Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Unijna maczuga, europarlamentarny kastet

Unijna maczuga, europarlamentarny kastet
źródło: (Pixabay)

Unijni, w tym europarlamentarni, obrońcy Trybunału Konstytucyjnego nie są konsekwentni, co pokazała ostania debata w PE w Strasburgu na temat Polski. Była to debata numer trzy podczas ostatnich kilku miesięcy. Do końca kadencji PE pozostały niespełna trzy lata, jest szansa – jak się bawić, to się bawić ‒ żeby jeszcze takich debat było dziesięć albo i piętnaście. UE dostała Pokojową Nagrodę Nobla, to PE może wejść do Księgi Rekordów Guinnessa, czyż nie? Wracając do niekonsekwentnych europosłów, to owi brukselscy defensorzy Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, którzy bronili go zdaje się bardziej niż niepodległości własnych krajów, chyba zapomnieli, że TK w Polsce wydał werdykt jednoznacznie antyaborcyjny. Było to co prawda 19 lat temu i choć wiele czasu upłynęło w Wiśle, Warcie i Odrze od tego czasu, to nikt owej decyzji nie anulował. Jeżeli panie i panowie europosłanki z różnych krajów tak bronią nienaruszalnych decyzji TK w Polsce, to niech bronią konsekwentnie, pryncypialnie, po całości i do końca. Jeśli natomiast wybierają sobie to, co w repertuarze Trybunału w Warszawie jest im wygodne, to tracą natychmiast cnotę integralnych obrońców demokracji, stając się polityczkami (sic!) i politykami, którzy traktują instytucję TK w naszym kraju, jak kolejną wygodną maczugę.

Czy pamiętacie Państwo gorącą debatę w styczniu tego roku w europarlamencie w Strasburgu na temat poddawanych seksualne przemocy, poniżanych i bitych Niemek w Kolonii i wielu innych niemieckich miastach? Nie pamiętacie? Naprawdę? Proszę nie biec po Geriavit i nie bać się, że dopadła Was nagle amnezja. Nie pamiętacie tej debaty, bo po prostu jej w ogóle nie było. Owszem, była debata o „wydarzeniach w Kolonii” (fajny eufemizm!), ale nie o „prawach kobiet w RFN”. Wtedy inicjatorzy obecnej debaty o prawach kobiet w Polsce czyli postkomuniści i nordycka lewica wraz z tymi, którzy ich poparli czyli socjalistami, liberałami i zielonymi, nie uznawali za stosowne, aby Strasburg zajął się tym drobiazgiem.

Gdy mowa o niekonsekwencji europosłów w kontekście TK i aborcji, to dodajmy niekonsekwencję Europejskiej Partii Ludowej, która w sporej mierze poparła pomysł kolejnej „polskiej” debaty w europarlamencie, chyba nie wiedząc (ach, te kanały informacyjne) albo nie chcąc wiedzieć, że oto składowa część ich frakcji na poziomie europejskim – PSL – zgłosiła wniosek o odrzucenie drugiego projektu obywatelskiego dotyczącego większej „dopuszczalności aborcji” (tłumacząc na polski: mniejszej ochrony życia). Zdaje się, że żadnych manifestacji pod siedzibami PSL-u nie było, a pod PiS-em i owszem.

Skądinąd obserwując tę debatę w Strasburgu, a nawet w niej uczestnicząc, mogłem przekonać się naocznie, że wiedza o realnej sytuacji w Polsce, konkretne argumenty i fakty niespecjalnie (delikatnie mówiąc) interesowały tych, którzy zabierali głos. Oni wiedzieli lepiej. Oni nie musieli słuchać i oni słuchać nie chcieli. Bo przecież nie o prawdę tu chodziło, o ustalenie stanu faktycznego, ale o ideologiczny projekt wzięcia Polski w dyby tego, co oni mają u siebie i uważają za stosowne, aby narzucać to innym.

Oczywiście Parlament Europejski nie ma w obszarze moralności i obyczajowości żadnej mocy sprawczej. Zresztą Unia jako taka – takoż. To sprawy zastrzeżone do kompetencji poszczególnych krajów członkowskich.

I może właśnie o to tu chodzi? Może właśnie dlatego to ich tak podnieca i ich tak wkurza? Jak nie mogą użyć maczugi dyrektyw, bejsbolowego kija formalno-prawnego, to biorą kastet presji propagandowo-medialno-europarlamentarnej. Śmierdzi to na tysiąc kilometrów – tyle mniej więcej dzieli Brukselę od Warszawy – hipokryzją, podwójnymi standardami i złą wolą. Na tyle ich tylko stać. Dużo i niedużo. Jak widać: wciąż za mało...


*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (12.10.2016)

Data:
Kategoria: Polska

Ryszard Czarnecki

Ryszard Czarnecki - https://www.mpolska24.pl/blog/ryszard-czarnecki

polski polityk, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.

Polska

Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.