Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Dla kogo opłata audiowizualna?

Abonament, czy inaczej opłata audiowizualna, ma zostać wprowadzona przez rząd PiS od stycznia 2017 roku. Opłata będzie obowiązkowa, a szacowana kwota (2,1-2,5 miliarda złotych) ma być przeznaczona na media publiczne (narodowe), czyli telewizję i radio.

Podzieliwszy kwotę 2,1 miliarda złotych na 15 zł, daje liczbę 14 milionów liczników prądu. Tyle gospodarstw domowych nie ma w Polsce, więc jak się domyślam, szacunki uwzględniają zarejestrowane liczniki prądu w firmach, zakładach, urzędach. Wyłączone mają być z pobierania opłat ogródki działkowe, garaże. Nie spotkałem się z informacją, iż ta kwota obejmuje zyski z reklam. To, na jakim poziomie będą zyski z reklam, nie jest mi znane. Na co będą wydane tak potężne środki finansowe? Projekt nie eliminuje bowiem reklam z anteny. Wielka szkoda. Poseł Jacek Sasin z PiS przekonywał, że mimo opłaty reklamy pozostaną, ponieważ... nie cała oferta będzie misyjna. To będziemy płacić nie za całość, ale za kilka audycji i programów? Zażartuję sobie, ale to pytanie jednak nie jest takie zabawne, patrząc na ofertę: będziemy w stanie wskazać, które są misyjne? Telewizji nie oglądam (wystarczy mi zerknięcie w program by widzieć, że propozycja nie jest oszałamiająca). Mam dość słuchania w radiu krzykliwych reklam sklepów rtv/agd i suplementów diet na wszystkie dolegliwości. Zmieniam wówczas stację na spokojniejszą, a przeważnie w samochodzie słucham muzyki z płyt.

Jeśli składa się wniosek o dofinansowanie, przedstawia się najczęściej jakiś business plan, założenia, przewidywane wydatki, zyski, cele. Nie zobaczyłem nic takiego ze strony zarówno PO, które za czasów swych rządów chciało wprowadzić taką opłatę, ani ze strony PiS. Samo powiedzenie "media narodowe" niewiele mówi o planach, jakości tego, co ma być zaprezentowane. Może i narodowy był film "1920 Bitwa Warszawska" czy "Ogniem i mieczem", ale kunszt Jerzego Hoffmana przeminął dużo wcześniej i te filmy są gniotami za duże pieniądze. Niezdolnymi zainteresować odbiorców w Polsce, nie mówiąc za granicą. Czy taki będzie skutek pompowania pieniędzy w różne projekty? Dlaczego różnej maści rządy nie przedstawiają konkretów, przed zawołaniem o pieniędze od obywatela? Dlaczego najpierw sięga się do czyjejś kieszeni, zamiast zachęcić obywatela, aby zrozumiał, na co ma być wyłożony podatek? Nikt mnie do tego nie przekonał.

Nie trafia do mnie argumentacja, że to ma być telewizja zapewniająca "obiektywną informację i pluralistyczne poglądy". Po pierwsze, stacje telewizyjne czy radiowe utrzymujące się wyłącznie z reklam, zysków z kodowanych pasm, sprzedaży czasu antenowego pod reklamy pomiędzy ważnymi imprezami sportowymi, potrafią robić telewizję informacyjną. To, o jakim nachyleniu, to inna kwestia. Ale finansowo da się to zrobić. Prywatne stacje telewizyjne produkują programy, filmy dokumentalne, fabularne, seriale, które są popularne na całym świecie i czerpią potem spore środki z licencji na wyświetlenia. Liczy się więc jakość produktu, pomysł, realizacja. Nie potrzebują do tego abonamentów. Ba, nawet na Youtube można zobaczyć hobbystycznie zrobione filmy, dokumenty, które przyciągają widzów i nie pożarły ogromu kosztów, a przy tym udostępnianie są za darmo. Jeśli film jest dobry, staje się popularny i zarobi na wyświetleniach reklam (którą najczęściej można zamknąć, pominąć). Zarabia więc na następne projekty twórcy lub zwraca poniesione koszty. Jeśli amator potrafi zrobić coś ciekawego, dlaczego profesjonalistom w telewizji nie wychodzi to na dużą skalę? Czym Telewizja Polska może się pochwalić?

