Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Populizm a sprawa polska

Gdy partia obiecuje coś przed wyborami, to małe są szanse, aby dotrzymała obietnicy. Jeszcze takiego przypadku w Polsce nie było. Robi to jednak po to, aby wybrać wybory. To, co po wyborach, staje się mniej ważne.

Daj

Z wyżej wymienionego powodu partie populistyczne prześcigają się w ilości przedwyborczych obietnic. Mieliśmy zawsze rysowany w wyobraźni kraj mlekiem i miodem płynący. Ba, jeszcze do tego najlepszą wędliną i wymarzonymi wakacjami. Komu dzisiaj wystarczy miód i mleko? Niemal każdy lubi dostawać prezenty, więc jak pisklęta w gnieździe siła wyborców krzyczy "daj, daj, daj." Do tych adresowane są owe nierealne obietnice. Jako, że większość ludzi nie potrafi odłożyć w czasie przyjemności, jeśli cierpliwość spowoduje większą nagrodę, więc partie odpowiedzialne (mówiące, że nikomu nic nie dadzą, a tylko zabiorą co niezbędne) osiągają w wyborach tylko kilkuprocentowe poparcie. Taki jest też najwidoczniej przekrój społeczeństwa. Niektóre partie głoszą więc postulaty stricte populistyczne, po czym po dojściu do władzy nie realizują niebezpiecznych dla budżetu obietnic. I słusznie. Źle też, jeśli nic nie robią, czy nie podejmują się żadnych reform, tych trudnych również. Obawiają się również, że trudne reformy spowodują odsunięcie ich od władzy? Dlaczego? Patrz: "daj, daj, daj" ze strony wyborców i ich krótkowzroczność.  

Co obiecał PiS

Mamy drugi rok rządów PiS, będziemy więc pisać o tej partii i realizacji ich obietnic. Głównym przekazem zwolenników tej partii (podsycanych przez partyjnych) było:
- Platforma defrauduje pewną część pieniędzy publicznych
- Platforma nie podwyższa kwoty wolnej od podatku
- Platforma wielokrotnie podnosi podatki. Zaś Komorowski to podpisuje.
- "Wystarczy nie kraść, a będzie na wszystko" (czytaj: kraj wakacjami i grillem płynący)
- To na co wystarczy, to 500+ oraz obniżenie wieku emerytalnego

Realizacja

Rusza maszyna. Odbył się audyt. Chyba nikt z rządu PO-PSL nie został oskarżony o przekroczenie uprawnień czy działanie na szkodę państwa. Rząd PiS wprowadza szybko 500+, aby utrzymać wysokie poparcie. Korzystając z poparcia politycy PiS wnoszą projekt zwiększający wynagrodzenie dla parlamentarzystów. Trochę się pomylili, ponieważ wyborcy takiego bezczelnego wała nie zaakceptowali. Wrzawa i krytyka spowodowała wycofanie projektu. Teraz trzeba znaleźć pieniądze na dalsze wypłaty 500 plus.

Podatki

Wyborcy zapomnieli - a obiecujący o tym nie wspominali - iż każdy podatek jest przerzucalny. Ostatecznie i tak zapłaci konsument.

a) Dlatego tłumnie przyklaskująca podatkowi bankowemu wyborca (a masz ty banksterze!) z milczeniem przyjęła podwyżkę marż i obniżkę oprocentowania lokat w bankach. Tym samym rząd najpierw dał pięćset złotych, by to sobie odzyskać w podatkach. Przecież z pustego to i Salomon nie naleje. Banki przerzuciły podatek na klientów, więc to klientom (wyborcom) zostało mniej pieniędzy w portfelu. Dodatkowo, rząd zatrudnił więcej urzędników, którzy wypłacają owe pięćset złotych. Również za to płaci podatnik. Ale cicho sza, na razie jeszcze się nie zorientował, że to z jego prawej kieszeni wyjmowane jest to, co wkładane do lewej.

b) Podatek od marketów nie udał się. I dobrze. Przecież przez ten podatek więcej zapłaciłbym w sklepie za każdy produkt. Nie stać mnie na to.
c) Abonament radiowo-telewizyjny. Donald Tusk powiedział, aby nie płacić. To ludzie nie płacili. Teraz zaś przymiarki są do tego, aby każdy zapłacił i nie miał możliwości wymigania się od daniny. Na tak marną ofertę telewizyjną, ogromny wybór bezpłatnych kanałów telewizji kablowej oraz przede wszystkim bogactwo treści w internecie, trudno, aby ktoś chciał dobrowolnie płacić. Wiele osób już nawet nie posiada telewizora, bo i po co? Znów w kieszeni zostanie mniej.
d) I koronne - opłata paliwowa. Z litości nie będę przytaczał treści, jakie wygłaszali czołowi politycy na temat cen paliw i podatków w nich zawartych. Poza tym wchodzi także kwestia, iż 25% tych pieniędzy może być (wg ustawy) przeznaczonych na obligacje Skarbu Państwa - jak słusznie zauważył Łukasz Warzecha. Czyżby chodziło o podratowanie budżetu? Jednak tu PiS poszedł za daleko i podkopał zaufanie nie tylko do siebie, ale i do prezydenta Dudy. Obiecywał bowiem, iż nie podniesie podatków. Wiele osób głosowało na PiS wyłącznie z tego powodu, mając dość obciążeń od PO-PSL. Jeśli prezydent podpisze tę daninę od wyborców, to postawi się w roli Komorowskiego, który - jak leci - podpisywał podnoszenie podatków.

