Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Moje memuary

Moje „memuary” dotyczące ćwiczeń rezerwy, które odbyły się podczas ćwiczeń poligonowych NATO Dragon 2017 - piszę „podczas” a nie „w trakcie” ponieważ nie sądzę abyśmy, jako rezerwa mogli brać w nich udział - zacznę od wiosennego spotkania w WKU.

Moje memuary
źródło: fot. własna: "Snieżnik"

Zadzwoniono do mnie z WKU, z zaproszeniem w celu uzupełnienia danych osobowych. Na miejscu okazało się, że trzeba podać do ewidencji swoje dane biometryczne, czyli wzrost, waga, rozmiar buta, dłoni itd. Miła Pani (wszystkie Panie w WKU są miłe) wpisywała te dane do systemu i na moje pytanie w jakim celu te dane mają się znajdować w WKU, wyjaśniła że dane zostaną przesłane do jednostki, do której rezerwista ma przydział i na ich podstawie zostaną przygotowane worki z umundurowaniem.

Mając w pamięci ostatnie ćwiczenia rezerwy, gdzie Pułk wystawiał batalion zabezpieczenia złożony z rezerwistów, a było nas chyba z 200 i czas od wcielenie do umundurowania i cały bałagan przy tym, to ucieszyłem się, że wreszcie MON jest w XXI w.  

Będą już w WKU zagadnąłem co się dzieje z moim poświadczeniem bezpieczeństwa, które już wygasło nawet do informacji tajnych - poinformowano mnie że jest w trakcie wznowienia. Tak skończyła się wiosenna wizyta w WKU.

W lipcu odebrałem kolejne zaproszenie do WKU, tym razem w celu skierowania mnie na ćwiczenia rezerwy, które miały właśnie się odbyć podczas ćwiczeń poligonowych NATO Dragon 2017. Patrząc na mój przydział a dokładnie na jednostkę, to bardzo się ucieszyłem, jedyna taka jednostka w Wojsku Polskim, zaawansowana technologia, nowoczesne pole walki znane tylko z filmów. Niestety spotkało mnie rozczarowanie, chociaż teraz nie żałuję, odebrano mi ten przydział i dostałem nowy, zgodny z moją specjalnością uzyskaną w Szkole Podchorążych Rezerwy prawie 20 lat temu. Na otarcie łez okazało się że zostałem zastępcą dowódcy kompanii i jak zostałem poinformowany, będę w tym zakresie szkolony.

I znów przy okazji bytności w WKU ponowiłem zapytanie o moje poświadczenie bezpieczeństwa, na co dostałem odpowiedź, że na tym stanowisku nie potrzebuję go, co troszkę zaskoczyło mnie.

Przy odbieraniu wezwania na ćwiczenia, zostałem zapytany czy chcę podczas ćwiczeń dojeżdżać do jednostki, czy chcę być skoszarowany. Z domu do jednostki mam 50km i mam, w teorii stawiać się na 7:30, co nie stanowi problemu, ponieważ do pracy dojeżdżam 94 km i to na godzinę 7:00, a mając doświadczenia z innych ćwiczeń (30 dniowych), gdzie codziennie dojeżdżałem tyle samo kilometrów, to moja odpowiedź była jednoznaczna - będę dojeżdżał.

Podczas tej wizyty spotkałem innego rezerwistę, wezwanego po odbiór "zaproszenia" na ćwiczenia a jak się okazało będzie w przyszłości moim podwładnym, który też oświadczył że będzie dojeżdżał do jednostki. Rezerwista był zdziwiony, że podobnie jak ja dostał nowy przydział, ponieważ był marynarzem i z rozpoznaniem nie miał nic wspólnego a z rozpoznaniem elektronicznym tym bardziej.

fot. własna: "Rzutnia granatem".

Wcielenie do służby w ramach ćwiczeń rezerwy miało nastąpić w piątek 15 września a w środę odebrałem telefon z WKU i podczas rozmowy poinformowano mnie, abym zaopatrzył się w środki czystości i bieliznę na cały okres ćwiczeń, to jest 12 dni, ponieważ jednostka będzie relokowana 300km od miejsca wcielenia, co było dużym zaskoczeniem. Jak się okazało, nie wszyscy rezerwiści byli o tym poinformowani. 

Mając już taką wiedzę, zadzwoniłem do jednostki, pod podany numer telefonu i zapytałem się, co zabrać ze sobą - powiedziano, że jakieś ciuchy cywilne, bo będziemy przecież mogli wychodzić na miasto… Tak zaopatrzony, w ubrania cywilne, kosmetyki i wiedzę z WKU zgłosiłem się do wcielenia.

