Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Blogerzy więcej

Demokracja w natarciu.

Francuski salon się przestraszył.

image

Francuska telewizja publiczna. Komentatorzy polityczni, wśród których Caroline Fourest, znana prezenterka, mainstreamowa dziennikarka, dyskutują o zbliżających się wyborach prezydenckich.

Temat? Czy kandydaci inni, niż ci najważniejsi są w ogóle potrzebni?

Link do nagrania: https://twitter.com/OBerruyer/status/854402338370539521

Odpowiedź jest oczywista - nie są. Utrudniają jedynie dyskusję o ważnych sprawach, obniżają jej poziom, pobierają publiczne pieniądze (koszty kampanii wyborczej są częściowo zwracane z funduszy publicznych) po to, by "finansować swoje sekty".

Demokracja w całej swej postdemokratycznej okazałości.

O co chodzi z tą sektą?

Chodzi o kandydata, którego w moim tekście o zbliżających się wyborach prezydenckich określiłem jako "czarnego konia" - Francois Asselineau. Facet ma faktycznie ogromne powodzenie w Internecie, mówi niesamowicie spójnie, rzeczowo, przedstawia swoje racje w sposób trudny do podważenia. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce youtube "Asselineau", by się przekonać jaki ma zasięg (nawet jak nie znacie francuskiego) - kilkanaście do kilkuset tysięcy wyświetleń dla nagrań tylko z ostatnich dni. Te starsze nagrania, jego niezwykle ciekawe konferencje osiągają oglądalność się gającą miliona wyświetleń.

Francuski salon się przestraszył. Obserwuję od ponad 30 lat wybory prezydenckie we Francji i ich kampanie wyborcze. Zawsze byli "wielcy" i "mali" kandydaci i nigdy nie stanowili problemu... bo nigdy realnie nie zagrażali mainstreamowym kandydatom.

Dziś sprawy się zmieniają. Nie dość, że jest ryzyko dojścia do władzy Marine Le Pen (osobiście sądzę, że niewielkie) to jeszcze dochodzi do tego pokazanie na ekranach telewizorów, w domach, kandydatów mówiących rzeczy, które nigdy nie powinny być wypowiedziane w studiach głównych stacji telewizyjnych i radiowych. Bo problem jest taki, że francuskie prawo nakazuje liczenie CO DO SEKUNDY czasu wystąpień w mediach wszystkich kandydatów, i te czasy muszą być CO DO SEKUNDY takie same. Inaczej kary mogą iść w grube miliony.

A to przeszkadza, bo kandydaci, wobec realnych problemów przed jakimi staje Francja (i nie tylko Francja) nie mówią tego, co salon by sobie życzył. A Asselineau mówi na dodatek rzeczy najgorsze, to znaczy udowadnia, że inni kandydaci kłamią zapowiadając różne zmiany, bo żadne realne zmiany nie są możliwe, gdyż we Francji, tak jak i u nas, obowiązują dyrektywy unijne, które je uniemożliwiają.

To krótkie nagranie z głównej telewizji publicznej France 2 utwierdza mnie w przekonaniu, że możemy się spodziewać niezwykłych rzeczy w najbliższą niedzielę.

Data:
Kategoria: Świat
Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.