samego pieniądza w obiegu, czyli podlega prawu popytu i podaży. Im go mniej, tym wyższa jego wartość (deflacja). Im go więcej, tym ta wartość niższa (inflacja).

Oprócz charakteru pieniądza ważne jest też to, kto i w jaki sposób go tworzy (wprowadza do obiegu). I tu również następuje zderzenie dwóch koncepcji. Pierwsza zakłada, że pieniądz powinno tworzyć państwo, w ilości wystarczającej do zaspokojenia potrzeb obywateli, czyli zgodnie z duchem pieniądza użytkowego. Druga z kolei mówi, że skoro pieniądz jest towarem, to równie dobrze może go tworzyć prywatna instytucja. Ponadto zwolennicy tej drugiej koncepcji podkreślają, że tak ważnej funkcji, jak tworzenie pieniądza, nie można powierzać rządom, bo te są często przekupne i nieodpowiedzialne; dlatego jego tworzeniem powinna zająć się niezależna instytucja. Kto według ciebie powinien zajmować się tworzeniem pieniądza i jaki powinien być jego charakter? Zanim zaczniesz czytać dalej, pomyśl o tym przez chwilę.

Historia zna wiele przypadków ścierania się tych dwóch koncepcji. Wybrałem kilka, żeby pokazać, jak ważne są kwestie charakteru pieniądza i sposobu jego tworzenia.

  • Biblia. Żydzi przybywający do świątyni w Jerozolimie musieli uiszczać podatek świątynny. Do tego celu używali pół szekla sanktuaryjnego (0,5 uncji czystego srebra). W tamtym okresie była to jedyna moneta bez wizerunku pogańskiego (rzymskiego) cesarza, dlatego Żydzi wierzyli, że tylko ona nadawała się na ofiarę dla Boga. Tych monet nie było w obiegu dużo, ale ich ilość była wystarczająca, by zaspokoić potrzeby Żydów w zakresie składania ofiary. W pewnym momencie interes zwietrzyli w tym spekulanci. Zaczęli skupować monety i z czasem przejęli cały rynek, tworząc monopol. Dzięki temu uzyskali kontrolę nad podażą tej monety i popytem na nią. Bardzo szybko ograniczyli jej podaż. Cena poszybowała w górę, przez co zwykłego Żyda nie było już stać na podatek. W efekcie musiał interweniować sam Jezus, który wyrzucił spekulantów ze świątyni. Zdaje się, że to jedyny przypadek w Biblii, gdy Jezus używa siły.
  • Cesarstwo Rzymskie. 200 lat przed Chrystusem problem ze spekulantami mieli Rzymianie. Dwóch cesarzy rzymskich próbowało ograniczyć ich wpływy poprzez reformę systemu pożyczek i ograniczenie własności ziemi do 500 akrów. Obaj zostali zamordowani. Jakiś czas później, w 48 r. n.e., słynny Juliusz Cezar odebrał spekulantom prawo bicia monet. Prawo to przeszło na wyłączność państwa. Podaż monet została rozsądnie zwiększona, dzięki czemu Cezar zrealizował wiele projektów infrastrukturalnych. Pokochali go ludzie, znienawidzili spekulanci. Nietrudno się domyśleć, dlaczego i on został zamordowany.
  • Średniowieczna Anglia. Ten okres to punkt zwrotny w historii pieniądza, bo stworzył podwaliny systemu, który funkcjonuje do dziś. W tamtym czasie jako pieniądza ludzie używali złotych monet. Pieniądz zatem miał charakter użytkowy, a jego wartość wyznaczała ludzka praca (wydobywanie złota to ciężka robota). Biciem monet zajmowali się złotnicy. Oprócz tego pełnili jeszcze jedną ważną rolę, tj, przyjmowali od ludzi monety na przechowanie. Fakt ten potwierdzali papierowym pokwitowaniem. I tak powstał papierowy pieniądz. Pomysł bardzo szybko chwycił. Po co nosić ciężkie monety, skoro można kawałek papieru potwierdzający, że są zdeponowane w skarbcu i można je podjąć w każdej chwili? Na jedno wychodzi, a wygoda znacznie większa. Papierowe pokwitowania tak bardzo przypadły ludziom do gustu, że rzadko kiedy ktokolwiek odwiedzał złotników, by podjąć swoje złoto. Złotnicy zorientowali się, że mogą wystawić więcej pokwitowań niż było złota i nikt się nie zorientuje. Z czasem system upowszechnił się na tyle, że złotnicy zaczęli pożyczać pokwitowania na procent. Za zyski z procederu kupowali…złoto, wiedząc, że tylko ono ma realną wartość. W ten sposób zostali pierwszymi na świecie bankierami

Mimo że Św. Tomasz z Akwinu, a wcześniej Arystoteles, ostrzegali przed konsekwencjami lichwy i odsetek, dalej historia zapoczątkowana przez złotników potoczyła się jak z płatka…

Teraźniejszość

Wyobraź sobie, że na całym świecie istnieje tylko 100 złotych i ma je bank. Janek potrzebuje tych 100 złotych, żeby kupić rakietę tenisową od Zbyszka. Idzie do banku, pożycza je i kupuje tę rakietę od Zbyszka. Teraz właścicielem 100 złotych jest Zbyszek. Kilka dni później Zbyszek potrzebuje skosić trawnik, ale nie chce tego robić sam, a że ma 100 złotych, to jest gotów zapłacić za jego skoszenie. Janek jest winny bankowi 100 złotych, więc chętnie podejmuje się skoszenia trawnika i pieniądze trafiają do niego. Teraz to Janek ma 100 złotych, i rakietę. Rakietę zatrzymuje, bo kupił ją wcześniej, a pieniądze oddaje bankowi. W takim wariancie pieniądz ma charakter stricte użytkowy i ma 100% pokrycie w pracy i/lub produktach i usługach. W wariancie tym pieniądz krąży sobie pomiędzy ludźmi i wszyscy są zadowoleni…oprócz banku.

