Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Nadwiślańscy demokraci i republikanie

Świat dąży do prostych rozwiązań, obecne czasy i mentalność ludzi też sprzyjają prostym, nieskomplikowanym rozwiązaniom. Perfekcyjnie rozumieją to niektórzy politycy w tym premier Jarosław Kaczyński.

Nadwiślańscy demokraci i republikanie
Warszawa Wisła
źródło: Flickr CC

Wczoraj odbyła się demonstracja „KOD”. Dzień wcześniej premier Jarosław Kaczyński miał swój występ w TV Republika. Wydawać by się mogło, że oczywiście przypadkowo w programie padły słowa o „gorszym sorcie Polaków”. Nie odnoszę takiego wrażenia. Tego kalibru polityk nie czyni nic przez przypadek, a z pewnością nie robiłby tego tuż przed demonstracją całej opozycji wobec jego formacji, gdyby nie towarzyszył temu pewien zamysł. Po co wydawać by się mogło zaogniać sprawę, po co doprowadzać do wielkiej mobilizacji przeciwników, po co jednoczyć przeciwko sobie wszystkie siły opozycji? Przecież raczej należałoby ich osłabić, skłócić, rozbić ich jedność.

Pamiętam jednak, że PJK zawsze marzył o tym, by w Polsce był system dwupartyjny. Od lat polaryzował scenę polityczną, starał się doprowadzić do prostego jej podziału na PiS vs PO. Po odejściu Donalda Tuska do Brukseli, po wyborach parlamentarnych, kiedy rozpoczęło się pompowanie "Nowoczesnej", przy jednocześnie słabnącej PO, ilość bytów po stronie opozycji wciąż stanowiła problem. Nie wiadomo było, kto jest większym wrogiem, kto tylko częściowym przyjacielem. Ci nie do końca wrogowie lub potencjalni przyjaciele mogli w sytuacjach kryzysu odbierać głosy, prowadzić do podziału. PiS-owi potrzebny jest i będzie jeden prosto, jasno zdefiniowany przeciwnik.  

Tym oto sposobem PJK obecnie ostatecznie spolaryzował i jednoznacznie na nowo zdefiniował podziały na scenie politycznej. Skleił ze sobą całą antypisowską opozycję.

My i Oni.

Przy czym trzeba sobie jasno powiedzieć, że MY to PiS włącznie z Kukizem i prawicowymi koalicjantami. ONI to w zasadzie wszyscy pozostali: PO, .Nowoczesna, PSL, Zlew, czyli obrońcy III RP. Obrazki liderów całej opozycji wszystkich razem. Bezcenne. Tego już się nie da wymazać, wygumkować z mózgów ludzi. Ta Nowacka w objęciach Petru, ten Giertych i Kidawa w tle.

Ten podział dla większości społeczeństwa jest teraz jasny, prosty i zrozumiały. Już nikt nie będzie się musiał teraz zastanawiać, gimnastykować nad założeniami programowymi, drogą rozwoju itp. „trudnymi” rzeczami. To w taką pułapkę wprowadził Kaczyński całą opozycję, pułapkę żądania zdefiniowania się do końca. Liberalna, syta III RP kontra socjalna sprawiedliwie dzieląca owoce wzrostu V RP. Wszyscy, którzy są przeciwko nowym zmianom, są utrwalaczami III RP - innymi twarzami rządzącej do niedawna PO. Od tej pory nikt się od tego podziału nie odspawa, ani Kukiz, ani opozycja. Tym ruchem tak naprawdę PJK nie tyle pomógł opozycji, co wzmocnił siebie. Wzmocnił to przekonanie wśród swoich zwolenników.