Jak się okazało, to nie były przygotowane żadne mundury - wydawaniem zajmowało się parę osób z administracji jednostki i trwało to "trochę" czasu i nie obyło się bez bałaganu. I tu spotkało mnie pierwsze zaskoczenie: dostaliśmy bieliznę „post afgańską” - fajna, dobrej jakoś oraz „bechatki” z podpinką. Dostaliśmy nowe mundury wz. 2010 wersja 123UP (bez wkładek na łokcie i na kolana) producent firma Unifeq, nowe buty wz. 926, ale nie zapewniono dla wszystkich żołnierzy pochewek ze stopniami, a raczej tylko nieliczni, może 10, w tym 3 na 4 oficerów dostało te pochewki. nie mówiąc nic o braku tzw. eRki, czyli oznaczeniu żołnierza rezerwy, eSPRki czy tzw. frędzli podchorążackich. 

Po umundurowaniu, otrzymaliśmy wyposażenia w postaci: pas główny, ładownica, OP1 i maska przeciwgazowa, dostaliśmy nowe Beryle w wersji B, hełmy wz. 67/75 czyli tzw. żółwik oraz zasobnik szeregowego.

fot. własna: "Z zasobnikiem"

Jeszcze zanim wsiedliśmy do autokarów, wzięliśmy udział, w miłej każdemu żołnierzowi, nawet rezerwy uroczystości. Jeden z nas złożył przysięgę na sztandar jednostki. I nie myślcie sobie, że to był młody żołnierz, nie, ten rezerwista odbył służbę wojskową 30 lat temu! Przez 30 lat nie był ani razu powołany na ćwiczenia, teraz możecie sobie wyobrazić jakie są braki w zasobach ludzkich oraz jaka była średnia wieku rezerwistów, a oscylowała wokół 40stki i była zaniżona przez dwoje kandydatów do służby zawodowej, którzy mogliby być moimi dziećmi. Większość rezerwistów było po raz pierwszy na ćwiczeniach a służbę zasadniczą odbywali w 2003, a to byli najmłodsi rezerwiści. 

Po uroczystości zostaliśmy załadowani do autokarów i wieczorem byliśmy już na miejscu przeznaczenia, gdzie zostaliśmy rozlokowani. Koszary odnowione, na wysokim poziomie, pralki w łazienkach. Tylko nikt nie wspomniał, ani w WKU, ani w jednostce, podczas rozmowy telefonicznej, ze trzeba zabrać ze sobą płyn do prania. Mając na uwadze to, że zasugerowano nam abyśmy zabrali ubrania cywilne, aby móc "normalnie" wychodzić na przepustki, chcieliśmy z tej opcji skorzystać. Niestety okazało się że przez cały okres ćwiczeń żołnierze rezerwy mają zakaz opuszczania koszar.

fot. własna: "Żółwik wiecznie żywy"

Teraz trochę o umundurowaniu i wyposażeniu - nowe mundury wz. 2010 wersja 123UP uszyte z tzw. ripstopu, są fajne, ale jakość ich jest fatalna. Już po paru dniach na kołnierzu były widoczne poprzecierania. Nie chronią przed deszczem ani przez wiatrem. Po pierwszych zajęciach z taktyki, gdzie nie gdzie zaczęły się strzępić i rozchodzić na szwach.

Buty wz. 926, tzw. letnie, najpierw byliśmy nimi zachwyceni: lekkie, wygodne ale podeszwy po paru przemarszach po kamieniach zaczęły pękać i ścierać się. Buty uszyte są po części ze skóry, po części z jakiejś membrany, nie, nie z Goretexu czy Sympatexu ale z jakieś niskiej jakości plastiku. Wystarczyło abyśmy załapali się jednego dnia na deszcz, a stopy już mieliśmy mokre. A co za tym szło, kompania zaczęła kichać, oczywiście nie było ambulatorium na miejscu, lecz na całe szczęście oficerowie rezerwy, mający doświadczenie w takich przygodach posiadali podstawowe leki, którymi dzielili się z żołnierzami.

fot. własna: "Bechatka dobra na każdą pogodę".

A teraz jedzenie o którym złego słowa nie napiszę, 4000kcal dziennie, było super, dużo i smacznie, ale brakowało jednego: wody.

Nawet nie mieliśmy manierek, na ćwiczenia musieliśmy chodzić z kupowaną w pobliskim sklepie wodą a proszę uwierzyć w słowo pisane, że źle ćwiczy się, biega z butelką wody w kieszeni udowej.