A teraz drugi wariant. Założenia te same: na świecie jest tylko 100 złotych i ma je bank, a Janek potrzebuje ich, żeby kupić rakietę od Zbyszka. Idzie do banku i je pożycza. Ale w tym wariancie pieniądz jest towarem i jak każdy towar ma swoją cenę. Dla ułatwienia obliczeń przyjmijmy, że 100%. A więc Janek pożycza te 100 złotych i kupuje rakietę od Zbyszka. W takim wariancie zadowolony jest Zbyszek, bo sprzedał niepotrzebną mu rakietę i otrzymał za nią godziwą zapłatę, oraz bank, który sprzedał z zyskiem towar – w tym przypadku pieniądz. A Janek? No cóż, ma rakietę, ale nie ma pieniędzy. Pożyczył 100 złotych, a jest winien 200. Ale załóżmy, że Zbyszek to jego dobry kumpel i daje mu swoje 100 złotych. Ale skąd Janek weźmie drugie 100, skoro na świecie jest tylko to jedno 100 złotych? Odpowiedź brzmi: musi pożyczyć. Idzie do banku i pożycza kolejne 100 złotych. Ale te nowe 100 złotych też ma swoją cenę – 100%. Teraz Janek ma 200 złotych, ale jest winien już 400. I tak dalej, i tak dalej…

dług

Jakie z tego płyną wnioski? Janek jest nieodpowiedzialnym człowiekiem, bo nabrał kredytów i wpadł w spiralę zadłużenia? Nie. Po prostu w takim wariancie pieniądz to dług. Gdy pieniądz jest towarem jak każdy inny, zawsze go dla kogoś zabraknie. Każdy nowy pieniądz w obiegu jest automatycznie zadłużony, bo jedynym sposobem jego tworzenia jest pożyczka na procent. Nie istnieje coś takiego jak niezadłużony pieniądz. 100 złotych w twoim portfelu to czyjś dług, a 100 złotych w czyimś portfelu, to twój dług, bo przecież w życiu raz jesteś Jankiem, a raz Zbyszkiem. Taki system tworzy niedostatek. Można to porównać do zabawy w gorące krzesła. Gdy zatrzymuje się muzyka, zawsze dla kogoś zabraknie miejsca.

chairs

Często słyszymy takie oto głosy: „Nasze państwo za bardzo się zadłuża. Jak tak dalej pójdzie, to zbankrutujemy! Spłaćmy te cholerne długi i bądźmy wolni!”. Brzmi sensownie, prawda? Niby tak, ale gdybyśmy spłacili te cholerne długi co do ostatniej złotówki, to nie byłoby żadnej złotówki w obiegu…a dług i tak by pozostał. Jak to możliwe? Wróćmy do Janka i Zbyszka. Aktualnie Janek ma wszystkie pieniądze społeczeństwa, czyli 200 złotych (100 złotych, które dał mu Zbyszek i nowe 100 złotych pożyczone od banku). Obaj dochodzą do wniosku, że dla dobra ich społeczeństwa trzeba pospłacać wszystkie długi. Oddają 200 złotych do banku, czyli wszystkie pieniądze, jakie są w obiegu w ich społeczeństwie. Ale przecież długu jest 400 złotych, a nie 200, bo wszystkie pieniądze pochodziły od banku i wszystkie były wzięte na 100%. W ten sposób Janek ze Zbyszkiem oddali wszystko, a i tak jako społeczeństwo zostali z długiem. Teraz nie dość, że nie mają czym płacić i pozostaje im barter, to w dodatku muszą jakoś spłacić dług. Jak? Na przykład odpracowując go na rzecz banku albo oddając mu jakąś wartościową rzecz, np. wspomnianą rakietę tenisową…

Czy Janek i Zbyszek przez głupotę i nadmierne zadłużanie się stracili swoją wolność? Nie. W tym systemie oni jej nigdy nie mieli. Pewnie w tym momencie wpadłeś na to samo rozwiązanie, co ja: „trzeba zabronić naliczania odsetek!”. Racja. Sam kościół katolicki dawno temu potępiał lichwę (dziś jest takim samym przedsiębiorstwem, jak banki). Jedynie Żydzi dopuszczali naliczanie odsetek, m.in dlatego są tak znienawidzeni na całym świecie. I wszystko byłoby w porządku z tym rozwiązaniem, gdyby nie to, że naliczanie odsetek to tylko wierzchołek góry lodowej…

I tu wracamy do złotników, bo to oni są kluczem do tego oszustwa. Wystawiając więcej pokwitowań, niż mieli złota, złotnicy zapoczątkowali genialny w swojej prostocie system, który przetrwał do dziś i jest stosowany na całym świecie. Nazywa się on „systemem rezerwy częściowej” (ang. fractional reserve system). System ten polega na tym, że banki mogą pożyczać ludziom (czyt. wprowadzać do obiegu) wielokrotnie więcej pieniędzy niż mają w posiadaniu. Dopóki dany bank spełnia warunek rezerwy obowiązkowej, to jest to całkowicie zgodne z prawem. Czym jest rezerwa obowiązkowa? To procent środków, które bank musi zachować jako rezerwę. Ten procent różni się w poszczególnych krajach, ale zwykle oscyluje w granicach od 0 do 10% (przykładowo w Polsce to 3,5%, w USA najczęściej 10%). Dzięki temu mechanizmowi banki to jedyne instytucje, które mogą tworzyć pieniądz. I wierz mi, robią to na potęgę.

No dobrze, ale jeśli bank przyjmie od kogoś 100 złotych, odłoży 10 złotych jako rezerwę obowiązkową (przyjmijmy, że 10%), a pozostałe 90 złotych pożyczy, to przecież nie są tworzone żadne nowe pieniądze, a Zbyszek i Janek mają problem jedynie z odsetkami. I tu zaczyna się magia. W myśl prawa, wpłacając pieniądze do banku, stajesz się jego wierzycielem. Innymi słowy, pożyczasz bankowi swoje pieniądze. Paradoks polega na tym, że zarówno ty, jak i bank, traktujecie te pieniądze jak swoje. Gdy wpłacasz je do banku, bank zapisuje je na twoim koncie jako depozyt, a sam traktuje je jak pożyczkę udzieloną mu przez ciebie. Co robi bank z taką pożyczką? Odlicza 10% rezerwy obowiązkowej, a resztę pożycza dalej. Policzmy: 100 (twoja pożyczka dla banku) – 10% = 90 + 100 (twój depozyt) = 190, z czego 100 zł to kapitał (twój depozyt), a 90 zł kredyt, który bank może udzielić dowolnej osobie. W tym momencie te 90 złotych to wciąż tylko zapis księgowy. Ale przecież ktoś po te pieniądze na pewno przyjdzie. Ktoś będzie chciał je pożyczyć. Bank wypłaci je w gotówce lub przeleje na konto. Tak powstanie nowe 90 złotych, w myśl zasady, że kredyt to też pieniądz. A co z twoim depozytem? No cóż, jeśli więcej niż 10% klientów twojego banku w tym samym momencie zgłosi się po swoje pieniądze, to o swoim depozycie możesz zapomnieć i zająć miejsce w kolejce wierzycieli. Jak widzisz, cały system opiera się tylko i wyłącznie za zaufaniu, albo inaczej – niewiedzy.

