Dlatego od lat powtarzam: tylko pełna transparentność, może wolnościowców wyzwolić z uścisku polityki prowadzonej w oparciu o ściemnianie, plotki i infantylne gierki. Chłopcy w krótkich spodenkach myślą, że muszą zawsze ściemniać, mataczyć i tworzyć mgłę poznawczą, bo to istota polityki. Jednak profesjonalnych służb w tym nie pokonają.
Dlatego za PRL-u stosowana była prosta zasada pozwalająca się bronić przed służbami: "po każdym przesłuchaniu wszystko, o co pytali i co powiedziałeś, momentalnie opowiedz wszystkim kolegom, albo nawet opisz i opublikuj w prasie podziemnej". Taka transparentność nas wtedy ratowała, ale nie uratowała, bo jednak wielu tego nie robiło. Dokładnie tak samo służby nas teraz druzgoczą, bo mgła to ich żywioł.
Od dawna powtarzam, że informatycy Nowej Nadziei to patologia, obciach, partactwo i tandeciarstwo. Elementarnych kwestii nie rozumieją i nie umieją ogarnąć, nawet grup telegramowych z sensem nie umieją zorganizować, co specjalnej wiedzy informatycznej nie wymaga.
To jakiś tajemniczy "informatyk" Romana Łazarskiego doprowadził to afery sprawozdaniowej, która nas organizacyjnie zdruzgotała, powodując konieczność założenia "Imperium Kontratakuje" i jeszcze zdruzgocze kampanię wyborczą Konfederacji w 2027, o czym napisałem kilka solidnych raportów. Działa u nas jakaś dziwna selekcja negatywna, że do obsługi informatycznej wybiera się ignorantów i amatorów. Ciągle są jakieś problemy z systemami informatycznymi.
Nawet jak coś zostanie dobrze zrobione, to i tak tego władze nie ogarniają. Mamy świetny system komisje.info, a Wipler i jego przedszkolanka nie umieli tego użyć do zbierania podpisów w Warszawie. I tak jest na każdym kroku.
To najbardziej obciąża naszych nowonadziejowych decydentów — bo to oni wybierają informatyków. Moje ostrzeżenia i raporty dotyczące afery sprawozdaniowej nie tylko były olane, ale aktywnie zwalczane.
Mam kolegę z naszej partii w Bydgoszczy i on prowadzi portal internetowy — i nasza partyjna warszawska przedszkolanka oddelegowana do utrzymywania członków w ciemnocie wprost zażądała od niego, by usunął mój rozbudowany, porządnie uzasadniony artykuł o aferze sprawozdaniowej, której partactwo ma podłoże informatyczne.
Więc to nie jest tak, że u nas informatycy to partacze, bo tak jest w całej Polsce, co dowodzi KSeF, ale to partactwo jest celowo odgórnie wspierane.
Dodam, że za UPR-u, KNP czy KORWiN też było tak samo — wieczna fuszerka, obciach i amatorszczyzna. Ciąży na nas jakaś informatyczna klątwa.