To oczywiście infantylna wizja!
Państwo nie upadnie dlatego, że nagle przestanie istnieć przemoc. Państwo upadnie dlatego, że przemoc przestanie się opłacać jako główny mechanizm organizowania społeczeństwa.
To jest różnica zasadnicza!
Przemoc może istnieć jeszcze bardzo długo. Bandyci też istnieją bardzo długo. Pasożyty też istnieją bardzo długo. Choroby też istnieją bardzo długo. Jednak fakt, że coś istnieje, nie oznacza, że jest cywilizacyjnie wydajne. Państwo trzeba rozumieć nie jako świętą instytucję, nie jako metafizyczny fundament wspólnoty, lecz jako technologię. To technologia terytorialnego monopolu przemocy.
A każda technologia ma swój czas!
Była technologia łuku. Była technologia rydwanu. Była technologia zamku warownego. Była technologia feudalizmu. Była technologia monarchii absolutnej. Była technologia państwa narodowego. Była technologia papierowego pieniądza. Była technologia centralnej administracji, biurokracji, podatku dochodowego, powszechnej ewidencji, granic, paszportów, urzędów i policyjnej kontroli terytorium.
Państwo nowoczesne jest technologią epoki przemysłowej. Jest wielką maszyną do zarządzania ludźmi osiadłymi, policzalnymi, lokalnymi, zależnymi od fizycznego miejsca pracy, fizycznego majątku, fizycznych dokumentów i fizycznych granic.
Problem polega na tym, że ta epoka się kończy!
Kurzweil daje tempo, ja pokazuję skutek
Tezy o przyspieszającym postępie technologicznym nie wymyśliłem od zera. Przyjmuję ją w duchu kurzweilowskiego prawa przyspieszających zwrotów. Kurzweil od lat pokazuje, że rozwój technologii nie jest liniowy. Nie idziemy spokojnym marszem. Idziemy serią przyspieszających skoków, w których jedna technologia otwiera drogę do następnej.
Rok 2045 nie jest więc datą wyciągniętą z mojego kapelusza. To punkt odniesienia z kurzweilowskiej prognozy osobliwości technologicznej.
Jednak mój własny wywód nie polega na ponownym dowodzeniu Kurzweila. Nie piszę pracy o tym, czy Kurzweil poprawnie policzył tempo rozwoju sztucznej inteligencji, biotechnologii, nanotechnologii, robotyki i mocy obliczeniowej. To osobna literatura, osobny spór, osobny poziom argumentacji. Mój problem jest inny.
Pytam: jeżeli Kurzweil ma rację, to co stanie się z państwem?
- Co stanie się z aparatem przymusu w świecie, w którym inteligencja, praca, kapitał, wiedza, organizacja, zaufanie, pieniądz, umowy i produkcja coraz bardziej odrywają się od terytorium?
- Co stanie się z monopolem przemocy, gdy najważniejsza wartość przestaje być łatwa do przejęcia przez zajęcie magazynu, fabryki, pola, konta bankowego albo granicy?
- Co stanie się z państwem, gdy jednostka będzie miała do dyspozycji kryptografię, sztuczną inteligencję, automatyzację, robotykę, prywatne sieci koordynacji, globalny rynek usług, mobilny kapitał i rozproszone struktury zaufania?
Moja odpowiedź brzmi: państwo zacznie przegrywać rachunek kosztów.
Postęp wykładniczy nie oznacza magicznej nieskończoności
Drugi błąd polega na rozumieniu postępu wykładniczego jako jednej gładkiej kreski lecącej w nieskończoność. Tak myślą krytycy, którzy natychmiast odpowiadają: „Ale przecież zasoby są ograniczone. Energia jest ograniczona. Pierwiastki są ograniczone. Ziemia jest ograniczona. Układ Słoneczny też jest ograniczony”. Oczywiście, że jest ograniczony!
Tylko że to nie obala tezy o przyspieszającym postępie. To ją porządkuje!
Postęp technologiczny nie polega na tym, że jedna konkretna technologia rośnie bez końca. Każda konkretna technologia ma swój sufit. Silnik parowy miał sufit. Żaglowiec miał sufit. Maszyna do pisania miała sufit. Lampa naftowa miała sufit. Koń jako środek transportu miał sufit. Ręczne przepisywanie ksiąg miało sufit. Papierowa administracja też ma sufit.
Rozwój cywilizacji polega na tym, że dochodzimy do sufitu jednego rozwiązania, po czym pojawia się nowe rozwiązanie, które przenosi grę na wyższy poziom.
To jest sekwencja krzywych logistycznych. Dana technologia rośnie, dojrzewa, zwalnia i dochodzi do granicy. Potem pojawia się nowy paradygmat, który przebija stary sufit. Nie ma jednej magicznej kreski. Jest seria kapeluszy (bo krzywa logistyczna jest podobna do kapelusza).