Wróćmy do momentu, gdy nowe 90 złotych jest tylko zapisem księgowym, czyli kredytem możliwym do udzielenia. Do banku przychodzi Zbyszek. Chce sobie kupić używany telefon i potrzebuje tych 90 złotych. Bank chętnie mu je pożycza. Zbyszek idzie do sklepu, kupuje telefon i płaci za niego 90 złotych. Ale właściciel sklepu przecież nie będzie trzymać pieniędzy w kasie. Po pracy idzie do swojego banku i wpłaca 90 złotych na konto. Jego bank uznaje te 90 złotych jako pożyczkę dla siebie. Sytuacja się powtarza: 90 (pożyczka sklepikarza dla banku) – 10% = 81 + 90 (depozyt sklepikarza) = 171, z czego 90 zł to kapitał, a 81 kredyt, który bank może udzielić dowolnej osobie – i na pewno udzieli. Teraz w obiegu jest już 271 złotych (początkowe 100 + 90 + 81). Ten proces się powtarza aż do matematycznego wyczerpania. Z jednego 100 złotych może powstać nawet 1000.

I tu zaczyna się dramat…Janka. Drogi Janka i Zbyszka się rozeszły, bo Zbyszek wybrał życie na kredyt, a Janek jest oszczędny i wpłacił pieniądze na lokatę (co nie zmienia faktu, że wciąż jest zadłużony, jak wspomnieliśmy wcześniej). Niestety, jako że w systemie cały czas pojawiają się nowe pieniądze, wartość lokaty Janka maleje. Innymi słowy, nowy pieniądz odbiera wartość staremu. Pieniądza jest więcej, więc ma niższą wartość (inflacja). Gdyby złoto rosło na drzewach, to nie chciałoby ci się nawet po nie sięgać, a co dopiero nim handlować. Ale nie rośnie. Jest głęboko pod ziemią i ciężko się je stamtąd wydobywa. Nie ma chemicznej ani finansowej formuły, żeby je stworzyć. Ma 100% pokrycie w ciężkiej pracy ludzi. Właśnie dlatego w amerykańskiej konstytucji jest zapis, że środkiem płatniczym może być tylko złoto i srebro.

A więc, jak to możliwe, że z początkowych 100 złotych w naszym mini-społeczeństwie zrobiło się 271, nie licząc długu, który po drodze oczywiście się zwiększył? Przecież Janek i Zbyszek, mimo że się poróżnili, to w gruncie rzeczy dobrzy ludzie. Stało się tak, dlatego że społeczeństwo Janka i Zbyszka wybrało wariant, którym rządzą trzy zasady: pieniądz jest towarem, pieniądz jest długiem, kredyt to też pieniądz. Właśnie dlatego społeczeństwo Janka i Zbyszka jest zadłużone, a wartość ich pieniędzy spada.

Oczywiście Janek i Zbyszek to społeczeństwo w skali mikro. A jak to się ma do czasów dzisiejszych? Jeśli cyferki niewiele ci mówią (też mam z nimi ogromny problem, jestem humanistą), to ujmę to w słowach:

1) banki tworzą nowe pieniądze z powietrza, które codziennie obniżają wartość pieniędzy w twoim portfelu;

2) system monetarny, którym rządzą banki centralne i komercyjne, tworzy sytuację, w której zawsze jest albo za mało, albo za dużo pieniędzy w obiegu; przez to mamy na świecie biedę, kryzysy i ogromne dysproporcje w dochodach;

3) banki pożyczają ci pieniądze, które nie istnieją, a ty jeszcze za nie płacisz (odsetki);

4) pożyczka/dług to jedyny sposób, w jaki może powstać nowy pieniądz;

5) długów nie da się całkowicie spłacić, bo pieniądze to dług;

6) banki tworzą pieniądze z powietrza i przejmują za nie rzeczy o realnej wartości (nieruchomości, złoto, towary, drogi, lotniska itd.);

7) ten, kto ma kontrolę nad tworzeniem pieniądza może kupić wszystko i wszystkich (polityków, a nawet całe państwa – jak w przypadku Grecji) i nie ma znaczenia, kto aktualnie rządzi.

Przyszłość

Do czego to wszystko zmierza? Zastanówmy się. Standard życia na świecie coraz bardziej się obniża, a coraz większy procent bogactwa jest w rękach coraz mniejszej grupy ludzi. Nietrudno się domyśleć, że przy utrzymaniu tego trendu za jakiś czas będą oni mieć o 10, 15, 20, 40% więcej. Tego systemu nie da się zmienić jedną ustawą czy reformą. Na polityków też nie ma co liczyć, bo oni są jego częścią. Ten system ich utrzymuje i tylko dzięki niemu realizują swoje nawet najbardziej chore pomysły, po drodze zadłużając na potęgę swoje społeczeństwa. Oni nie odważą się podnieść na niego ręki. Wielu próbowało, m.in. Cezar, Lincoln czy Kennedy. Wszyscy zostali zamordowani. W Ameryce mają jeszcze gorzej, bo tam bank centralny jest prywatną spółką, a już wiesz, czym kończy się tworzenie pieniądza przez osoby prywatne (spekulanci w Jerozolimie, złotnicy, a dziś – Bank Rezerw Federalnych – najważniejsza instytucja finansowa na świecie).

Co możesz zrobić? Wbrew pozorom…sporo. Zacznij od siebie. Szukaj informacji, znajdź czas, by się zastanawiać – nie tylko nad tym, który serial teraz obejrzeć. Zwiększaj swoją świadomość. Bez świadomości nie ma wolności. Świadomym człowiekiem jest bardzo trudno sterować. Ten system istnieje tylko dlatego, że ludzie nie wiedzą, jak działa. Nie wiedzą, skąd się biorą kryzysy i bieda. Żeby pokonać wroga, trzeba najpierw go poznać.

shark

Teraz już wiesz. Teraz rozumiesz. Ale jeśli wciąż uważasz, że to cię nie dotyczy, to – no cóż – nie nadajemy na tych samych falach i łączy nas tylko jedno: iluzja, w której żyjemy. Ale jeśli uważasz się za świadomego człowieka i nie chcesz, żebyśmy skończyli jak Janek i Zbyszek – pracując do usranej śmierci za wirtualne długi – to twoim obowiązkiem jest edukowanie innych. Udostępnij ten wpis. Nie dla promocji mojej osoby czy tego bloga. Dla twoich i moich dzieci. Żebyśmy nie musieli im mówić, że „tak po prostu jest”, gdy będą się zarzynać za parę złotych, żeby przeżyć i spłacić długi.

