Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Cichy dramat przedsiębiorców w dobie epidemii

Jeszcze dwa tygodnie temu, gdy obserwowałem z rosnącym niepokojem to, co działo się najpierw w Chinach, a później we Włoszech, jakoś nie docierało do mnie, że to samo może (i pewnie tak się stanie) dotrzeć do nas, do Polski. Niby była mowa o pierwszych przypadkach zachorowań, pierwszym zgonie, ale to wszystko -- w kontekście mojej firmy, a przez rozszerzenie całej gospodarki -- jakoś zagrażało mi jedynie w aspekcie chorobowym. Firma była bezpieczna, zamówienia szły szerokim strumieniem, nie było powodów do obaw, bo rok zapowiadał się rekordowo dobrze. Poza tym wiedziałem, że trzeba unikać skupisk ludzi, często myć ręce, zmienić trochę przyzwyczajeń i będzie okej. Jakoś epidemię przetrwamy. A potem gospodarka zaczęła walić się jak domek z kart, bo rząd najpierw zaciągnął na niej hamulec awaryjny, a dopiero potem zaczął zastanawiać się, co dalej...

Cichy dramat przedsiębiorców w dobie epidemii
National Park Service NPS Public Health Update (U.S. National Park Service)
źródło: https://www.nps.gov/aboutus/news/images/CDC-coronavirus-image-23311-for-web.jpg?maxwidth=650&autorotate=false

Tarcza antykryzysowa, o której trąbi wszem i wobec Premier Morawiecki to smutny żart, który nie dość, że nie ma szans na dłuższą metę przynieść pozytywnych skutków, to jeszcze do tego żart wirtualny, bo skorzystać z niego się praktycznie nie da. Odroczenie składek ZUS na 3 miesiące? A potem zapłata danin z 4 miesięcy na raz, przy braku przychodów przez okres zawieszenia? Bo takiego braku przychodów w każdej branży trzeba się spodziewać -- nawet w mojej, de facto consultingowej. Ja też mam klientów, którym przychody lecą na łeb, na szyję, bo rząd kazał ludziom siedzieć w domu. A skoro siedzą, to często nie pracują -- bo albo opiekują się dzieckiem, albo ich firmy odesłały ich z kwitkiem do domu, na przymusowe urlopy. A skoro nie pracują... to nie wydają tyle, ile zazwyczaj. To system naczyń połączonych przecież i tylko dureń nie dostrzega zagrożenia, jakie czai się tuż za rogiem.

Albo pożyczka? Serio, pytam? Pożyczka? Ja już mam pożyczkę -- konkretnie kredyt obrotowy, który lada dzień może zacząć topnieć. Kolejnej pożyczki nie chcę, bo tę trzeba oddać, a przy obecnym założeniu rządu firmy nie będą pracować. Więc pożyczka zostanie kompletnie skonsumowana na pensje pracowników. A potem firma będzie w jeszcze gorszej sytuacji niż dzisiaj. Pytam więc: dla kogo realnie te pożyczki są przeznaczone? Bo ponownie, śmiem twierdzić, że nikt, kto ma trochę oleju w głowie, takiej pożyczki nie weźmie -- bo umie liczyć i wie, że to  swego rodzaju pocałunek śmierci. Weź pan pożyczkę, a za 3 miesiące ogłaszaj upadłość. Pod warunkiem, że sądy będą już działać -- inaczej zadłużaj się jeszcze dalej, do potencjalnie niebotycznych poziomów.

Teraz nie są nam potrzebne półśrodki, odroczenia składek, preferencyjne kredyty, ubezpieczenia i mamienie wszystkich pewnością zatrudnienia w dobie epidemii. Teraz potrzebne są drastyczne środki:

