Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Blogerzy więcej

Czy Polska ma szansę stać się państwem niepokonalnym ? - pytamy Romualda Szeremietiewa

Jesteśmy w sojuszu i musimy o niego dbać. Ale nasze bezpieczeństwo narodowe opierać się musi na naszych własnych możliwościach. System, który to zapewni, musimy zbudować.

Czy Polska ma szansę stać się państwem niepokonalnym ? - pytamy Romualda Szeremietiewa
Romuald Szeremietiew przy Krabie
źródło: redakcja

Donald Trump został nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Wprawiło to w popłoch szyderców dotąd kpiących z pomysłów, aby zbroić nasz kraj. Nagle dostrzeżono Putina? Gdzie był dotąd?

Zachwiała się konstrukcja, która przedtem wydawała się być bardzo pewna. Konstrukcja, na której opierało się bezpieczeństwo Polski. Panowało powszechne przekonanie, że Stany Zjednoczone, jako najważniejszy element NATO, gwarantują nam bezpieczeństwo i pomoc. W związku z tym ostrzeżenia, co może zrobić Rosja puszczano mimo uszu. Tymczasem wybory wygrał Donald Trumpa i nagle okazało się, że nie wiadomo w jakim kierunku pójdzie teraz polityka Stanów Zjednoczonych. A z wypowiedzi padających podczas kampanii wyborczej wynikało, że ze strony Trampa pojawiła się chęć do rozmów z Putinem. Jeżeli tak rzeczywiście miałoby się stać - cała konstrukcja, na której opiera się bezpieczeństwo Polski ległaby w gruzach. I w tym momencie widać jak na dłoni to co lekceważono dotąd: zostaniemy sam na sam z Rosją.


Wybór prorosyjskich prezydentów w kolejnych krajach: Bułgarii i Mołdawii to kolejne sygnały, że trzeba liczyć na siebie? Choć dotąd wydawało się, że inni nas obronią?

Koncepcja, która zresztą ciągle obowiązuje w przypadku polskich decydentów jest taka, że gwarancją naszego bezpieczeństwa jest pomoc sojusznicza i w razie konieczności agresję na nasz kraj odeprzemy właśnie dzięki wsparciu sojuszników. Czas chyba zacząć realistycznie myśleć o przygotowaniach obronnych.


Jednak przecież zbroimy się sami, nie oglądając na innych? "Wojska Obrony Terytorialnej powstaną 1 stycznia 2017 roku. W 2019 roku w nowej formacji ma służyć 50 tysięcy żołnierzy" informuje MON. Jednym słowem powstaje wreszcie obrona terytorialna, gromko wyśmiewana przez przeciwników, a nawet chowana swego czasu do szuflady - gdy dzisiejsza opozycja była u władzy.