Opozycja została postawiona w pozycji nie do pozazdroszczenia. To są wielkie transparenty z wielkimi słowami wznoszone przez grupę zatomizowanych ludzi i organizacji. Z jednej strony wiadomo, że muszą się zjednoczyć. I im szybciej liderzy opozycji to zrozumieją, tym tak naprawdę będzie dla nich lepiej. Z drugiej strony, jak sobie patrzę na ten wspólny, zjednoczony przez Jarosława Kaczyńskiego tłum, to widzę tylko jeden możliwy model zjednoczenia: ktoś kogoś musi połknąć.

Patrząc na „tulącą się do siebie ze strachu przed V RP” ową lewico-prawicę zastanawiałem się, który z jej liderów wybije się na niepodległość lub być może objawi się nam jakiś nowy. Oni muszą mieć jednego człowieka, który będzie miał: dostojeństwo papieża, umysł dawnego Michnika, czar Kuronia, pragmatyzm Millera i bezczelny wdzięk Tuska. Będzie ponadto Polakiem do III pokolenia i wszystkich ich ogarnie, minie i pójdzie dalej przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Póki co nikogo takiego formatu nie mają.
Data:
Kategoria: Polska

Mariusz Gierej

Mariusz Gierej - https://www.mpolska24.pl/blog/mariuszgierej

Od 1995 roku prowadzę firmę informatyczną. Mąż i ojciec trójki dzieci. Posiadam gospodarstwo sadownicze.
Współorganizowałem protesty przeciwko porozumieniu ACTA i DG. Zakładałem Stowarzyszenie mPolska, i portal mPolska24. Angażuję się w działania społeczne.
Interesuje mnie zmiana pokoleniowa, demografia, systemy emerytalne, planowanie strategiczne, procesy społeczne, PR, historia. Cenię sobie wolność wokół nas i w nas.
Wiele osób rozglądając się wokół szuka przyczyn obecnych kłopotów, a prawda jest banalna:
"Przemoc nie jest konieczna, by zniszczyć cywilizację. Każda cywilizacja ginie z powodu obojętności wobec unikalnych wartości jakie ją stworzyły." Nicolás Gómez Dávila.

Komentarze 8 skomentuj »

Cóż... zarysowała się bardzo ciekawa sytuacja. W mojej ocenie posunięcie Jarosława Kaczyńskiego (nieważne czy świadome czy nie) z pewnością nie było posunięciem dobrym. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu, a w zasadzie kilku powodów.

Po pierwsze, wszyscy wybitni stratedzy tego świata zawsze twierdzili w swoich opracowaniach jedno: niebezpieczny wróg to ten zjednoczony - tę uniwersalną prawdę znajdziemy bodajże we wszystkich dziełach od "Sztuki Wojny" Sun Tzu po "O wojnie" Carla v. Clausewitza, przy czym podałem tu tylko najczęściej kojarzone księgi. Nie ulega więc wątpliwości, że ze strategicznego punktu widzenia był to błąd i to błąd fatalny. Dużo wygodniej dla samego PiSu byłoby darować sobie polaryzację i czekać, aż dojdzie do nieuniknionej (przynajmniej do przedwczoraj) walki o prym między rosnącą w siłę Nowoczesną, a słabnącą i zdesperowaną PO ze ZLEWem i Partią Razem w tle.

Kolejny powód to powtarzanie błędu z historii i to wcale nie tak odległej, wręcz naj-najnowszej. Ustalmy: PiS nie wygrał tych wyborów dzięki polaryzacji stron. Nie wygrał ich dzięki Antoniemu Macierewiczowi, Zbigniewowi Ziobrze, Beacie Kempie, prezesowi Rydzykowi, czy Mariuszowi Kamińskiemu - nie dzięki eksponowaniu IV RP. PiS wygrał wybory dlatego, że bardzo skutecznie przejął elektorat centrum oraz... właśnie tak.. dzięki rozbiciu lewej strony. Był ZLEW, była Partia Razem, była Nowoczesna i było PO, oczywiście był też Kukiz, który PO też raczej osłabiał, a nie wzmacniał. Prezes Kaczyński poprzez wypowiedzenie tych słów o "polakach najgorszego sortu" strzelił sobie być może nawet nie w stopę i nie w kolano, a w głowę - w nieco dłuższej perspektywie czasu. Bo zamiast patrzeć z uśmiechem na wojnę między wymienionymi wyżej partiami, wojnę, która de facto osłabiałaby każdą z nich i ukazywała, że to PiS jest zorganizowany, zjednoczony i silny, prezes Kaczyński swoimi słowami walnie przyczynił się do konsolidacji wszystkich sił przeciwko sobie. Panie Mariuszu, niech znajdzie mi Pan JEDEN podręcznik traktujący o szeroko rozumianej strategii czy marketingu politycznym, jednego poważnego politologa, który stwierdzi, że to był strategicznie dobry ruch. Obawiam się, że może być z tym ciężko.