  • Zawieszenie pobierania składek na ZUS (może z wyłączeniem zdrowotnej) -- nie dla tych, którzy udowodnią, że kryzys ich dotyka, tylko dla wszystkich -- zarówno dla jednoosobowych działalności, jak i dużych spółek. Dlaczego dla wszystkich, a nie tych, którym obroty spadły o 50% (jak wspominał dzisiaj w propozycji Prezydent Duda) w stosunku do lutego? Ano dlatego, że wiele firm tąpnięcia już doświadcza, bo liczba nowych zamówień spadła do zera, ale stare jeszcze są realizowane i faktury za marzec nadal są wystawiane. Papier nie pokazuje prawdziwego dramatu tych firm: one wiedzą, że za miesiąc lub dwa nie będą fakturować nic, bo nic do fakturowania już nie będzie. Wiedzą, że trzeba będzie zwolnić całą załogę (albo prędzej już to robią, wiedząc, że 1- i 3-miesięczne okresy wypowiedzenia skończą się właśnie w okolicach utraty płynności, więc kalkulują najlepiej, jak potrafią). Dzisiaj jednak księgowo wyglądają te firmy dobrze i na "pomoc" państwa się nie kwalifikują. Będą kwalifikować się za 2 miesiące, gdy przejedzą swoje limity kredytowe i nie będzie już czego ratować.
  • Dofinansowania pensji pracowników nie na zasadzie 40+40+20 (czyli obniżenie wynagrodzeń o 20% i sfinansowanie połowy pozostałej kwoty przez państwo i pracodawcę po połowie). To za mało, bo wielu firmom przychody albo już lecą w kierunku zera, albo polecą za chwilę i wtedy nawet te 40% to będzie za dużo. Rząd powinien wprowadzić dofinansowanie wynagrodzeń w kilku opcjach: np. do 70%, jak w Danii, przy założeniu, że pracodawca zagwarantuje zachowanie wysokości wynagrodzenia oraz zagwarantuje niezwolnienie pracownika w okresie dofinansowania. Albo dofinansowanie każdemu pracownikowi minimalnej krajowej (na średnią pewnie kraju by nie było stać). Bo tu chodzi o to, że pracodawców nie będzie stać na żadne wynagrodzenia dla pracowników, jeśli przychody spadną im do zera lub blisko tej wartości. Rząd tu łaski nikomu nie będzie robił, że coś od siebie "da". Przez lata odbierał, to teraz niech odda. Inaczej firmy zaczną zwalniać na potęgę - albo z zachowaniem okresu wypowiedzenia, albo i bez. Naprawdę, zwolnienie całej kadry, nawet z pogwałceniem prawa pracy, to pikuś przy konsekwencjach niezwolnienia. A i umówmy się -- jak ktoś zechce w trybie natychmiastowym zwolnić załogę, która i tak pracuje zdalnie, to nikt -- nawet sądy -- mu tego nie zabronią. Bo co z tego, że pracownikowi przysługuje możliwość wniesienia protestu do sądu pracy, jak biura podawcze sądów nie działają? Prawo przestało w naszym kraju obowiązywać w momencie, w którym sądy przestały rozpatrywać sprawy, więc hulaj dusza -- Boga nie ma! Czy jakoś tak.

To rząd zaciągnął hamulec gospodarce, nie firmy. Więc niech ten rząd nie wymaga od firm niemożliwego -- płacenia podatków (jakichkolwiek), przy zachowaniu wszelkich innych obciążeń w postaci ZUS. Prawo niby chroni pracowników. A kto ochroni pracodawców przez nieadekwatnością obowiązujących przepisów do rzeczywistości? Bo przepisy te kompletnie nie przystają do warunków, w jakich przychodzi nam dzisiaj funkcjonować. Te przepisy są do natychmiastowego i kompletnego zawieszenia. Na czas trwania stanu epidemii (no bo przecież dzisiaj to dopiero początek epidemii, a będzie tylko gorzej). Z tym nie można czekać -- ani jednego dnia.

Jeśli rząd nie chce, żeby za miesiąc przez kraj przelała się fala cichych bankructw (cichych, bo sądy nie działają, ale firm nawet i bez ogłaszania upadłości nie będzie), a za dwa miesiące na ulice wyszli wszyscy nowobezrobotni (liczeni milionami, bo z każdym dniem, kiedy firmy nie otrzymują wymiernego wsparcia do grona bezrobotnych dołączać będą dziesiątki tysięcy ludzi) oburzeni swoim losem w warunkach epidemii, po utracie jakiegoś bliskiego -- a nawet sami chorzy i zarażający, to działać trzeba już dzisiaj.

Rządowa tarcza, o wirtualnej wartości 212 mld zł, to wielokrotnie za mało. Ja postuluję, że lepszym rozwiązaniem, niż klejenie plasterką na przerwaną aortę polskiej gospodarki będzie zrujnowanie tegorocznego budżetu i przeznaczenie kwot liczonych w bilionach złotych na ratowanie gospodarki. Lepiej zrujnować budżet dzisiaj, zadłużyć państwo, jak nikt inny wcześniej, ale pozwolić gospodarce istnieć, a później odbudować kraj. Lepiej tak, bo obecna droga doprowadzi do tego, że za 2-3 miesiące, jak główna fala epidemii zacznie opadać a my skończymy chować bliskich, pracy nie będzie miał już nikt w sektorze prywatnym. Istnieć będzie tylko budżetówka -- a i to nie jest do końca takie pewne. Obudowywać nie będzie już czego, bo każdy Polak będzie miał zadłużenie względem skarbu państwa liczone w setkach tysięcy złotych. Niektórzy w milionach. A tego ściągnąć i tak nie będzie z czego...

Takie moje przemyślenie na temat kolejnego weekendu w dobie kroczącego już kryzysu gospodarczego, jaki skalę będzie miał rzędy wielkości większą, niż kryzys z 2008 roku. Myślę, zupełnie na poważnie, że pod względem skali dramatów ludzkich i strat dla gospodarki mamy szansę przebić kryzys z 1929 roku. Włos mi się na głowie jeży, jak pomyślę, że jak nasza rzeczywistość może wyglądać za kilka miesięcy.

Data:
Kategoria: Gospodarka
Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.