Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

FRONTEX, EBA, EMA, DUPA

Polska przegrała wyścig o schedę po Wielkiej Brytanii, która po Brexit traci swoje miejsca na mapie siedzib różnych europejskich agencji, a polski rząd puszcza zasłonę propagandową.

FRONTEX, EBA, EMA, DUPA
źródło: Wikipedia

Wczoraj rząd fetował ... no właśnie co. To jest dobre pytanie. W przekazach medialnych brzmiało to jakby Polska właśnie co pozyskała do zlokalizowania na swoim terytorium jednej z europejskich agencji. Frontex, który jest w Polsce zlokalizowany już od ... 2005 roku. To co wczoraj zrobiono to jedynie podpisanie umowy na nową siedzibę, budynek, ale fetowano to jakby ... no właśnie. Dlaczego tak?

W tym tygodniu, bowiem rozstrzygało się gdzie będą zlokalizowane dwie agencje europejskie, które do tej pory były zlokalizowane w Wielkiej Brytanii. Chętnych do ich pozyskania było wielu, kilka miesięcy temu i polski rząd deklarował, że na pewno pozyskamy, którąś z agencji. "Należy nam się to, jako dużemy krajowi." - taką słyszeliśmy argumentację. Gra szła o Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) i Europejską Agencję Leków (EMA), które do tej pory były w Londynie. Do walki o te instytucje stanęło 23 kraje w tym Polska. Tę grę jednak kończymy na tarczy. Paryż otrzymuje EBA, a Amsterdam EMA. Polska zostaje z niczym, jednak by przykryć tę kolejną porażkę świętujemy odrzewanie kotleta pod nazwą Frontex.

Źródła naszej porażki wydaje się są przynajmniej dwa. 

Pierwsze to nasze "wstawanie z kolan" na europejskiej arenie. Czyli krótko mówiąc skłócenie się chyba ze wszystkimi partnerami na arenie europejskiej z wyjątkiem Węgier, które jednak "jak pokorne ciele dwie matki ssą". Ta polityka wybijania się na niepodległość i niezależność, jakby nie była słuszna ma swoją cenę, my nie handlujemy w Unii Europejskiej my się rzucamy jak ryba wyjęta z wody. Można było minimalizować straty poprzez umiejętny PR, ale nasz MSZ sobie z tym nie radzi i bardzo często ta polityka europejska, zagraniczna jest kładziona w ofierze potrzebom polityki krajowej. Czyli podsumowując kierunek na stawanie się bardziej asertywnym państwem wydaje się prawidłowy i chyba w końcu po 25 latach potrzebny, ale wykonanie ... jest dramatyczne i bez liczenia się z takimi właśnie stratami. Społeczeństwu z kolei nie tłumaczy się tych oczywistych konsekwencji tylko mami się ... Frontexami. Propaganda sukcesu, którego nie ma.

Drugi powód przynajmnie w sprawie Europejskiej Agencji Leków jest dość specyficzny. Głosowania odbywały się w trzech turach. W pierwszej turze Mediolan dostał 25 punktów, Amsterdam i Kopenhaga po 20. Bratysława 5; Barcelona 13; Sztokholm 12; Ateny 10; Porto 10; Warszawa i Bukareszt 7; Bruksela i Helsinki 5; Wiedeń 4; Bonn, Lille i Sofia 3. Do trzeciej rundy dotrwały Mediolan i Amsterdam, które uzyskały tyle samo głosów i zdecydowało losowanie. W tym przypadku nadzieję rozdmuchał minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł, który obwieścił w sierpniu 2017, że "Warszawa ma duże szanse na pozytywną decyzję”, po czym nie zrobił w zasadzie nic. Bez pracy nie ma kołaczy i jak widać Agencji w Warszawie również nie. Niezależnie od wszystkiego, nasze szanse jednak zmalały prawie do zera po liście z 29 sierpnia 2017 roku pracowników EMA, który piszą (tłumaczenie za portalem oko.press): „Jeżeli Europejska Agencja Leków zostanie przeniesiona do kraju, gdzie dyskryminuje się osoby LGBT, wtedy załoga będzie musiała wybierać pomiędzy Agencją a utrzymaniem równych praw i prawnej ochrony”. Agencja zatrudnia ok. 70 osób o takich preferencjach, pod listem podpisało się 250 osób. Sprawa przeniesienia Agencji stała się, więc sprawą ideologiczną, na co wg portalu Oko.press minister Radziwiłł nie zareagował w żaden sposób na arenie międzynarodowej, a ten podniesiony argument miał jakoby mieć duży wpływ na naszą porażkę. 

Jak widać, nie tylko nasza nieumiejętna polityka "wstawania z kolan" ma swoje konsekwencje, ale i inne aspekty polityki wewnętrznej będą rzutowały na nasze interesy na arenie międzynarodowej. Polityka quasi izolacjonizmu państwowego, samowystarczalności Polski tak często podnoszona w debacie w kraju, ma swoje echa za granicą. To nie jest tak, że nikt nie zwraca uwagi na to co polscy politycy wygadują w kraju. To co zostanie powiedziane w kraju może zostać użyte przeciwko nam za granicą. Słowa mają swoje konsekwencje i rząd mógłby uwzględniać je w swoich kalkulacjach lub minimalizować ich reperkusje chociażby bardziej umiejętną dyplomacją, a nie żadną.

Jeżeli tekst się podobał zrób radochę autorowi i udostępnij, niech inni też przeczytają.

Data:
Kategoria: Świat

zofia.klimar

Perspektywa - https://www.mpolska24.pl/blog/perspektywa

Perspektywa to droga, kręta lub prosta, jednak konieczna by dojść do celu. On sam bywa często tylko pięknym marzeniem...

Komentarze 1 skomentuj »

Europie pozostała jeszcze tytułowa DUPA którą jej i takim zwolennikom targowicy jak Ty właśnie pokazujemy. Jak można się tak podle cieszyć z tego że niby się coś Polsce nie powiodło? Jakim trzeba być zaprzańcem i zdrajcą polskiej racji stanu. Tfujjjj

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.