Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Rosja uspokaja Korwin-Mikkego: Wojny nie budiet

Człowiek roztropny nie ogranicza się do wysłuchania opinii tylko jednej strony. Zawsze warto poznać racje i zapatrywania wielu uczestników dysputy. Gdybyśmy jednak mieli na poważnie brać to, co przy różnych okazjach ma do powiedzenia Korwin-Mikke nie moglibyśmy wprost zmrużyć oka. Przykładowo z konfliktu o TK JKM wywiódł nieuchronność wojny domowej, o wybuchu histerii po każdej decyzji godzącej w interesy i bezpieczeństwo Rosji nie wspominając.

Rosja uspokaja Korwin-Mikkego: Wojny nie budiet
źródło: internet

W kraju, chwalić Boga, pokój. KODzisko jakby straciło pazury. Szczyt NATO odbył się zgodnie z planem.Tam zgromadzeni bynajmniej o przewadze agresywności ruskiej nad "rusofobiczną" nie byli przekonani i postanowili, że podchodzą bliżej ku Rosiji (http://www.mpolska24.pl/post/12463/o-niewatpliwej-przewadze-agresywnosci-ruskiej-nad-rusofobiczna).   

Najwyraźniej USA i NATO niezbyt przejęły się ostrzeżeniami i apelami Korwin-Mikkego i nie zamierzają biernie przypatrywać się odradzaniu się i ekspansji Imperium Zła (gdyby tak śp. Ronald Reagan wpadł na przemyślny pomysł o zachowaniu równowagi i niedrażnieniu sowietów), nie mają zamiaru pasywnie wyczekiwać następnej wojny hybrydowej, podwinąć ogon pod siebie, oddać Rosji zachodnią część Ukrainy ("sztandarowy" postulat JKM) i udawać, że "nic się nie stało" tylko zachowują się jak na mocarstwo/cesarstwo przystało. Wbrew obawom JKM, że Rosja "panicznie" zlęknie się i zrobi coś niebezpiecznego ta, zorientowawszy się, co się dzieje, zamiast "guzika" włączyła myślenie. 

Oczywiście Putin jak zwykle warknął. Mikke histerycznie pomstował o „zachwianiu równowagi”, ale ostatecznie wszystko wróciło do normy. Tzn., do rozmów przy stole. Onet relacjonuje:

Nie jest przyjemne być w tych dniach ambasadorem Rosji przy NATO. Kiedy Aleksander Gruszko wszedł do wielkiej, zabezpieczonej przed podsłuchami sali posiedzeń w głównej kwaterze NATO w Brukseli, miał ze sobą wsparcie. Obok niego przy okrągłym stole zasiadł jeden generał, a dwaj kolejni zajęli miejsca tuż za nim.

Gruszko spojrzał na dywan w biało-niebieskie róże wiatrów z emblematem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Na posiedzenie Rady NATO–Rosja, dopiero drugie od czasu aneksji Krymu, przybyło wszystkich 28 ambasadorów Sojuszu. Atmosfera w pozbawionej okien sali była napięta. Wszyscy zastanawiali się, jak Moskwa zareaguje na postanowienia warszawskiego szczytu.

Rosyjski dyplomata monotonnym głosem zaczął odczytywać z kartki swoje przemówienie. Rozmieszczenie oddziałów NATO w Europie Wschodniej jest działaniem przesadnym i szkodliwym, oznaczającym "powrót do nastrojów z czasów zimnej wojny" – stwierdził. Zachód wykorzystuje kryzys ukraiński jako pretekst do zbrojeń. Jednym słowem, była to zwykła rosyjska litania. Dopiero gdy głos zabrał wysłannik moskiewskiego ministerstwa obrony, wszyscy nagle się przebudzili.

 – Na rozkaz prezydenta – odczytał generał – wypracowana została propozycja, jak można by zmniejszyć ryzyko niebezpiecznych militarnych incydentów podczas lotów nad Morzem Bałtyckim, między innymi przez włączanie nadajników radiowych. Rosja proponuje zorganizowanie w Moskwie spotkania wysokich rangą ekspertów wojskowych obu stron, by omówić szczegóły.

 NATO już od dawna krytykuje ryzykowne manewry rosyjskich samolotów bojowych. W ostatnich latach wiele razy o mało nie doszło do zderzenia, bo odrzutowce Sojuszu i rosyjskie maszyny podeszły do siebie niebezpiecznie blisko.

Ambasadorzy byli zaskoczeni. Nikt nie spodziewał się rosyjskiej oferty po tym, jak NATO kilka dni przed szczytem w Warszawie potępiło ostro "destabilizujące akcje" Rosji i zapowiedziało, że w celu odstraszania wyśle do krajów bałtyckich i Polski cztery stacjonujące rotacyjnie bataliony bojowe.