Więcej tekstów znajdziesz na: http://thespinningtopblogger.wordpress.com/.


Kamil Cywka

The Spinning Top Blog - https://www.mpolska24.pl/blog/kamilcywka

Misją The Spinning Top Blog jest promowanie wolności, samodzielnego myślenia oraz świadomego życia we wszystkich jego aspektach.

Komentarze 47 skomentuj »
Paweł Budrewicz 5 lat 11 miesięcy temu
+1

Jedno pytanie i jedna uwaga:

Pytanie: Co się zmieni w opisanym systemie, kiedy ludzie uzyskają ową świadomość? Dług zniknie?

Uwaga: Autor wyszedł z absurdalnego założenia, dlatego doszedł do absurdalnych wniosków. Pieniądz to tylko sposób zapłaty - za tę nieszczęsną rakietę można zapłacić czymkolwiek, co sprzedawca zaakceptuje jako pieniądz. Nie zaakceptuje - nie ma transakcji. Pieniądz nie istnieje - to tylko uniwersalny nośnik wymiany produktów pracy. Problem pojawił się sto lat temu, kiedy państwa położyły łapę na produkcji pieniądza. Państwo nie potrafi wyprodukować papieru toaletowego - skąd pomysł, że potrafi wyprodukować tak skomplikowany instrument jak pieniądz?

"Problem pojawił się sto lat temu, kiedy państwa położyły łapę na produkcji pieniądza"? Ma Pan na myśli sprywatyzowanie produkcji dolara przez powstanie w 1913 roku FED-u?

Paweł Budrewicz 5 lat 11 miesięcy temu
+5

Pytanie z cyklu: "czy już nie bije pan żony?"

FED powstał na mocy ustawy, czyli aktu państwowego, a szefa FEDu powołuje Prezydent za zgodą Senatu. FED jest jedynym podmiotem emitującym jedyny uznawany przez państwo środek płatniczy. Banki FEDu mogą działać jako aparat skarbowy na rzecz rządu USA. I wreszcie - cała nadwyżka FEDu jest konsumowana przez państwo.

I to ma być instytucja prywatna? Tylko dlatego że ma prywatnych udziałowców?

Czy skoro FED jest prywatny, może zbankrutować? Czy podlega normalnej ocenie rynkowej pod względem jakości, ceny i dostępności usług? Czy akcjonariusze FED mogą zmienić jego władze, politykę i zakres działania? Czy można legalnie konkurować z FEdem?

Paweł Budrewicz Fajnie, ale malusie i tycie "ale". Przecież nie od 100lat. Tylko w zasadzie od zawsze jak tylko była potrzeba to sobie "władca" pieniądzem majstrował. Czy to nasz Łokietek, Kazio Wielki, czy świetne przykłady Fryderyka II, albo handel powietrzem Johna Law z nadania Ludwika XIV Króla Słońce. FED nie różni się od nich niczym. Winne są konkretne osoby, wykorzystujące możliwości jakie daje państwo, ale nie bezosobowa instytucja sama w sobie. No, chyba, że chcemy jej likwidacji... no to ok.

Władca mógł co najwyżej oszukiwać na ilości złota lub srebra w monecie. Ale nie produkował pieniądza, bo pieniądz był produkowany przez rynek. Obecnie włada może produkować pieniądz tzw. fiducjarny, bo politykom udało się oderwać pieniądz od rynku i pracy. A początkiem tego procesu było właśnie powołanie FED.

Paweł Budrewicz ustawa powołująca FED została "przepchnięta" w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach - trzeba udawać ślepego, żeby tego nie dostrzec. Podobnie, jeśli chodzi o powiązania polityczno-biznesowe.

"I to ma być instytucja prywatna? Tylko dlatego że ma prywatnych udziałowców?"
A jaka jest definicja instytucji prywatnej? Czy zgodnie z tą logiką przykładowo NFZ też nie jest państwowy? Przecież wydaje pieniądze na prywatne spółki, z którymi współpracuje.

"Czy skoro FED jest prywatny, może zbankrutować?" Jak może zbankrutować instytucja, która produkuje walutę? I kolejna sprawa - sugeruje Pan, że cechą państwowości jest niemożność bankructwa? A co się stało z Grecją?

Czy podlega normalnej ocenie rynkowej pod względem jakości, ceny i dostępności usług?" Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, ale logika podpowiada mi, że jako instytucja o wyjątkowym charakterze nie może być traktowana analogicznie do instytucji funkcjonujących zupełnie inaczej.

Pozostałe dwa pytania również sugerują brak powiązań polityczno-biznesowych, co w świecie rzeczywistym jest mrzonką. Jakiś to dziwny zbieg okoliczności, że politycy, którzy niby mają prawo zmienić politykę FED-u i chcieli z niego skorzystać, ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach...

Zainteresowanych tematem zachęcam natomiast do sięgnięcia po lekturę "Wojna o pieniądz" Hongbing Song-a (zachowując zdrowy dystans) i obserwację rzeczywistości.

Krzysztof Naleźniak PL 5 lat 11 miesięcy temu
+1

Cirrus Logic : "Winne są konkretne osoby, wykorzystujące możliwości jakie daje państwo, ale nie bezosobowa instytucja sama w sobie." Wyobraź sobie raczkującego urwisa o imieniu Start2012. Marzy mi się aby dzieciak wyrósł na poważnego i szanowanego obywatela...

Start2012 to narzędzie do profilowania osób publicznych i do upubliczniania korespondencji procesowej, urzędowej. Urzędnicy nie lubią jak ich pisma krążą po Internecie.

www.start2012.org

Paweł Budrewicz 5 lat 11 miesięcy temu
+1

Marcin Pietras 1. "Ustawa powołująca FED została "przepchnięta" w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach - trzeba udawać ślepego, żeby tego nie dostrzec. Podobnie, jeśli chodzi o powiązania polityczno-biznesowe."

I co z tego? FED to narzędzie rządu w zakresie kształtowania gospodarki. Cytowana odpowiedź to zwykłe ple-ple - typowa ucieczka od faktów na rzecz spisków, insynuacji i knowań.