Dlaczego WOG zaopatrując jednostkę w umundurowanie i wyposażenie zapomniał o manierce? Dlaczego nie było dostępu do wody butelkowanej? Warunki pogodowe były wręcz idealne na ćwiczenia poligonowe, z wyłączeniem jednego dnia deszczowego, gdzie było zimno - temperatura wahała się pomiędzy 15 a 17 stopni ale i tak chciało się pić.

Wspomniałem, ze wydano nam „bechatki” i to z podpinką, fajnie, raz założyliśmy i to wtedy jak na złość wyszło słońce i było ciepło i znów pytanie: dlaczego nie wydano zamiast tych „bechatek” jakiś przeciwdeszczowych kurtek? Rezerwa nie zasługuje na to? Jesteśmy gorsi od WOT czy NSR?

Wyposażenie: pas główny, ładownice, stary OP1 (mało kto miał kompletny) no i maska przeciwgazowa. Na poprzednich ćwiczeniach, w których brałem udział mieliśmy starszy typ maski, tzw. buldoga czyli MP4, do której miałem szkła korekcyjne (zakupione z własnych środków), ponieważ noszę okulary a po ich zdjęciu jako krótkowidz mało widzę. Nowe maski, MP5 mają tzw. monoglas czyli już nie mogę założyć wkładek korekcyjnych ani nie jest możliwością założenie maski na okulary. Dlaczego nadal ten problem jest nie do przeskoczenia w MONie? Czy nikt nie sprawdził jak się nosi maskę bez okularów? Szczególnie że problemy z oczami to jest już choroba cywilizacyjna! 

fot. własna: "Jakość munduru niska - widać jak jest kołnierz poprzecierany.

Same zajęcia podczas szkolenia zostały poniekąd uratowane w połowie przez kadrę, która okazała się bardzo elastyczna oraz w połowie przez samych rezerwistów, którym się chciało ćwiczyć i mieli z tego frajdę. Oczywiście, tak jak można było przypuszczać nie miałem żadnych zajęć jako zastępca dowódcy kompanii, ponieważ nie miałem poświadczenia bezpieczeństwa a żołnierze nie mogli nawet dotknąć się do sprzętu bez takowego oraz bez dodatkowych kwitów dopuszczających (np. energetycznych, czy dopuszczeń do prowadzenia pojazdów). Można czerpać przyjemność z musztry, ze śpiewu ale chyba nie o to chodzi. Ze śpiewu nawet bardziej, ponieważ jeden z plutonów ułożył własną wersję piosenki ze słynnego serialu "Kawaleria Powietrzna" i która była śpiewana po chwili przez całą kompanię.

Nasi instruktorzy, mimo pierwszych oporów, wynikających z wiedzy przekazywanej na temat ćwiczeń rezerwy a dokładnie tzw. święta wódki, wykazali się, nie tylko wspomnianą elastycznością ale też zaangażowaniem. Nie byliśmy, taką rezerwą, którą wspominali, ponieważ przez cały czas ćwiczeń była prohibicja. Można było się obejść nawet bez piwa, przez te 12 dni a nawet zorganizować sobie grilla, także bez piwa. Dorosłym ludziom, w tym jak się okazało zaangażowanym w ćwiczenia wystarczy raz powiedzieć a dotrzymują umowę.

Elastyczność kadry nie wystąpiła samorzutnie, lecz została wymuszona przez sytuację. Kompania rezerwy była przez pierwsze trzy dni ćwiczeń na skraju buntu, który był pokłosiem informacji otrzymanych lub nieotrzymanych ze strony WKU oraz rozdźwiękiem między oczekiwaniami a realiami ćwiczeń. Po spotkaniu z dowódcą jednostki i przekazaniem uwag okazało się, że można zorganizować wyjazd na tzw. "Śnieżnik" czyli wirtualne pole walki. Mógł też poprowadzić zajęcia z taktyki oraz ze strzelectwa oficer, fanatyk tego co robi a w dodatku jest osobą zaangażowaną bezpośrednio w proces konstruowania nowego karabinka MSBS. Oficer ten pokazał jak należy się obchodzić z bronią, sprawnie i bezpiecznie, jak wygląda taktyka nowoczesnego pola walki a zmieniło się to i różni się od tego, czego mnie uczono prawie 20 lat temu na SPRze.

Aby to wszystko podsumować, to musiałbym bardzo źle ocenić administrację MONu czyli WKU, WSzW, WOG a bardzo pozytywnie kadrę. Administracja robi większość na odwal się, na sztukę i tu nic nie zmieniło się od 20 lat, co jest w kontrze z tym co robi kadra w jednostce, która mimo braków w zasobach stara się przekazać wiedzę, szczególnie że rezerwiści faktycznie byli zaangażowani w proces szkolenia i energia jaka przy tym powstała powinna być wykorzystana.

Data:
Kategoria: Polska
Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.