Moskwa zaś nie reaguje na to w ostry sposób, lecz przedstawia własną propozycję? Ale generał nie przeczytał jeszcze całego tekstu ze swojej kartki. Po chwili złożył drugą ofertę. Na następne wielkie manewry rosyjskich sil zbrojnych zaproszeni zostaną zachodni obserwatorzy, i to z korpusu attaché wojskowych.

NATO zarzuca Rosji, że nie przestrzega zasady transparentności z Dokumentu Wiedeńskiego o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa z 1990 roku, zgodnie z którą każde większe manewry muszą zostać zapowiedziane co najmniej 42 dni wcześniej. Rosjanie, by uchylić się od tego obowiązku i nie musieć zapraszać obserwatorów, dzielą swoje wielkie ćwiczenia na rzekomo mniejsze manewry błyskawiczne.

Ale była też jeszcze trzecia wiadomość, jaką generał chciał przekazać tego popołudnia. Zapewnił, że nikt nie zamierza ograniczać swobody poruszania się NATO w trzech bałtyckich krajach członkowskich. Wie, że wojskowym planistom w Brukseli sen z powiek spędza uzbrojona po zęby rosyjska eksklawa Kaliningrad. Leży ona jak klin nad Bałtykiem, pomiędzy Polską a Litwą – zachodnią republiką bałtycką.

 W Moskwie mówi się otwarcie o umieszczeniu w obwodzie kaliningradzkim rakiet średniego zasięgu typu "Iskander". Dla NATO byłoby to koszmarem, bo mogłoby wywołać wyścig zbrojeń, a tym samym doprowadzić do wybuchowej debaty politycznej na Zachodzie. Zamiast tego pojawił się teraz sygnał odprężenia. Po oświadczeniu rosyjskiego generała w kwaterze głównej Sojuszu uważa się za nieprawdopodobne, by Rosjanie urzeczywistnili swoje pogróżki dotyczące "Iskanderów".

Gdy obaj moskiewscy wysłannicy zakończyli swoje wystąpienia, głos zabrał francuski ambasador Jean-Baptiste Mattei. Wyraził to, co czuli również pozostali przedstawiciele Zachodu obecni w tej sali. Rosyjska propozycja "brzmi interesująco – stwierdził – i może okazać się pomocna, jeśli uwarunkowania będą jasne".

Diabeł tkwi bowiem w szczegółach. Rosyjska gotowość zaproszenia do Moskwy wojskowych ekspertów brzmi nieźle, ale niewykluczone, że chodzi tu o ominięcie uchwały NATO o zamrożeniu po aneksji Krymu współpracy politycznej i wojskowej z Moskwą. I czego dokładnie miałyby dotyczyć owe rozmowy?

Również druga propozycja, by do obserwowania manewrów zaprosić akredytowanych w Moskwie attaché wojskowych, jest podstępna. Czy Rosjanie chcą w subtelny sposób ominąć reguły określone w Dokumencie Wiedeńskim? Attaché nie zawsze są bowiem profesjonalnymi obserwatorami, jacy dotychczas wysyłani byli na wielkie manewry.

28 NATO-wskich ambasadorów naradzi się, jak potraktować najnowszą rosyjską inicjatywę. W jednym punkcie w każdym razie jest ona zgodna z oczekiwaniami. – Rosjanie – stwierdził jeden z wysokich rangą dyplomatów – uczynili nieobliczalność swoim znakiem firmowym.

I po co było lamentować? Ufać rosyjskiej propagandzie? A jak ktoś ustawicznie histeryzuje, to najlepiej przestać traktować go poważnie.

PS http://www.kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz%2Fna-zachodzie-bez-wojsk

Data:
Kategoria: Świat
Tagi: #
Komentarze 9 skomentuj »

Wy się lepiej spytajcie mieszkańców Donbasu, co sądzą o trzymaniu ich na siłę w granicach dawnej republiki wykreślonej przy wódce na mapach Związku Sowieckiego. Mieszkańców Krymu zapytano o to w referendum i 98% było za przyłączeniem do Rosji.

Przestańcie mydlić oczy. Siły chcące rozpętać nową wojnę światową wykorzystują banderowców jako pożytecznych głupców do wywoływania wojny. Plebiscyty opowiadania się za przynależnością narodową były już 100 lat temu a dziś w czasach ryczącej d***kracji oligarchowie chcą decydować zamiast zwykłych ludzi.

To może zapytamy się Ślązaków, czy chcą do Niemiec?