2. "A jaka jest definicja instytucji prywatnej? Czy zgodnie z tą logiką przykładowo NFZ też nie jest państwowy? Przecież wydaje pieniądze na prywatne spółki, z którymi współpracuje."

Zacznijmy od tego, że prywatnych firm nie powołuje się w ustawą w celu monopolistycznego realizowania polityki państwowej. Takie rozróżnienie wystarczy?

3. "Jak może zbankrutować instytucja, która produkuje walutę? I kolejna sprawa - sugeruje Pan, że cechą państwowości jest niemożność bankructwa? A co się stało z Grecją?"

Cechą prywatnego biznesu jest ryzyko bankructwa na WŁASNY RACHUNEK. Wszystko, co ustawowo nie może zbankrutować albo bankrutuje w ciężar obywateli, to część państwowego molocha, nawet jeśli ma prywatnych udziałowców.
Rynek i własność prywatna to własna odpowiedzialność. Własna - podkreślam. To domeną państwowego molocha jest odpowiedzialność obywateli za błędy i głupotę działań rządu. Bankructwo Grecji to bankructwo Greków - ludzie kolejny raz zapłacili za państwowy socjalizm.

4. "Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, ale logika podpowiada mi, że jako instytucja o wyjątkowym charakterze nie może być traktowana analogicznie do instytucji funkcjonujących zupełnie inaczej."

I to jest właśnie przykład typowego etatystycznego myślenia. Gdyby istniał państwowy monopol produkcji chleba, to szanowny pan także nie wyobrażałby sobie, jak taka wyjątkowa instytucja mogłaby być traktowana analogicznie do "zwykłych"?

5. "Pozostałe dwa pytania również sugerują brak powiązań polityczno-biznesowych, co w świecie rzeczywistym jest mrzonką. Jakiś to dziwny zbieg okoliczności, że politycy, którzy niby mają prawo zmienić politykę FED-u i chcieli z niego skorzystać, ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach..."

Spisku ciąg dalszy. Proszę rozwinąć temat - zamieniam się w słuch.

6. Zainteresowanych tematem zachęcam natomiast do sięgnięcia po lekturę "Wojna o pieniądz" Hongbing Song-a (zachowując zdrowy dystans) i obserwację rzeczywistości.

Wystarczy zajrzeć do wikipedii, zwłaszcza anglojęzycznej, aby umieć odpowiedzieć sobie na pytanie, czy FED to prywatny producent pieniędzy w USA, czy narzędzie w ręku amerykańskiego rządu. A "dzieło" Hongbing Songa to typowy przykład na to, jak można patrzeć i nie widzieć. Raczej polecałbym Rothbarda.

Paweł Budrewicz Nie kupuję tego. Mam rozumieć, że proceder staje się zły tylko w momencie gdy przybiera rozmiar większy niż "subiektywny pogląd"? :) Dla mnie początkiem tego procesu była Kompania Missisipi, wraz z Kompanią Mórz Południowych. I tutaj nawet nie chodzi o podobną formę, ale sam pomysł wdrożenia czegoś takiego. Czy to jest bicie kiepskiej monety, rezerwa cząstkowa, czy spekulacja na rynku. Już naturalne tworzenie się rezerwy cząstkowej swoje mówi. Jak dla mnie oderwanie pieniądza od rynku jest konsekwencją takich działań. Na ile czytałem Rothbarda i jego następców. To raczej postulowali likwidację tegoż państwa.

Kamil Rogaliński 5 lat 11 miesięcy temu

Paweł, skoro nie ma pieniądza to nie ma długu tak? Jeżeli założenie jest absurdalne to w takim razie powinniśmy się cieszyć bo nie ma długów bo niby kto komu i co jest winien? Czekaj, a jakby wyjść z założenia, że jesteśmy winni pracę, super, komu, za co i czym nas wynagrodzi? Wiesz, pieniądz sam w sobie ma "wartość" gdyż jest towarem. Tak samo jak złoto, srebro czy papiery wartościowe a nawet wspomniany przez Ciebie papier toaletowy - to wszystko towary które kupujemy i sprzedajemy za pieniądze. Pieniądz czy waluta zawsze będzie jednocześnie towarem, patrz Bitcoin, Euro, Dolar - waluty, pieniądz a jednocześnie towar, którym handlujemy i zarabiamy. Według mnie absurdalne jest ignorowanie istnienia pieniądza oraz sposobu jego generowania (patrz: opisane w artykule odsetki...)

Cirrus Logic:
Niestety, nic nie zrozumiałem. Dla pewności powtórzę, co mam na myśli. Pieniądz to zakumulowany produkt pracy. Nośnikiem wymiany (wehikułem) może być cokolwiek. Jeżeli władca-emitent oszukuje na stopie i np. zamiast 5 gram złota w monecie (zgodnie z marką wagową) jest tylko 4,95 grama, to znaczy, że władca nałożył podatek inflacyjny. Czyli oszukuje ludzi, mówiąc wprost. Niemniej, zawsze zostaje te realne 4,95 grama złota.
Obecnie posługujemy się pieniądzem papierowo-elektronicznym, który sam w sobie nie zawiera nic wartościowego. Złotą monetę można ukryć w sienniku na gorsze czasy. Banknotem można się co najwyżej podetrzeć.

To nie jest kwestia ilościowa, lecz jakościowa, bo złoto samo w sobie zawiera pewną zakumulowaną pracę - złota nie da się sztucznie wytworzyć. A druk papierka o nominalne 10zł kosztuje tyle samo co druk papierka o nominale 10.000.000.000zł.

Kamil Rogaliński:
Pieniądz to jedno, dług to drugie. Skopałem sąsiadowi ogródek w jedno popołudnie - facet jest mi winien usługę. Co to ma wspólnego z pieniądzem?

Praca ma wartość - tylko praca. Pieniądz służy wyłącznie transferowi produktów pracy. Jako prawnik produkuję usługi prawne, ale dzięki pieniądzowi nie muszę wciskać na siłę babce w warzywniaku kompletu porad z zakresu prawa przewozowego, kiedy chcę kupić ziemniaki.

Pieniądz nie jest towarem. To, co rozumiemy pod tym pojęciem, to w rzeczywistości prawo do czasowego rozporządzania produktem pracy o określonej wartości. Aby zwrócić dług, należy wygenerować co najmniej tyle samo pracy, ile zawarto w owym pożyczonym pieniądzu (bez odsetek), albo więcej, jeśli trzeba spłacić odsetki. To dlatego kredyt konsumpcyjny jest pułapką, bo sam nie tworzy dodatkowej pracy dla kredytobiorcy, lecz zmusza go do wygenerowania więcej pracy tylko po to, aby zaspokoić konsumpcję (w dużym skrócie).

