I właśnie to, co proponują libertarianie, a ja prorokuję jako nieuchronne, to są nowe ramy, porządek i instytucje. My nie postulujemy zniesienia tego. Po upadku państw wszystkie instytucje, które zbudowało państwo, zostaną — nadal będą szkoły, szpitale, banki, elektrownie, giełdy, sądy, wojsko, policja, służby specjalne, parlamenty etc. - zmieni się tylko ich umocowanie społeczne, przestaną być monopolami, przestaną być narzędziami aparatu terroru, staną się wolne, konkurencyjne, wolnorynkowe, pluralistyczne, prywatne — ale to będą te same budynki i ci sami ludzie.
Po upadku państw ramy, porządek i instytucje wrócą, a precyzyjniej: nigdy nie upadną wraz z państwami. Upadnie tylko sama idea statolatrii — że tym wszystkim musi zajmować się terrorysta monopolizujący te dziedziny terytorialnie.
W skali międzynarodowej anarchokapitalizm już istnieje, już działa, już się sprawdza. Najpoważniejszym problemem jest to, że suwerenne podmioty są duże i spójne terytorialnie. To powoduje, że są możliwe wojny — władca jednego terytorium może bombardować inne. A gdy świat podzieli się na tysiące Liechtensteinów składających się z licznych enklaw i eksklaw, tak jak dawne polskie ordynacje rodowe, to wojny stracą sens, bo jakiekolwiek bombardowanie wroga zniszczy też własne tereny i obiekty.
Nie jest możliwa krwawa wojna z użyciem czołgów i myśliwców między wielkimi korporacjami, które mają swoje siedziby w większości miast świata. Żadna korporacja nie zbombarduje Gurgaon, bo tam ma swoją siedzibę i swoją infrastrukturę silnie zmieszaną z zasobami wszystkich innych korporacji, z którymi miałaby walczyć.
Grzegorz GPS Świderski
t.me/KanalBlogeraGPS
Twitter.com/gps65