Niemal 100 lat temu jak najbardziej takie plebiscyty były organizowane i na terenach Śląska i na terenach Warmii i Mazur. W czasie plebiscytów na Warmii i Mazurach nadchodziły już bolszewickie armie i we wszystkich plebiscytach na Warmii i Mazurach przeszło większością głosów pozostanie w Prusach Wschodnich. Nikt z Polaków nie urządzał tam wojny tym ludziom nawet po wygranej wojnie z Rosją Sowiecką. To był wybór Mazurów i Warmiaków.

Ukraińcy zostali wrobieni jako pożyteczni głupcy w wojnę zaplanowaną im przez agenturę wyznawców zła. Gdyby tam powoli rozchodziły się dążenia poszczególnych obwodów, to rozeszliby się powoli bez jednego wystrzału, tak jak rozeszli się Słowacy i Czesi (i ani Słowacy ani Czesi nie powiedzą o sobie złego słowa po "rozwodzie").

Po prostu "kocham" ludzi, którzy "słuchają/ufają" woli ludu.

Obecnie jestem ofiarą "zakochania" moich rodaków okupantem Polski przez PiS, który właśnie wygrał plebiscyt.

Jeśli chcemy coś zmienić to należy to robić od początku a nie od d..rugiej strony.

Demokracja to są zwykle rządy oszustów, którzy to oszuści otaczają się zupełnie niepotrzebnymi tysiącami półgłówków (mówiąc bardziej szczerze: kompletnych idiotów i idiotek). Na demokracji przegrała Rzeczypospolita Obojga Narodów (identycznie jak przegrała z powodu pielęgnowania multi-kulturalizmu i multi-wyznaniowości na swoim terenie). Jeśli ktoś chce jasno wyrazić prawdę, że demokracja nie istnieje w praktyce i nędzą prawdziwą są ukrywające się "na górze" "elity" oszustów, to lepiej aby głosił takie prawdy podstawowe zamiast omijać temat, unikać wręcz podstawowego tematu i skupiać się na biednych mieszkańcach Donbasu, Mariupola, Odessy i ... Krymu, że oni nie mogą mieć nic a nic do gadania, bo ... taka jest mądrość etapu d***kracji.

Akurat jedyne w czym prosty lud powinien mieć prawo wyrażania swej woli, to proste i zrozumiałe dla ludu kwestie. Czy ludzie w danym regionie chcą odrębności państwowej? Czy chcą surowego prawa i kary śmierci dla swych winowajców zbrodniarzy? Czy odwrotnie. Cała reszta jest zbyt skomplikowana, by można uzyskać jakikolwiek konsensus i jakiekolwiek zrozumienie trudniejszych tematów przez miliony ludzi z tegoż ludu.

prosty lud kompletnie nie rozumie takiego abstraktu jak "odrębność państwowa" - to są kwestie dla polityków/elit

Polska ma teraz Pomorze Zachodnie, Dolny Śląsk, Gdańsk i Prusy bynajmniej nie z ludowego nadania (nie wiem , czy też "przy wódce")

Prezentuje pan zwodnicze bzdury. Narody przez setki lat potrafiły walczyć o swoją odrębność narodową we własnym państwie. Kolejne kadencje obcych polityków i elit przez wieki walczyły z podległymi sobie narodami o ich zniewolenie pod swoją władzą, a narody przez dziesiątki pokoleń potrafiły pokazywać obcym czynownikom, że nie są ich elitami. Pozostałe kwestie były relatywnie bzdurne, bo elity władzy nie przydawały się w istotny sposób narodom. Rzadko który władca jest oceniany przez historię, jako władza przydatna w jakimkolwiek aspekcie dla poprawy życia narodu. Władze Europy XX wieku, to były władze nędzników trapiących jedynie swoich poddanych bezsensownymi wojnami i masowymi zbrodniami. Jedyną władzą XX wieku, która uratowała swój i obce narody przed gehenną ludobójstwa, to była władza odrodzonego pastwa polskiego, która powstrzymała zalew marksistowskiej zbrodni i głupoty w 1921 roku i na 18 lat uchroniła podległe narody (Polaków, Żydów, Ukraińców, Białorusinów itd.) przed zalewem ludobójstwa. W 1939 roku to się skończyło poprzez pokaz głupiej agresji III Rzeszy i Związku Sowieckiego (nie było możliwej głupszej decyzji państwowej dla narodów niemieckiego i sowieckich niż tajny aneks z 23 sierpnia 1939 roku).

Ziemie Odzyskane dla Polski i utrata ziem na wschodzie, to były decyzje zwycięskich mocarstw, wraz z decyzją, że Niemcy mają opuścić te ziemie przekazane Polsce. Gdyby Niemcy pozostali na tych ziemiach, to nie ostałyby się one długo, bo samostanowienie narodów doprowadziłoby do tego, że Niemcy możliwie szybko odłączyliby się od polskiej administracji.

