Ale od początku. Bear zakochuje się w swojej przyjaciółce i ma problem, by zrobić krok w kierunku czegoś więcej. W takich sytuacjach, najlepiej, żeby to ta druga osoba zrobiła pierwszy krok. W tym przypadku tak się „dzieje”. Tj. Bear poprosił magiczną zabawkę o spełnienie jego życzenia. Nikki miała go pokochać. I pokochała. W przeciwieństwie do Beara nie miała problemu z okazywaniem swoich uczuć. Można pomyśleć, że Bear powinien być szczęśliwy. Cóż… Nikki zgotowała horror - Bear’owi, swoim znajomym, sobie i nam, widzom.
Dla reżysera filmu Curry’ego Barkera jest to debiut kinowy, który, jak wynika z komentarzy i ocen widzów, ma szansę stać się horrorem roku.
Początkowe sceny nie zwiastują ciężkiej historii. Trudno uwierzyć, że Nikki, miłej i ślicznej dziewczyny można się bać… a jednak. To jedyna postać, która wywołuje strach. Nagłe, pełne grozy dźwięki i krwawe sceny nie budzą wątpliwości z jakim gatunkiem mamy do czynienia.
Na ten film nie idziemy dla efektów specjalnych, największych gwiazd Hollywood (chociaż pewnego dnia status aktorów prawdopodobnie wzrośnie), ani zapierających dech w piersiach krajobrazów. Idziemy zobaczyć film dla warsztatu aktorskiego i dźwiękowego. Młodzi twórcy tego filmu bez wątpienia stanęli na wysokości zadania.
Sylwia Nerkowska