To jak w fizyce z zasadą zachowania energii - pełna analogia.

Polecam "Bogactwo Narodów" Adama Smitha i "Teorię kredytu i pieniądza" von Misesa.

Ogólnie artykuł spoko, miałbym kilka drobnych uwag wg. dotyczących ważkich spraw.

1. Pieniądz MUSI być towarem. Albo inaczej - tylko towar może stać się pieniądzem i to tylko taki który:
a) jest środkiem wymiary
b) jest jednostką rozliczeniową
c) jest trwały
d) posiada dużą wartość na małą jednostkę masy
e) jest podzielny
f) posiada wewnętrzną wartość
f) zachowuje siłę nabywczą

W tym przypadku mniemam, że autor miał chyba na myśli prawny środek płatniczy czyli wszystkie obecne waluty papierowe.

W pięciotysięcznej historii pieniądza tylko dwa towary zachowały wszystkie powyższe cechy - złoto i srebro.

Z tym że ani złota, ani srebra nie da się wyprodukować w sztuczny sposób. I właśnie dlatego są one dobrym "pieniądzem", przede wszystkim - niezależnym od widzimisię biurokratów na szczytach władzy.

Co do wyliczanki - zgadza się tylko pkt c, d i e. Właściwości fizykochemiczne złota sprawiają, że jest ono uniwersalnym nośnikiem wymiany wartości produktów pracy.

A co nie zgadza się w pozostałych punktach ? :)

Marta Zachorska-Majdykowska 5 lat 11 miesięcy temu
+5

Piotrze - myślę, że dwa razy f/ ;) a odnośnie banku centralnego - to, że został utworzony na podstawie ustawy nie świadczy o tym, że jest państwowy, to spółka i akcjonariusze dzielą się zyskiem, a akcjonariuszami są inne banki czyli kolejne spółki. To, kto powołuje władze FEDu też nie ma znaczenia. W Polsce Zarząd spółki akcyjnej jest powoływany przez Radę nadzorczą i nie ma powodu, żeby w takiej radzie nie zasiadał Prezydent :) a zatem logicznie - FED jest instytucją prywatną.

Co się nie zgadza:
a) środkiem wymiany handlowej może być cokolwiek - w historii ludzkości pieniądzem były muszle, skóry zwierząt, liście tytoniu itp.
b) jednostka rozliczeniowa to funkcja pochodna od funkcji pieniądza
f1) złoto nie ma "wewnętrznej wartości", chyba że jako przewodnik elektryczny; złotem się nie najesz ani nie ogrzejesz
f2) siła nabywcza wynika z pracy - złoto jako pieniądz to tylko środek wymiany rzeczywistej wartości, jaką jest praca; bez pokrycia w produkcie pracy złoto ma zerową siłę nabywczą

Paweł Budrewicz

a) tak to prawda - środkiem wymiany może być cokolwiek ale nie pieniądzem. Możemy płacić sobie skrawkami papieru jeśli obaj uznamy że ma on wartość. Przez 5000 lat najczęstszym środkiem wymiany na ziemi było złoto. Ale nie dlatego jest pieniądzem - ale o tym dalej.
b) co było pierwsze ? Jajko czy kura ? Złoto właśnie dlatego jest pieniądzem że ma funkcję rozliczeniową. W momencie gdy Grecy przetopili grudki złota w monety i wybyli nominały to złoto z towaru przerodziło się w pieniądz.
f1 i f2) złoto ma wewnętrzną wartość. Wiąże się to właśnie między innymi z pracą czyli kosztami i ciężarem wydobycia. Złoto było cenione od zawsze ale zanim było cenione jako pieniądz, było cenione jako towar. Towar luksusowy, który po prostu jest pożądany przez wszystkich. Nie można też pomijać jak wspomniałeś popytu ze strony przemysłu jubilerskiego czy elektronicznego.

Tak, złoto służy do przechowania wartości mojej pracy i wymiany na efekt pracy drugiej osoby.

"Złoto to pieniądz i nic innego" John Pierpont Morgan

P.S - nie chciałbym się wdawać w rozważania czysto teoretyczne, co by było gdyby. Gdyby na świecie jedynym produktem było złoto to oczywiście mógłbym się zgodzić. Ale rozmawiajmy o realnym świecie :)

Pozdrawiam serdecznie :) (i wybaczcie mi dwa podpunkty f) ;))

Piotr Mazański Może pan podać definicyjną różnicę pomiędzy pieniądzem, a środkiem wymiany? Tak, aby była klarowna dlaczego papierowy dolar nie jest pieniądzem. A złoto już tak. Bo ja jedyne co umiem porównać. To, że coś jest lepszym pieniądzem od innego, ponieważ dla mnie bycie środkiem wymiany jest jedną z funkcji pieniądza.. Ale, żeby powiedzieć, ze coś jest pieniądzem, a coś nie jest... inna bajka.

Witam Panie Piotrze :-). Siłą rzeczy wpis na blogu powinien być krótki i treściwy (ten i tak jest nieco za długi). Jestem w pełni świadomy różnic między pieniądzem a walutą, o czym piszę w osobnym wpisie. Musiałem posłużyć się tym skrótem myślowym, bo świadomość społeczeństwa na te tematy jest bardzo niska. Większość z nas nie wie tak naprawdę za czym codziennie goni, a co dopiero o meandrach systemu monetarnego ;-). Na The Spinning Top Blog staram się w prostych słowach uwrażliwiać ludzi na pewne kwestie, stąd popularyzatorski styl tekstów. Pozdrawiam serdecznie! ;-)

Witam. Nie wiem co się stało ale chyba mój post napisany kilka godzin temu został skasowany. Trudno - postaram się odtworzyć jego treść.