Jestem zwolennikiem odbudowy OT od dawna, w roku 1999 będąc w rządzie kierowałem zespołem, który przygotował system obrony terytorialnej i nawet zaczęliśmy brygady terytorialne budować. Kiedy jednak zostałem z MON usunięty wskutek osławionej afery "korupcyjnej" projekt wstrzymano i zaczęto likwidację obrony terytorialnej nazywanej wtedy "wojskiem Szeremietiewa". Ostatnim likwidatorem OT był minister obrony z Platformy Obywatelskiej Bogdan Klich.
We wszystkich armiach na świecie są zawsze dwa komponenty: wojska operacyjne (u nas obecnie w formie armii zawodowej) i wojska terytorialne (których jeszcze nie mamy, ale mamy mieć). Tak więc to, że teraz odbudowujemy komponent obrony terytorialnej możemy nazwać przywracaniem normalności.
To jednak nie wszystko. To dopiero początek. Potrzebny jest nam bowiem system gwarantujący bezpieczeństwo państwa. Powinniśmy dysponować możliwościami prowadzenia działań obronnych w taki sposób, aby nieprzyjaciel doszedł do wniosku, że nie będzie w stanie Polski opanować. Musi dostrzec, że nawet po rozbiciu naszych wojsk regularnych nadal będzie trwał opór i Polski okupować się nie da. Wróg ma nabrać przekonania, że wojna z Polską będzie beznadziejnym przedsięwzięciem bo uwikła go w długotrwały konflikt, w którym trudno myśleć o szybkim zwycięstwie. Takie przeświadczenie powinno agresora zniechęcić do rozpoczynania wojną z Polską. Odwołuję się tutaj do słów amerykańskiego stratega Edwarda Luttwaka, byłego doradcy prezydenta Busha seniora, który powiedział: "Polska po raz pierwszy w swojej historii ma szansę stać się NIEPOKONALNĄ, jeżeli zbuduje powszechną obronę terytorialną, uzbroi obywateli tak, że agresor będzie wiedział, iż wchodząc do Polski spotka się WSZĘDZIE z oporem Polaków ".
Wróg będzie wiedział, że Polacy nie będą czekali na decyzje NATO czy Unii Europejskiej, ale każdy będzie bronił własnego domu.
Niestety ten pomysł obronny nie przebija się do głów rządzących, tak było za PO-PSL, tak jest i teraz. Wspominając wiec OT nie chodzi o to by stworzyć kilka brygad terytorialnych wspierających w razie wojny działania armii zawodowej. Potrzebny jest nam system powszechnej obrony na terenie całego kraju - tak, aby nieprzyjaciel wiedział, że w razie wojny spotka się z powszechnym oporem, i żeby zrezygnował z napaści. Nie chodzi o to aby prowadzić wojnę, ale aby jej uniknąć.

To pełna niezależność od pomocy sojuszników?

Ależ nie, pomoc zawsze się przyda i trzeba o nią zabiegać, ale trzeba też liczyć się z sytuacją, gdy jej nie otrzymamy. Musimy w końcu rozwiązać dylemat występujący od okresu międzywojennego. Wtedy liczyliśmy na pomoc sojuszników i wydawała się ona pewna. Mieliśmy odpowiednie porozumienia i przypuszczano, że Zachód chcąc uniknąć wielkiej wojny wesprze naszą obronę i razem szybko pokonamy Niemców. Było to bardzo realne biorąc pod uwagę siły jakimi dysponowała koalicja anglo-francusko-polska. Co się stało we wrześniu 1939 r. nie musze przypominać.
Teraz jesteśmy pocieszani, że dzisiejsi nasi sojusznicy są dużo pewniejsi i pomoc na pewno nadejdzie. Jako wielki sukces ogłasza się postanowienia szczytu NATO w Warszawie: umocnienie tzw. flanki wschodniej. Ale spójrzmy jaką ma to wartość? Wystarczyło, że pojawił się nowy prezydent Stanów Zjednoczonych i cała konstrukcja chwieje się - bo on może zmienić zdanie, np. w sprawie wzmacniania tej flanki - i całe nasze bezpieczeństwo zbudowane na takim "sukcesie" sypie się. Oznacza to więc, że nie można opierać bezpieczeństwa narodowego tylko na tym co dla nas zechcą zrobić inni. Musimy oprzeć je o czynniki, które są w naszej dyspozycji i o których my decydujemy. Obcy mogą nam pomóc, ale – podkreślam - nie muszą tego zrobić.
Zajmujący się siłami zbrojnymi powinni postawić sobie zasadnicze pytanie: co zrobimy, jeżeli sojusznicy nam nie pomogą? I budować taki system, który mimo to zapewni Polsce bezpieczeństwo. Oczywiście - jesteśmy w NATO, trzeba o sojusz dbać i domagać się, aby był skuteczny, ale wśród scenariuszy obronnych trzeba uwzględniać także te najgorsze.

rozmawiała Anna Raciniewska

Data:
Kategoria: Polska
Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.