Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Feministyczne katharsis

„Oprócz macicy mamy mózgi”, wznosiły w czasie manifestacji swoje tradycyjne hasło feministki. Hasło kontrowersyjne, którego kontrowersyjność na tle innych wznoszonych przez nie haseł ma charakter szczególny, gdyż te inne na ogół pomyślane są jako obrazoburcze i zwulgaryzowane, to o macicach i mózgach zawiera natomiast pewną szczególną deklarację, barwną wprawdzie, ale chyba jeszcze nie do końca udowodnioną.

Dwa proste założenia pobrzmiewają w tym haśle: 1) macice 2) mózgi. Jeśli o założenie 1) chodzi, wierzę na słowo i nie czuję przemożnej potrzeby weryfikacji, założenie 2) jest ważniejsze, bo dotyczy publicznych deklaracji osób zabierających głos w sprawach publicznych, które biegają z petycjami, za którymi z kolei biegają dziennikarze, żeby umożliwić społeczeństwu zapoznanie się z wykwintnymi postulatami typu „Nie chcę żyć w Siedmiogrodzie”. Pewien dyskomfort intelektualny jest tutaj wyczuwalny, bo jeżeli założenie numer dwa – mózgi – jest prawdziwe, trzeba by jakoś pogodzić je z transparentami takimi choćby jak ten głoszący „wciąż kurwa mać”, ten wpisujący motywy maciczne w kotwicę Polski Walczącej, ten „Czarne cipki dla PIS-u”, „Kota se ochrzcij” czy też najnowsze osiągnięcie w sztuce profanum – „Holy Mary” i coś na kształt macicy stylizowane na wizerunek Matki Boskiej.

Nieszczególnie to wszystko koresponduje z założeniem numer 2, delikatnie podając je w wątpliwość. Można więc poważyć się na domniemanie, że feministki nie całą prawdę głoszą, gdy głoszą „Oprócz macicy mamy mózgi”, co najmniej wyolbrzymiając drugie 50 % zawołania.

Nie pomaga im w tej sytuacji dzień wczorajszych protestów, po których ostanie się wspomnienie strąconej czapki policyjnej i niewiele więcej poza ogólnym wrażeniem spektakularnej klapy feministek. Nie to, żeby mnie jakoś szczególnie to przejmowało, warto jednak zastanowić się, dlaczego tak bardzo im nie wyszło.

Gdyby założenie numer 2 – mózgi – było bezwzględnie prawdziwe w każdych warunkach, istniałaby szansa, że środowiska feministyczne (i ich polityczno-medialni patroni) użyłyby ich, żeby zrozumieć sukces pierwszego Czarnego Protestu, w którym udało się im po swojej stronie zaktywizować niepolityczne obywatelki na masową skalę. A udało się dlatego, że chyba przypadkowo trafiły w bardzo nośny społecznie postulat nienaruszania aborcyjnego kompromisu. Tylko o to zwykłym kobietom chodziło, ale że przekaz w sferze symbolicznej, jak to zawsze w takich wiecowych kontekstach bywa, został zdominowany przez ośmielone frekwencją „maciczne” bojowniczki, proporcje się zaburzyły, a odbiór był często wykrzywiony i interpretowany nietrafnie, także na prawej stronie, która rozdawała razy za udział w „lewackim spędzie” nie bawiąc się w różnicowanie pomiędzy ideowymi odpowiedniczkami Natalii Przybysz a dziewczynami, które chciały tylko, żeby było, jak jest.

PIS sytuację sprofilował właściwie, bo pomimo kilku mocniejszych wypowiedzi m.in. ministra Waszczykowskiego, generalnie udało się nie obrazić wszystkich i nie zrazić do siebie szerokiej grupy społecznej (co, jak na PIS, jest przejawem dojrzałości politycznej), a przy tym udało się również jednym precyzyjnym ruchem (odrzucenie projektu Ordo Iuris) wysadzić w powietrze całą proaborcyjną narrację i ustawić się na wymarzonej pozycji obrońców kompromisu.

Taki rozwój wypadków, w którym urokliwie pogubiła się opozycja, oznaczać mógł tylko jedno – temat aborcji się dla opozycji skończył, a jedynym rozsądnym działaniem będzie teraz konsumowanie sukcesu chełpieniem się, że to my, kobiety, feministki, powstrzymałyśmy  rząd i tak dalej. Ale rozochoconym feministkom było mało, dlatego zdecydowały się wczoraj protestować na wszelki wypadek, przeciwko zmianom, których nie ma, a które wydaje im się, że będą; protestować z tylko sobie właściwym wdziękiem, okraszonym maciczną stylistyką i postulatami legalizacji aborcji.

Wyszedł z tego ten wielki, co to go feministki niespecjalnie lubią, a przy którym jeszcze wychodzą bąbelki, bo musiało tak wyjść – nie ma w Polsce ani akceptacji, ani sympatii dla szeroko rozumianych poglądów feministycznych i gdyby zapewnienie „oprócz macicy mamy mózgi” było w pełni wiarygodne, feministki i ich medialni patroni rozumieliby to. Nie rozumieją, dlatego zamiast uczepić się sukcesu Czarnego Protestu, przeszarżowały, co jest bardzo dobre, bo unaoczniło wielu ludziom, którzy na co dzień nie miewają przyjemności obcowania z nimi, jak bardzo nie przystają one do tego, co zdroworozsądkowy człowiek może uznać za akceptowalne. Źle diagnozując sytuację, rozpoczęły jasno artykułowaną walkę o legalną aborcję, roztrwaniając przy okazji swój potencjalny dorobek Czarnego Protestu. Dzięki nim nowoczesny feminizm, który do tej pory rozbijał się gdzieś po uniwersyteckich czeluściach typu „gender studies”, zaistniał w wyobraźni przeciętnego Polaka, co moim zdaniem, kosztem chwilowego dyskomfortu, w dłuższej perspektywie skutek przyniesie pożądany – szok spowoduje swoiste katharsis, które jeszcze mocniej wciśnie feministyczny radykalizm w margines.

Data:
Kategoria: Polska

Tomek Laskus

Tomek Laskus - https://www.mpolska24.pl/blog/tomek-laskus

Student UW
Twitter: https://twitter.com/tomeklaskus
Facebook: https://www.facebook.com/t.laskus

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.