Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Pseudokomentowanie pseudopolityki

Mdli. Dziennikarze, publicyści, internauci. Komentują wypowiedzi i działania ludzi, którzy zostali - z rozmaitych przyczyn - parlamentarzystami. Nie wnosząc nic konstruktywnego, odkrywczego, mądrego.

Komentują także wszelkie najdrobniejsze, nie mające znaczenia zjawiska polityczno-społeczne. Internet dzisiaj (w szczególności Twitter) pełen jest dziecinnych postaw wyrażanych w miałkich i banalnych myślach popartych uporem niedojrzałych emocji. Dlaczego? Po co? Aby zawołać "ja też jestem i chcę czuć się ważny"?

Wygląda to jakby małe dzieci w krótkich spodenkach kłóciły się, czyj tata jest lepszy, albo czyja mama gotuje smaczniejszą zupę. Patrzę na ten cały kocioł i jakoś nie widzę nadziei na lepsze zmiany. Kilka procent ludzi zdroworozsądkowych niestety pozostanie w tej niszy i nie zdoła osiągnąć większości w żadnym stopniu i w dość rozpoznawalnej przyszłości. Reszta nie głosuje, bo nadzieję już dawno porzuciła. Żerują na tym wszystkim niestety tym cwaniacy, cynicy, karierowicze, albo i naiwni ideolodzy, którzy być może święcie wierzą, że takie ich działania mają jakikolwiek dobry skutek lub coś tym budują.

Czy to zdziwienie, że tacy, a nie inni ludzie są posłami i senatorami? Na co narzekanie? Na samych siebie. Przecież oni są wyłącznie emanacją i reprezentantami ich wyborców. Są dokładnie tacy sami. Gdyby ich wyborcy zasiedli w sejmie czy senacie, zachowywaliby się identycznie. Widać to po opiniach i komentarzach na forach portali, Twitterze, Facebooku. Dziecięce emocje są wyznacznikiem toku publicznej pseudodyskusji. Dołączyli do niej niestety co, którzy powinni tylko (aż) przekazywać informacje. Trudno nazwać ich dziennikarzami, ponieważ nie spełniają oni swej podstawowej funkcji.

Z jednej strony widzę irracjonalną manię wielkości spowodowaną kompleksami i objawiającą się w ogromnym pragnienu burzenia do gołej ziemi z jednoczesnym stawianiem wszędzie pomników. Tak jakby w Polsce nie było na co innego wydać pieniędzy, tylko na setki i tysiące pomników. Emigracja postępuje, więcej ludzi umiera niż się rodzi, poza miastami drogi lokalne usiane są dziurami, ogromny deficyt w budżecie, brakuje na wszystko, a ludzie w tym szale emocji do cna będą drenować kieszenie i patrzeć w pustym, starzejącym się kraju na poustawiane wszędzie pomniki. Zupełnie jak w krajach komunistycznych, gdzie mania pomników zawsze istniała, właśnie ze względów ideologicznych. Spróbuj jednak wytłumaczyć takiemu rozpalonemu wyborcy, że może są inne potrzeby niż pomniki, to spotkasz się z reakcją jak w piaskownicy: sypanie piaskiem w twoim kierunku, "głupi jesteś" i tym podobne, albo zakończone obrażeniem się, płaczem i ucieczką w ramiona idola (jak do mamy czy do taty), bo przecież on jest najmądrzejszy.

Z drugiej, takie same kompleksy, iż przecież my nic nie potrafimy i lepiej, aby zajął się nami ktoś inny, bo tak zostali przyzwyczajeni. "Moja racja jest najmojsza", a ty jesteś głupi albo faszysta. Dzieci podsłuchują u rodziców pewne słowa, a potem obrzucają nimi rówieśników, nie rozumiejąc znaczenia tych pojęć, błędnie ich używając. Niemożność zrozumienia, że ktoś może myśleć po prostu inaczej. Ktoś za granicą kichnął i z tego powodu zamartwianie się i płacz, histeria. Dziecko płacze, bo ciocia mu coś powiedziała i nie potrafi sobie brzdąc z tym poradzić. Kompleksy z obu stron i szukanie taty. Dla jednych tatą jest Tusk, dla innych Kaczyński. Łatwiej jest zrozumieć to uwielbienie dla Stalina w ZSRR i pociąg dla kultu jednostki. Śmiechy z obu stron, że na Wschodzie taka dzicz, że potrzebuje trzymania w ryzach, a nie widzą, że sami tego potrzebują i łakną. Jak dziecko, które szuka autorytetu, kogoś, na kogo zda swe decyzje, wahania, rozterki, pragnienia i że... ktoś za nie wszystko zrobi. Dojrzałość polega na tym, że my sami przejmujemy swoje życie w swoje ręce. Sami sobie sterem, żeglarzem, okrętem, sami wyznaczamy kierunek i na podstawie danych analizujemy oraz podejmujemy decyzję. Ludzie obawiając się odpowiedzialności, szukają jakiegokolwiek "taty". Robią wszystko to, co powie. Jeśli powie, że mleko jest zdrowe, będą pić. Jeśli uzna, że jest szkodliwe, będą tępić hodowców krów. Dotyczy to każdej strony konfliktu. Do tego chóru wyzbywającego się swej niezależności dołączają ci, którzy powinni spełniać obowiązki dziennikarskie. Widząc kłótnie w piaskownicy, sami nie są w stanie zdobyć się na obserwacje, ale również z dziecinnymi emocjami wkraczają do obrzucania się nieczystościami. Ponoszą ich emocje, te niedojrzałe. Jedni piszą więc o kotku prezesa, inni o tweecie przewodniczącego czy o nieżywej wiewiórce. I zachwycają się, jaki to on wspaniały, bo lubi kotki, albo inni tak wyraża troskę o nas. Jaki to cudowny tata, ponieważ przykręcił mi siodełko do roweru. Jest taki silny i nie ma lepszego na świecie.

Pseudpolitycy (bo trudno przypuszczać, aby rozumieli, czym była polityka w starożytnej Grecji) chcą się więc pokazać (zobaczcie, jaki jestem najlepszy i jacy tamci są źli) usilnie chodzą do siedzib radiostacji, telewizji, piszą twitty, krzyczą. Dziennikarze ten bełkot powielają, przekazują, zamiast rzeczowych informacji. Zachwycają się kłótnią, bo przecież emocje są takie ciekawe, nie są nudne. Owi pseudpolitycy powinni siedzieć w gabinetach i pracować. Dojeżdżać do swych biur i spotykać się z wyborcami. Ich obecność w mediach powinna być zerowa. Wypowiadać powinni się na chłodno rzecznicy, przedstawiać, który poseł jakimi zagadnieniami się zajmuje.

Ludzie? Wyborcy? Może wtedy trochę bardziej zajęliby się czymś poważniejszym lub przyjemniejszym niż kłótnie, sypaniem piasku komuś w oczy, rozwalaniem komuś czyjejś babki z piasku, czy pustym sporem, czyj tata jest lepszy. Czy to kiedyś nastąpi?

***

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.