Ten obraz jest o wiele bardziej realistyczny niż prosta bajka o nieskończonym wzroście. Ograniczenia nie zatrzymują cywilizacji automatycznie. Ograniczenia wymuszają zmianę nośnika.
- Gdy brakuje siły mięśni, pojawia się zwierzę pociągowe.
- Gdy zwierzę pociągowe dochodzi do granicy, pojawia się maszyna parowa.
- Gdy maszyna parowa dochodzi do granicy, pojawia się elektryczność.
- Gdy papierowa informacja dochodzi do granicy, pojawia się komputer.
- Gdy ludzka administracja dochodzi do granicy, pojawia się algorytm.
- Gdy centralny urząd dochodzi do granicy, pojawia się protokół.
- Gdy państwowy pieniądz traci zaufanie, pojawia się kryptografia.
- Gdy praca biologiczna dochodzi do granicy, pojawia się automatyzacja.
To nie jest zaprzeczenie granic. To jest historia obchodzenia granic.
Woda może szantażować ciało, ale nie tworzy cywilizacji
Często słyszę argument: „Możesz sobie szyfrować dane, możesz mieć kryptowaluty, możesz mieć sztuczną inteligencję, ale państwo wystarczy, że opanuje wodę, energię albo żywność i zmusi cię do posłuszeństwa”.
To jest argument pozornie mocny, bo odwołuje się do rzeczy podstawowych. Człowiek bez wody umrze. Człowiek bez energii zmarznie. Człowiek bez żywności zgłodnieje. Fizyka ciała jest twarda.
Jednak znowu: to nie obala mojej tezy!
Ja nie twierdzę, że przemoc fizyczna przestanie być możliwa. Twierdzę, że przemoc fizyczna będzie coraz gorszym sposobem przejmowania nowoczesnej wartości.
Państwo, które kontroluje wodę, może szantażować ciało. Może wymusić uległość. Może zmusić ludzi do stania w kolejce. Może wydawać kartki, przepustki i racje.
Jednak czy w ten sposób przejmie wiedzę? Czy w ten sposób przejmie kod? Czy w ten sposób przejmie klucze kryptograficzne? Czy w ten sposób przejmie reputację? Czy w ten sposób przejmie relacje biznesowe? Czy w ten sposób przejmie zdolność twórczą? Czy w ten sposób przejmie rozproszoną organizację ludzi, którzy sobie ufają? Czy w ten sposób uzyska produktywność wolnego społeczeństwa?
Nie. Uzyska strach. Uzyska ciszę. Uzyska uległość. Uzyska biedę.
Szantaż wodą może dać władzę nad ciałem, ale nie daje automatycznie władzy nad tym, co w nowoczesnej gospodarce najważniejsze: inteligencją, informacją, zaufaniem, organizacją i innowacją.
- Państwo może zabrać fabrykę. Trudniej zabrać algorytm.
- Państwo może zająć budynek. Trudniej zająć sieć relacji.
- Państwo może przejąć konto. Trudniej przejąć klucz.
- Państwo może zamknąć człowieka. Trudniej wydobyć z niego twórczą produktywność.
I tu zaczyna się kryzys przemocy.
Władza jest narkotykiem, ale narkotyk też kosztuje
Oczywiście władza nie jest czystą księgowością. Ludzie nie rządzą wyłącznie po to, by mieć więcej pieniędzy w sensie bezwzględnym. Rządzą też dla statusu. Dla dominacji. Dla prestiżu. Dla upojenia cudzym posłuszeństwem.
Władza ma wymiar psychologiczny. Jest narkotykiem hierarchii.
Niemniej ten fakt nie obala rachunku kosztów. On tylko pokazuje, dlaczego państwa będą trwały dłużej, niż wynikałoby z czystej kalkulacji ekonomicznej.
Elity mogą bronić władzy nawet wtedy, gdy władza staje się gospodarczo głupia. Mogą utrzymywać aparat przymusu z powodów prestiżowych, ideologicznych, plemiennych i psychologicznych. Mogą niszczyć bogactwo, byle zachować hierarchię. Mogą woleć biedniejsze społeczeństwo, którym rządzą, od bogatszego społeczeństwa, które wymyka im się z rąk.
Historia zna takie przypadki!
Jednak ewolucja cywilizacji jest bezlitosna. System, który przedkłada dominację nad produktywność, zaczyna przegrywać z systemami, które lepiej wykorzystują energię, wiedzę i ludzką współpracę.
Władza może być narkotykiem, ale narkomania elit nie jest modelem rozwoju cywilizacji. Jest modelem degeneracji.