PiS właśnie przez tę polaryzację, radykalizm, idee IV RP i bratanie się z prezesem Rydzykiem, nie był w stanie przejąć władzy przez wiele lat, mimo niejednokrotnie tak dużych błędów koalicji rządzącej, i przez takie zachowanie (między innymi) stracił swego czasu władzę, zrażając do siebie zdecydowaną większość społeczeństwa na prawie dekadę.

Ale nie ma możliwości zjednoczenia, i on to wie.
Nie ma możliwości, by np. Schetyna odpuścił Petru itd. Tu nie ma błędu, to "zjednoczenie" jeszcze bardziej pobudzi ich do wewnętrznej walki, zajmą się sobą.
Tak więc to zjednoczenie jest po prostu pułapką, w którą będą się bawić nie wiem, jak długo. Póki nie pojawi się lider.

Otóż jest błąd i to duży. Kiedy przywódca sprawia, że jego przeciwnicy/wrogowie łączą się, to zawsze jest błąd i prawie zawsze fatalny w skutkach. Wczorajsze wydarzenia pokazały, że to połączenie nie jest "niemożliwe", ono jest nieuniknione. Kolejnym powodem, dla którego PiS wygrał wybory, było... zjednoczenie prawicy i nie ważne, jakie animozje i różnice były między Gowinem, Ziobrą, Kurskim a Kaczyńskim. W polityce nie ma sentymentów, a jedynie wspólne interesy. Platforma Obywatelska była silna siłą swych liderów, oczywiście głównym liderem i przywódcą był D. Tusk, ale oprócz niego było równie dużo ważnych osób, które potrafiły przyciągać elektorat. To stanowiło siłę PO, a słabością okazał się brak liderów z prawdziwego zdarzenia.

Obecnie wymieniane przeze mnie partie mają dwie opcje:
a) rozpocząć wyniszczającą walkę o prym
b) zjednoczyć się i stanąć razem przeciwko PiS.

To, że w ramach takiej konsolidacji będzie kilku mocnych liderów, wcale nie oznacza słabości, bo jednym z pierwszych symptomów słabnięcia PO był fakt wykoszenia wewnątrzpartyjnych liderów poszczególnych frakcji przez D. Tuska (Gowina, Rokity, Palikota itp.) i promowania, nie oszukujmy się, ludzi "nijakich". Tak więc może się okazać, że będzie zupełnie odwrotnie niż Pan pisze.

Możemy przyjąć założenie, że ci liderzy się skłócą, taka możliwość zawsze wchodzi w grę. Jest jednak sporo argumentów za tym, że tak nie będzie.

Po pierwsze, według mnie nie można patrzeć na politykę wewnątrzpartyjną oczami Jarosława Kaczyńskiego, choć i on w tym zakresie nieco się poprawił, bo do wyborów przynajmniej TEORETYCZNIE szła ZJEDNOCZONA prawica, a nie sam PiS.
Po drugie, nie musimy zakładać, że przyszły byt polityczny powstały z wymienianych w mojej wypowiedzi partii będzie cechował się władzą scentralizowaną, tak jak PiS. Może mieć zupełnie inną formę opartą na sile kilku liderów, bez szczególnego wyróżnienia żadnego lub jedynie z lekkim wyróżnieniem jednego. Zamiast jednej bardzo silnej "lokomotywy" jest kilka mocnych.