Pawle:
a) to prawda - środkiem wymiany handlowej może być wszystko. Możemy się wymieniać skrawkami papieru jeśli obaj uznamy go za cenny. Jednak nie wszystko może być pieniądzem. Towary, które wymieniłeś spełniały w przeszłości rolę środka płatniczego czy raczej środka pośredniczącego w transakcjach, natomiast nigdy nie można ich będzie uznać za pieniądze.
b) Co było pierwsze ? Jajko czy kura ? Właśnie dlatego mówimy o złocie jako o pierwszym pieniądzu bo właśnie złoto jako pierwszy towar na świecie spełniał wszystkie wymogi by nim być. A dokładniej złoto zaczęło pełnić funkcję jednostki rozliczeniowej wtedy kiedy Grecy uformowali z niezgrabnych grudek pierwsze monety kilka tysięcy lat temu. Monetom nadano odpowiednie kształty, rozmiary i niekiedy nominały tak aby łatwiej było je zliczać.
f1 i f2) Złoto ma wewnętrzną wartość. Pochodzi ona właśnie między innymi z trudu pracy włożonego w jego znalezienie i wydobycie. Nie należy również zapominać o wartościach estetycznych (jubilerstwo), użytkowych (przemysł elektroniczny) i inwestycyjnych ( jako że podaż wszystkich innych towarów, produktów i usług razem wziętych jest niepomiernie większa od podaży złota więc jego wartość i siła nabywcza rośnie z czasem. Np. mniej więcej od połowy XVII wieku do roku 1913 w Anglii ceny wyrażone w złocie spadły przez ten czas o ok 10% - jednocześnie oznacza to wzrost wartości złota i jego siły nabywczej.

Wszystkie te właściwości wynikają z faktu że złota pożądano już zanim stało się ono pieniądzem czyli wtedy kiedy był po prostu dobrem luksusowym.

Całość mojego wywodu można by podsumować cytatem pewnej osoby, która jest zapewne dobrze znana wszystkim rozmówcom:

"Złoto to pieniądz. I nic innego" John Pierpont Morgan

Złoto to po prostu sposób aby bezpiecznie przechować wartość mojej pracy aby w dowolnym momencie wymienić ją na efekt pracy kogoś innego.

Cirrus Logic - nie ma jako takiej definicji. Każdy będzie chciał swoje mądrości ubrać w łaszki definicji. Liczy się obiektywna opinia ogółu społeczeństwa i ... historia.

Cytując Ayn Rand: "Pieniądze są narzędziem wymiany, która nie może istnieć jeśli nie istnieje produkcja towarów i ludzie którzy je produkują. Pieniądze są materialną formą zasady mówiącej ze ludzie którzy chcą załatwiać między sobą interesy muszą to robić w formie handlu płacąc wartością za wartość... Grabieżcy zabierają złoto i dają w zamian plik fałszywych papierów... Złoto było wartością obiektywną, ekwiwalentem wyprodukowanego bogactwa. Papier jest kredytem na nieistniejące bogactwo wspartym przez karabin wycelowany w tych którzy mają je wyprodukować."

Kamil Cywka Czy widać moje posty ?

Czy możlwe jest to że system wywala moje posty jako za długie ?

Witam. Nie wiem co się stało ale chyba mój post napisany kilka godzin temu został skasowany.
Trudno - postaram się odtworzyć jego treść.

Pawle:
a) to prawda - środkiem wymiany handlowej może być wszystko. Możemy się wymieniać skrawkami papieru jeśli obaj uznamy go za cenny. Jednak nie wszystko może być pieniądzem. Towary, które wymieniłeś spełniały w przeszłości rolę środka płatniczego czy raczej środka pośredniczącego w
transakcjach, natomiast nigdy nie można ich będzie uznać za pieniądze.

b) Co było pierwsze ? Jajko czy kura ? Właśnie dlatego mówimy o złocie jako o pierwszym pieniądzu bo właśnie złoto jako pierwszy towar na świecie spełniał wszystkie wymogi by nim być. A dokładniej złoto zaczęło pełnić funkcję jednostki rozliczeniowej wtedy kiedy Grecy uformowali z niezgrabnych grudek pierwsze monety kilka tysięcy lat temu. Monetom nadano odpowiednie kształty, rozmiary i niekiedy nominały tak aby łatwiej było je zliczać.

f1 i f2) Złoto ma wewnętrzną wartość. Pochodzi ona właśnie między innymi z trudu pracy
włożonego w jego znalezienie i wydobycie. Nie należy również zapominać o wartościach
estetycznych (jubilerstwo), użytkowych (przemysł elektroniczny) i inwestycyjnych ( jako że podaż wszystkich innych towarów, produktów i usług razem wziętych jest niepomiernie większa od podaży złota więc jego wartość i siła nabywcza rośnie z czasem. Np. mniej więcej od połowy XVII wieku do roku 1913 w Anglii ceny wyrażone w złocie spadły przez ten czas o ok 10% - jednocześnie oznacza to wzrost wartości złota i jego siły nabywczej.

Wszystkie te właściwości wynikają z faktu że złota pożądano już zanim stało się ono pieniądzem czyli wtedy kiedy był po prostu dobrem luksusowym.

Całość mojego wywodu można by podsumować cytatem pewnej osoby, która jest zapewne dobrze znana wszystkim rozmówcom:

"Złoto to pieniądz. I nic innego" John Pierpont Morgan

Złoto to po prostu sposób aby bezpiecznie przechować wartość mojej pracy aby w dowolnym momencie wymienić ją na efekt pracy kogoś innego.

Cirrus Logic - nie ma jako takiej definicji. Każdy będzie chciał swoje mądrości ubrać w łaszki definicji. Liczy się obiektywna opinia ogółu społeczeństwa i ... historia.

Cytując Ayn Rand: "Pieniądze są narzędziem wymiany, która nie może istnieć jeśli nie istnieje produkcja towarów i ludzie którzy je produkują. Pieniądze są materialną formą zasady mówiącej ze ludzie którzy chcą załatwiać między sobą interesy muszą to robić w formie handlu płacąc wartością za wartość. Grabieżcy zabierają złoto i dają bezwartościowe papiery. Złoto było obiektywnym ekwiwalentem wyprodukowanego bogactwa. Papier jest kredytem na nieistniejące bogactwo"

Piotr Mazański Wszystkie posty widać..

Piotr Mazański No właśnie, historia mówi różne rzeczy, a jeszcze możemy liczyć na jakiś precedens. Dlatego jeżeli nie ma jako takiej definicji olałbym tą sprawę do czasu, aż się znajdzie. Ale sam cytat Rand jest świetny. Co zabawne mówi o każdym przypadku złamania 100% rezerwy bankowej, czy to przez rząd, nawet przy łże standardzie złota (dolar w papierki nie zamienił się z dnia na dzień), czy przez bankowców, albo i fałszerzy pieniędzy. To co rozpoczyna rezerwę cząstkową to zawsze zdeponowanie złota i zamiana w papiery. Co mi się najbardziej w nim podoba. To, że nie używa w nim wytrycha jakim jest "państwo". Liczy się każdy przypadek i każdy przypadek jest grabieżą. Grabieżą... na procent. Fajny cytat, aż sobie pożyczę :D

Piotr Mazański Ja Twoje widzę, za to swojej odpowiedzi na jeden z Twoich już nie :-).