Dlatego psychologia władzy nie unieważnia mojego modelu. Ona go uzupełnia. Pokazuje, że państwo może bronić się irracjonalnie, brutalnie i długo. Jednak im dłużej broni się wbrew rachunkowi kosztów, tym bardziej przypomina zamek warowny w epoce artylerii.
Może jeszcze stać. Może nawet wyglądać groźnie. Jedank jego czas już minął.
Miecz drożeje, tarcza tanieje
Sedno mojego rozumowania można streścić bardzo prosto. Aparat przymusu musi kontrolować wszystkich, stale, centralnie, biurokratycznie i terytorialnie. Jednostka musi obronić tylko swój fragment rzeczywistości.
Państwo musi utrzymać policję, sądy, urzędy, rejestry, systemy podatkowe, granice, kontrolę przepływów, propagandę, szkolnictwo, regulacje, nadzór finansowy, infrastrukturę przymusu i całą maszynerię legalnej przemocy.
Jednostka potrzebuje coraz tańszych narzędzi obrony: szyfrowania, automatyzacji, migracji, zdalnej pracy, prywatnych ubezpieczeń, zdecentralizowanych protokołów, alternatywnych walut, prywatnych sieci zaufania, sztucznej inteligencji i mobilnego kapitału.
To jest asymetria!
- Państwo działa ciężko. Jednostka działa lekko.
- Państwo działa centralnie. Jednostka działa rozproszenie.
- Państwo działa terytorialnie. Jednostka działa sieciowo.
Państwo musi widzieć, mierzyć, rejestrować, karać i egzekwować. Jednostka może ukryć, zaszyfrować, przenieść, zautomatyzować, obejść albo zmienić jurysdykcję.
To nie oznacza natychmiastowej wolności. To oznacza zmianę relacji kosztów. Miecz drożeje. Tarcza tanieje.
Państwo jako przestarzały kapelusz technologiczny
W mojej teorii kapeluszy cywilizacja rozwija się przez kolejne warstwy dominujących technologii. Każdy kapelusz przez pewien czas organizuje społeczeństwo. Potem dochodzi do granicy, kostnieje i zostaje wyparty przez następny.
Państwo narodowe było kapeluszem epoki przemysłowej.
Działało dobrze tam, gdzie ludzie byli osiadli, majątek był materialny, praca była lokalna, produkcja była fabryczna, pieniądz był państwowy, informacja była papierowa, a granice miały realną funkcję gospodarczą.
W epoce sztucznej inteligencji, kryptografii, automatyzacji, robotyki, zdalnej pracy, globalnych sieci, prywatnych protokołów i mobilnego kapitału ten kapelusz robi się za ciasny.
Państwo będzie próbowało go utrzymać. Będzie zaostrzać podatki, kontrolę, regulacje, cenzurę, nadzór, identyfikację cyfrową i centralne rejestry. Będzie krzyczeć o bezpieczeństwie, solidarności, sprawiedliwości, klimacie, walce z dezinformacją, ochronie demokracji i dobru wspólnym.
Jednak pod spodem będzie działo się coś prostszego: stara technologia przemocy będzie próbowała utrzymać monopol w świecie, którego nie umie już efektywnie kontrolować.
Nie chodzi więc o moralne życzenie, że państwo powinno upaść. Chodzi o technologiczną diagnozę, że państwo jako forma organizacji społecznej traci przewagę.
Najkrótsza wersja tezy
- Państwo nie zniknie dlatego, że ludzie nagle staną się aniołami.
- Nie zniknie dlatego, że przemoc stanie się fizycznie niemożliwa.
- Nie zniknie dlatego, że politycy dobrowolnie oddadzą władzę.
- Nie zniknie dlatego, że ktoś ich przekona do libertariańskiej etyki.
Państwo zacznie obumierać dlatego, że jego podstawowa funkcja — przemoc terytorialna — będzie coraz droższa, coraz mniej skuteczna i coraz mniej opłacalna wobec społeczeństwa uzbrojonego w technologie rozproszonej obrony, mobilności, automatyzacji i prywatnej koordynacji.
To jest cała istota sprawy.
Libertarianizm nie musi zwyciężyć jako kazanie moralne. Może zwyciężyć jako lepsza technologia organizacji społeczeństwa. A gdy dobrowolna współpraca stanie się wydajniejsza od przymusu, państwo przestanie być fundamentem cywilizacji. Stanie się kosztownym reliktem poprzedniego kapelusza.
Grzegorz GPS Świderski
t.me/KanalBlogeraGPS
Twitter.com/gps65
PS. Szerzej o intelektualnych źródłach tej tezy pisałem w notce: „Od wykładniczego postępu do upadku państwa”