Lustro pękło
    
Skoncentruję się na tym ostatnim podatku. W lustrze, w którym przeglądał się Jarosław Kaczyński, widziany jako honorowy człowiek bez skazy, pojawiła się rysa od dołu do góry. Już nie jest tym, który nie kłamie i który nie łamie obietnic dawanych wyborcom. Partia zaczęła pokrętnie tłumaczyć wprowadzenie podatku. Stoi w głębokiej sprzeczności z szumnie prezentowanym "budżet ma nadwyżkę". Podatki z paliw (VAT, akcyza, opłata paliwowa) jedynie w ok. 60% przeznaczane są na drogi. Upada więc przekaz, iż potrzeba więcej na drogi. Nie potrzeba, po prostu nie wszystko idzie tam, gdzie powinno. Ponadto z podatku nałożonego na Lasy Państwowe w latach 2011-2016 wybudowano lub odnowiono 10 tysięcy kilometrów dróg, za kwotę 8 miliardów złotych (oczywiście podatek nie pokrył wszystkiego, ale dał również podstawę do kredytów). Jest więc dedykowany dla lokalnych dróg podatek. Nowy Fundusz będzie przeznaczał maksymalnie 50% opłat na drogi lokalne. Reszta pójdzie na autostrady, za które przecież i tak potem płacimy. Oraz na drogi ekspresowe, które również zarabiają na pojazdach ciężarowych. No i na obligacje. Pieniądze napływają obficie, a rządowi ciągle mało. Ktoś tym funduszem będzie także zarządzał - mamy więc kolejne posady i biurokrację. Fundusz będzie przekazywał część środków wojewodom, a ci decydować, na jakie drogi przeznaczą pieniądze.
Wedle jakich kryteriów będą wyznaczane sumy dla województw? Może politycznych, aby wygrać kolejne wybory i wybory samodządowe?
a) Pieniądze pójdą głównie do województw, w których miasta są obsadzone prezydentami z PO? W ten sposób PiS może chcieć kupić wyborców z tych okręgów.
b) Jeśli pieniądzę będą skierowane bardziej tam, gdzie rządzi PiS, to wyborcy PiS mieszkający w okręgach "po-wskich" będą poszkodowani. W imię walki politycznej.

Jeszcze jedna rzecz. Jeżdżę po drogach w Bydgoszczy, Lublinie, a także lokalnie poza tymi miastami. I szczerze powiedziawszy, znacznie gorsza nawierzchnia jest w miastach, a nie poza nimi. Rzadko spotykam takie ubytki, kocie łby, pozapadane studzienki jak w miastach. Właściwie nie potrafię wymienić gorszej lokalnej drogi, niż ulice w Bydgoszczy. A tych, które są katorgą dla zawieszenia mojego samochodu potrafię wymienić sporo. Przekaz PiS, iż potrzeba najbardziej na lokalne drogi, akurat dla mnie również nie trzyma się kupy. A może trzyma się tylko kupy.
Mleko się rozlało. Miód może też. Partia PiS nie jest już partią, która dotrzymuje wyborczych obietnic. Rozczarowani znajdą sobie inny obiekt uczuć. Mający awersję do koalicji PO-PSL, będą szukać zrozumienia u Kukiza, Wolności, a może i w Razem, czy SLD.