Kamil Cywka Strona różnie wyświetla odpowiedzi lub nie w zależności od tego "skąd" weszliśmy. Ja wcześniej wchodziłem klikając w linka z powiadomień fb i mniemam że dlatego nie wyświetlało mi moich postów mimo tego że realnie tam były. Przepraszam za zamieszanie i zaraz postaram się uporządkować temat :)

Piotr Mazański
a1) "tak to prawda - środkiem wymiany może być cokolwiek ale nie pieniądzem."

A różnica pomiędzy środkiem wymiany a pieniądzem to...?

a2) "Możemy płacić sobie skrawkami papieru jeśli obaj uznamy że ma on wartość."

Podpowiem, dlaczego możemy cokolwiek uznać za wartościowe - jeżeli zdobycie lub wytworzenie tego czegokolwiek wymaga pracy. To już powinno naprowadzić na właściwy trop.

b) "co było pierwsze ? Jajko czy kura ? Złoto właśnie dlatego jest pieniądzem że ma funkcję rozliczeniową. W momencie gdy Grecy przetopili grudki złota w monety i wybyli nominały to złoto z towaru przerodziło się w pieniądz."

Dobrze, że nie przetopili krowiego łajna. Wówczas powiedzenie "pecunia non olet" miałoby wyłącznie wymiar parodystyczny.

To jest zupełne pomieszanie z poplątaniem. Fakt, że złoto jest podzielne, jest tylko jedną z cech, które przesądzają o tym, że jest ono świetnym pieniądzem. Krowie łajno też jest podzielne.

f1) "złoto ma wewnętrzną wartość. Wiąże się to właśnie między innymi z pracą czyli kosztami i ciężarem wydobycia."

To nie jest wartość złota, tylko wartość pracy, która jest w złocie zakumulowana. Złoto samo w sobie ma wartość wyłącznie jako przewodnik elektryczny, materiał na plombę (kiedyś), świecidełko (zaspokojenie potrzeb estetycznych) itd. Praca w złocie to wartość, samo złoto to tylko nośnik. To jak informacja a plik z informacją.

f2) "Towar luksusowy, który po prostu jest pożądany przez wszystkich."

Oj, oj, oj. Uwaga na kwantyfikatory - są bardzo zdradliwe. Ja akurat nie pożądam złota jako towaru luksusowego.

f3) "Nie można też pomijać jak wspomniałeś popytu ze strony przemysłu jubilerskiego czy elektronicznego."

Można, bo to bez znaczenia.

f4) "Tak, złoto służy do przechowania wartości mojej pracy i wymiany na efekt pracy drugiej osoby."

I to się nazywa pieniądzem.

Paweł Budrewicz Mam wrażenie że gramy do jednej bramki a nasza dyskusja schodzi trochę na poziom teoretyczny :)

Możemy zgadzać się lub nie co do takich czy innych właściwości złota czy cech pieniądza lecz autor postawił na końcu pytanie - co mamy z tym zrobić ? Zgadzam się z Kamilem, potrzeba więcej świadomości. Jak ją uzyskać ? Mówić, mówić i jeszcze raz o tym mówić.

Natomiast jak można uniezależnić się od tego systemu ? Osobiście uważam, że jedyną drogą może być uniezależnienie od środka płatniczego emitowanego przez rządy/banki centralne. I tutaj mamy pole do popisu dla walut lokalnych lub waluty globalnej - metali szlachetnych.

Jakie jest Twoje zdanie Pawle ? :)

Pozdrawiam wszystkich debatujących :)

dokładnie tak-brawo!

Krzysztof Naleźniak PL 5 lat 11 miesięcy temu

Zniknął mój komentarz... Print Scrn zrobić? Mam jeszcze otwarte okno i widać co pisałem.

www.start2012.org

Bardzo mądre i częściowo wiem nawet, skąd zaczerpnięte.
Zachęcam do zajrzenia na http://doscniewoli.pl

Korzystałem przy tym wpisie z różnych źródeł, ale akurat nie z tego :-). Chętnie korzystam np. z materiałów szanowanego historyka monetarnego Mike Maloney. Pozdrawiam!

Ze strony http://doscniewoli.pl raczej Pan nie korzystał. Wiem, gdyż ja ją prowadzę.
Także pozdrawiam.

Jacek Kurzyca Chętnie zajrzę na stronkę w wolnej chwili ;-)

"Właśnie dlatego w amerykańskiej konstytucji jest zapis, że środkiem płatniczym może być tylko złoto i srebro." Czy to stwierdzenie jest prawdziwe? Gdzieś czytałem, że od dawna tak nie jest. Po za tym bardzo fajny i niegłupi wpis.

Tak, to prawda. Ten zapis dalej istnieje. Oczywiście oznacza to że od 1913 roku Amerykanie łamią swoją konstytucję...

Piotr Mazański a całkowicie od lat 70 kiedy to zupełnie odeszli od standardu złota. Polecam wszystkim film:
http://www.youtube.com/watch?v=kvOGn0ZuE9w

Marcin Bogdał Zgadza się - od 1971 roku definitywnie. :)

Polecam wszystkim film w którym zawarta jest cała wiedza z artykułu i wiele wiele wiele więcej.
http://www.youtube.com/watch?v=kvOGn0ZuE9w

Krzysiek Kmiecik 5 lat 11 miesięcy temu
+1

polecam zainteresować się Instytutem von Misesa i tzw. Ekonomią Szkoły Austriackiej, tam są przedstawione wszystkie lekarstwa na obecny system monetarny, pewnie właśnie dlatego to najmniej popularne podejście do ekonomii jego główne założenia to własność prywatna, mnimalne ingerencja państwa w gospodarkę oraz powrót do parytetu złota

Krzysztof Multon 5 lat 10 miesięcy temu
+1

Drobna uwaga: Pieniądz to symboliczny ekwiwalent towaru, czegoś materialnego, co zostało wyprodukowane. Samochód - duża wartość, rower - wartość mała. Węgiel i złoto mają różną wartość, bo ich pozyskanie to całkiem różne koszty. Pieniądz może być traktowany jak towar, ale towarem nie jest.
Co przed nami? Upowszechnienie definicji pracy, produkcji, usług, towaru i pieniądza. A jak brzmią te definicje? Jakie zachodzą między nimi związki? To już może panowie...

Jest już rozwiązanie tego problemu i nazywa się bitcoin

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.