Po trzecie, zakłada Pan, że liderów tych partii nie stać by było nawet na chwilowe zjednoczenie podczas wyborów i że skompromitowaliby się otwartą i żenującą walką wewnątrz nowo powstałego bytu. Moim zdaniem istnieje taka możliwość, ale na pewno nie w czasie wyborów i nie w czasie zażartej wspólnej walki z PiS - wtedy najprawdopodobniej będą monolitem. A późniejsze ambicje rozłożą się na poszczególne frakcje w nowej partii i zostaną nieco zniwelowane podziałem kapitału zdobytego w ramach wygranych wyborów (ministerstwa, inne posady itp.) - czyli tak jak w PO, przed wykoszeniem liderów przez D. Tuska.

Po czwarte, partie takie jak: ZLEW, Partia Razem, Demokracja Bezpośrednia, PO, Nowoczesna, nie mają ideologicznie do siebie tak daleko. Jakby się przyjrzeć dokładniej, to nawet w gruncie rzeczy podzielają te same wartości. Stworzenie koalicji w takich ramach nie będzie przysparzało aż tak wielu problemów na tym gruncie, tak jak dla PiS pod względami światopoglądu nie stanowiło problemu stworzenie koalicji z Solidarną Polską tudzież resztą prawicowego planktonu.

Podsumowując, nie chodzi o "możliwości zjednoczenia", bo jeśli założymy dalszy rozwój obecnych trendów w naszej polityce w obecnej postaci i kolejne błędy PiS-u (stawiającego na polaryzację i twardy elektorat, który dał PiS-owi przeżyć w trudnych latach, ale z pewnością nie dał zwycięstwa), to zjednoczenie tych partii w taki bądź inny sposób (a przynajmniej naturalny sojusz) jest oczywiste i bezdyskusyjne, przynajmniej w mojej ocenie.

Inna sprawa to, czy liderzy tych partii są na tyle dojrzali i czy są przywódcami/strategami takiego formatu, takiej wagi w tej kategorii, jak Tusk / Kaczyński czy Miller, żeby być w stanie rozpocząć budowę takiego projektu politycznego.

Zastanawiam się, co by powiedział na to wszystko kard. Stefan Wyszyński. Może pieprznąłby pięścią w stół i krzyknął non possumus!
Autorytety poumierały i nie ma kogo słuchać. Zostały sieroty, które nie wiedzą, w którą stronę iść. Słabo nam ta demokracja wychodzi, słabo. A ludzie potrzebujący czekają. I jeszcze sobie poczekają...

Póki co nie wiemy, co nam PiS wyrychtuje, bo dopiero miesiąc mija.

Mieli sporo czasu, aby przygotować się do rządzenia. Najpierw powinni przedstawić ustawy, a później czekać na reakcję Trybunału. Jeżeli Polakom podobałyby się proponowane zmiany, a Trybunał okazałby się hamulcowym, byłyby argumenty do rozmowy o nim. Jednak zaczęli od dupy strony. Trzymają równy poziom. Jak na razie jedyne co proponują, to pielgrzymującą do Torunia socjaldemokrację.

Ale to kwestia taktyczna, zupełnie bez znaczenia. :)

To wszystko to tylko odwracanie uwagi od spraw gospodarczych i od nieodpowiedzialnych obietnic wyborczych. Dziennikarze zajmują się marszami, miesięcznicami i protestami, a reszta spada na dalszy plan. To jest sprawdzona taktyka w stylu stalinowskim i komunistycznym, kreowanie wroga i walka z nim na polu demagogii, na którym Kaczyński czuje się doskonale. Zastanawiam się tylko na jak długo tej amunicji starczy, przydałaby mu się pewno jakaś nowa katastrofa lub tragedia.

Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.