Emerytury

Potrzeba finansów nie tylko na 500+, ale także na obniżkę wieku emerytalnego. Z tą wyborczą obietnicą PiS nie zgadzałem się od samego początku. Nie rozumiem jednej rzeczy i może mi to ktoś wyjaśni. Kobiety pracują przecież lżej niż mężczyźni. Nie widuję kobiety na budowie, dźwigającej ciężkie bloki z keramzytu, niosącej worki z cementem czy pracującej w kopalni węgla lub miedzi. Kobieta częściej siedzi za biurkiem. Jest mniej obciążona zwyrodnieniami stawów z tego powodu, chorób spowodowanych ciężką, fizyczną pracą. Ale to kobieta przechodzi na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyzna w wieku 65 lat. Dlaczego ma pracować o 5 lat dłużej? Jaka jest tego logika? Ponadto kobiety żyją średnio o 7-8 lat dłużej niż mężczyźni. To już jej daje przewagę około 12 lat dłużej na emeryturze, niż mężczyźnie. Nie dość, że facet pracuje dłużej, to nie długo po skończeniu kariery zawodowej - do piachu. Mógłbym zrozumieć, gdyby kobieta posiadała dwoje, troje, czworo dzieci. Za trud wychowania dzieci, podtrzymania zastępowalności pokoleń, przejdzie na emeryturę wcześniej. Znam jednak wiele kobiet, które mają tylko jedno dziecko, a znam i sporo takich, które w ogóle dzieci nie mają i mieć nie zamierzają, a część już na pewno - z powodu wieku - dzieci mieć nie będzie. W czym są one lepsze od ciężko pracujących mężczyzn? PiS nie wprowadził jednak uzależnienia wcześniejszej emerytury od ilości posiadanych dzieci. Bo to mógłby być także impuls do prokreacji, w jakimś stopniu oczywiście. I byłoby także sprawiedliwiej (słowo to partia ma na sztandarach).
Ekonomia jest zaś nieubłagana. Coraz więcej osób starszych, coraz mniej zdolnych do pracy. Kto będzie utrzymywał tych wszystkich emerytów? To ogromny koszt dla ZUS-u, ale także dla NFZ-u, mocno niedoinwestowanego. Koszty leczenia osób w podeszłym wieku są spore, a dochodzi także do tego kwestia, iż są osoby, które po przejściu na emeryturę zaczynają więcej chorować. Wynika to z nagłego osamotnienia, zmiany trybu życia, nieprzystosowania się do nowej sytuacji.

Wnioski

Wprowadzenie 500+ oraz obniżenie wieku emerytalnego stało się ogromnym obciążeniem dla budżetu. Prawo i Sprawiedliwość nie wprowadza jednak niezbędnych reform w sprawach podatków, uproszczenia prawa, zmniejszenia biurokracji i liczby urzędników. Machina biurokratyczna kosztuje. Zatrudnianych jest coraz więcej urzędników (do obsługi 500+, do obsługi funduszu drogowego będą potrzebni), a także ten rząd święci rekordy pod względem ilości wiceministrów. Nie inwestuje się w dobre prawo i edukację. Gdyby tak było, pochylonoby się nad kosztami wypadków komunikacyjnych. To kosztuje nas 50 miliardów złotych rocznie (leczenie, renty, usuwanie szkód, niezdolność do pracy, zniszczenia mienia). Trudniej jest coś wypracować. Łatwiej wyjąć komuś z kieszeni. Skoro wyborcy mówią "daj", to i rząd robi "daj". Czy wyborcy mogą mieć do nich o to pretensje? Nie mogą. I w większości "twardego elektoratu", nie mają. Okazałoby się, że nie mieli racji, pomylili się. A tak trudno przyznać się do pomyłki, czy bycia oszukanym w tak prosty sposób. Ponieważ w podświadomości może jest postawa "przecież nie wyjdę na frajera"?...

Epilog

Drenuje się kieszenie tych, co nie posiadają minimum dwoje niepełnoletnich dzieci. Skorzystali urzędnicy i osoby posiadające co najmniej dwoje niepełnoletnich dzieci. Reszta wyjdzie na minus (jeśli masz jedno dziecko lub w ogóle). Bezdzietni, samotne matki, osoby z jednym dzieckiem, rodzice posiadający dorosłe już dzieci, emeryci, renciści - każdy z nich dopłaci sporo do tych, którzy mają dwoje dzieci lub więcej. To jak kiedyś było bykowe: (za wikipedią) "W Polsce w okresie po 1945 roku potocznie nazywano w ten sposób podatek (a właściwie podwyższoną kwotę podatku dochodowego) płacony przez osoby bezdzietne, nieżonate i niezamężne powyżej 21. roku życia (od 1 stycznia 1946 do 29
listopada 1956), a później powyżej 25. roku życia".Nadchodzące kolejne podatki i zwyżki obciążeń (woda, elektryczność) spowodują, że nie wystarczy antypatia do imigrantów. To prezentuje kilka innych partii. Czekają więc nas ciekawe wybory w 2019 roku, a rok wcześniej samorządowe. Tymczasem trzymajmy się za portfele i oszczędzajmy, ile się da. Na wszelki wypadek.

Karol Łyjak

Komentarze 2 skomentuj »

Obecny rząd jest najlepszy od 1918 roku. Są problemy. Oczywiście. I tak jest najlepszy.

Być może. To się okaże. Na pewno mają komfort większości. Jednak mogą postarać się bardziej.

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.