Dlatego nic nie daje bombardowanie Donbasu i Ługańska. Realnie, oprócz tymczasowego strachu mieszkańców, nic nie dała zbrodnia w Odessie z maja 2014 roku. To są tylko zdarzenia, które wywołały wśród Rosjan nienawiść do państwa ukraińskiego. Tymczasowo można zdusić samostanowienie i tłumić powstania. Ale nienawiść narasta. "Elity" chwilowych władz są mało istotne z punktu widzenia narodowego. "Elity" się zmieniają. Zmieniają się zwodnicze bzdury kreowane jako idee przewodnie (patrz: marksizm). A narody trwają przez tysiące lat, często wbrew złośliwym dążeniom tymczasowych "elit" u władzy, które to elity przelatują jak meteory i często jedynym dobrem przez nich niesionym jest sytuacja, gdy niczego nie mają okazji spiep..rzyć.

można naiwnie wierzyć w samostanowienie, ale ja wiem, że wszelakimi rewolucjami, powstaniami, zmianami granic, ruchawkami kieruje KTOŚ a nie lud/lud jedynie biernie w tym uczestniczy, a jego "świadomość i pożądania" są sterowane

Tak, to prawda. Wszelakimi rewolucjami, powstaniami, zmianami granic, ruchawkami kieruje KTOŚ. Czasami te zdarzenia dają są pozytywne zmiany, ale zapewne częściej to są złe zmiany.

Analizując historię XX wieku, to jedyną pozytywną zmianą była wojna polsko-rosyjska z lat 1919-1921. Wojna której pozytywy realnie wykraczały poza zdolności przewidywania zwykłego człowieka. Bo wiele milionów Polaków mogło wtedy uznać, że z Rosją się nie wygra, że nie ma sensu zmieniać niby przewidywalne państwo zaborcze na nieprzewidywalną jeszcze władzę polską, która dopiero co się pojawiła. Jednak dopiero po kilkudziesięciu latach dane historyczne pokazały, że gdyby nie ta wojna, to bolszewicy usialiby miliony trupów spośród obywateli Polski (w tym, spośród Ukraińców zachodnich, którzy weszli w rolę oprawców Polaków od 1939 roku).

Cała reszta zmian w XX wieku, to był obraz zbrodni, ludobójstwa, przerażającej głupoty rządzących i wdrażania idiotycznych odmian marksizmu. To co dziś widzimy, to pokłosie tej głupoty marksistowskiej, które otwarcie dąży do wywołania nowej wojny światowej.

Czyli za jedną dobrą zmianą ktoś stał, a i za złymi zmianami stali dość wyraźni w historii nędznicy. Realnie biorąc to można dość wyraźnie stwierdzić, że skala dobra przewyższała możliwości przewidywania ludzi rządzących świeżo odrodzonym państwem polskim (wycofanie w 1921 roku zagrożenie dla Świata hekatombą marksistowską). . A i skala zła przewyższała możliwości przewidywania ludzi rządzących w wywoływaniu gehenny I wojny światowej, w wywoływaniu zamachu stanu zwanego rewolucją lutową i październikową, w wywołaniu II wojny światowej, w wywołaniu multi-kulti z konsekwencjami czasów obecnych.

Czyli za dobrą zmianą stał KTOŚ i za złymi zmianami stał KTOŚ. W czasach, gdy głupi ludzie naśmiewają się, że nie istnieje Dobro i Zło, nie ma sensu dyskutować o KIMŚ, kto sposobem pojmowania jest nieporównywalnie większy niż jakiekolwiek ziemskie zgromadzenie mędrców. Zwyczajnie, dla wielu ludzi walka Dobra i Zła ciągle trwa i tylko dobry Bóg steruje tym, czy dla wiernych wyśle siły Dobra czy dla nieobliczalnych w czynieniu zła wyśle swoich wysłanników Zła.

Mamienie się tutaj na Ziemi, że powstała jakaś organizacja mędrców, która opracowała receptę na bolączki ludzkości, to jest dalszy ciąg obserwowania żałosnych zmagań "elit", które od wieków podsuwają "nowoczesne rozwiązania". Wiek XX to było pokłosie bzdur marksizmu, humanizmu i wieku "nauki", czyli XIX wiecznych zwyczajnie głupich prób czynienia z człowieka mądrzejszym niż jest. Dobrem dla ludzkości, to była idea Chrześcijaństwa, która przyniosła niespotykaną w dziejach przewagę cywilizacyjną narodów chrześcijańskich nad pozostałymi. Wiek XX to była tylko nędza upadku. Dziś nędznicy próbują tę ideę upadku kontynuować, a jedyną metodą jest kłamstwo, podstępne działanie i zbrodnia.

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.