Za czasów demoludów nasze filmy były zauważane nie tylko w krajach socjalistycznych, ale także wydostawały się nieco dalej. Seriale były realizowane według kanonów sztuki filmowej, czy z dobrym pomysłem, co pozwoliło im przetrwać próbę czasu i oglądane są do tej pory. Skoro za granicą da się to zrobić bez takiego zastrzyku finansowego z podatków, to dlaczego nie miałoby się to udać w Polsce? Przede wszystkim pomysł. Siodłając słabego wierzchowca pozłacanym siodłem z najlepszej skóry, nie zapewni mu się zwycięstwa na Służewcu. Jeśli kluczowe jest zapewnienie obiektywnej telewizji informacyjnej i wydania "Wiadomości", to naprawdę potrzeba na to aż tak ogromnych środków finansowych? Zwolennicy PiS argumentują, że obiektywna telewizja informacyjna jest potrzebna, aby dać odpór nierzetelnym informacjom mediów prywatnych i dodają, że to po to, aby była uczciwa walka polityczna przed następnymi wyborami oraz by... ich nie przegrać (i takie argumenty padają na Twitterze). Są również argumenty, że w innych krajach też jest abonament i reklamy. Jednocześnie zaś niektórzy zwolennicy opłaty audiowizualnej bulwersują się, gdy media opozycyjne piszą o tym, jak Polska jest widziana zagranicą. To należy się przejmować, co piszą i jak jest gdzieś indziej, czy nie należy? Zapominają także, iż Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie wbrew medialnej osłonie dla kontrkandydata. Tak samo PiS wygrał spektakularnie (rządzi samodzielnie) wybory parlamentarne, a także wybory prezydenckie. Zrobił to bez pomocy jakiejkolwiek telewizji publicznej czy prywatnej, ponieważ trudno brać pod uwagę znikomy odbiór TV Republika czy TV Trwam. Wygrał internet: Twitter, Facebook, Youtube. Może media tradycyjne (w porównaniu do internetu) to już po prostu w dużej mierze przeżytek? Czy nadal więc potrzeba takiego budżetu na media publiczne? Takim myśleniem przegrała PO i na takim może poślizgnąć się PiS. Ludzie sami oceniają efekty reform czy ich brak, zachowanie władzy. Nie są tak głupi, jak się to Tomaszowi Lisowi czy rządzącym (z jakiejkolwiek partii) wydaje. W czasie PRL nie wierzono w propagandę sukcesu serwowaną w telewizji. Chociaż tyle dobrze, że wtedy przynajmniej powstawały wartościowe programy kulturalne. Naprawdę nie potrzeba 2 miliardów złotych, aby pokazać ludziom, że się dobrze rządzi. Trzeba to po prostu zrobić, a ludzie sami docenią i dostrzegą. Jeśli rządy będą marazmem, partia straci poparcie, niezależnie od konferencji, propagandy, publicystyki. Robiąc zaś dobre filmy i programy, można spokojnie wysupłać z zysków ich sprzedaży oraz z reklam, na pasma typu "Teatr Telewizji", który wcale nie musi być niszowy.

Politycy PiS przekonują, że to... obniżka abonamentu (np. tak wypowiedział się marszałek Marek Kuchciński). Cóż, taka ekwilibrystyka słowna przypomina mi Jacka Rostowskiego, który był krytykowany za swoją "kreatywną księgowość". Jeśli ktoś płacił tylko za radio, to jaka to jest obniżka abonamentu? To podwyżka. Co więcej, tych, którym brak chęci oglądania, słuchania i posiadania do tego telewizora, nazywa się czasem nieuczciwymi obywatelami. Kto jest nieuczciwy? Ten, kto nie korzysta i nie płaci, czy ten, kto zmusza innych, by zapłacili za to, z czego nie chcą korzystać? Ponadto wcześniej płaciło się za posiadanie telewizora czy radioodbiornika. Jeśli ktoś nie posiadał telewizora, nie musiał płacić pełnego abonamentu. Teraz ma się płacić za samą możliwość odbierania sygnału. To zaś, że nie chcesz go odbierać, czy nawet nie masz do tego odpowiedniego urządzenia, ustawodawcy już nie interesuje. Poniekąd rozumiem intencje. Kto miałby chodzić i sprawdzać po domach, czy masz telewizor, a może tylko radio? Rozumiem to jednak tylko wtedy, gdy założę podejście państwa do obywatela jako kontrolującego, nieufnego, socjalistycznego, zakładającego nieuczciwość podatnika. Jeśli założy się, że rząd traktuje współobywateli uczciwie i z ufnością, zrozumienie takiego założenia przekracza granice smaku. Może i kilka innych granic. Dodatkową barierą jest zwolnienie z opłat dopiero po ukończeniu 75 roku życia, którego w Polsce nie wszyscy dożywają. Oraz dla osób o bardzo niskich dochodach. Rozumiem, że obywatel ma udowodnić, że ma niskie dochody. Ale już nie może udowodnić, że ma tylko radio?

Patrzę na kolejki do specjalistów lekarzy. Zapisy są na terminy za rok, pół roku. Na rehabilitacjach da się przyjąć więcej pacjentów, jest na to miejsce i możliwości. Ale nie ma pieniędzy, aby zapewnić obsłużenie większej liczby osób. Za każdego pacjenta NFZ musi przelać pieniądze. Przecież powrót obywateli do zdrowia powinien być kluczowy. Aby mogli być produktywni, przeznaczać środki finansowe na coś innego niż kupno leków czy suplementów diet, chwytając się każdej deski ratunku. Zamiast tego przesuwa się ponad 2 miliardy złotych na - w głównej mierze - rozrywkę. Chleba i igrzysk. Zapewne są w Polsce ludzie, którym brakuje na chleb. Ale igrzysk nie może im zabraknąć. Na to żaden rząd nie może sobie przecież pozwolić.

Podsumowując:

* Ogromne pieniądze na coś, co gdzieś indziej da się zrobić z wpływów z reklam i zysków ze sprzedaży licencji na wyświetlanie.

* Monstrualny budżet bez przedstawienia obywatelom planów realizacji. Samo ogólnikowe hasło "media narodowe" nie wyjaśnia wiele. Brak gwarancji jakości i rzetelnego przygotowania się, zaplanowania ("jakoś to będzie"?)

* Podwyżka opłaty dla wielu osób.

* Niemożność wycofania się z "propozycji nie do odrzucenia".

* Państwo polskie i obywatele mają znacznie ważniejsze potrzeby, niż finansowanie telewizji i radia. Służba zdrowia, niedofinansowana nauka, szkolnictwo wyższe, obronność, brak światowej klasy ośrodków badawczych, innowacji.

* Abonament plus reklamy - nadmierna zachłanność ze strony rządu.

* Za 4 lata może rządzić ktoś inny. Czy wtedy nastąpi płacz i zgrzytanie zębów zwolenników PiS, którzy mogą obserwować z perspektywy opozycji, co nowa władza robi z tymi miliardami na media?

Dla kogo jest więc ta opłata audiowizualna? Dla obywateli czy dla potrzeb rządu? Jak łatwo jest zwiększyć obciążenia fiskalne, prawda?

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.