Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Blogerzy więcej

Biało-czerwona książka dla prawdziwego Polaka

Z książkami jest ten problem, że napisać ją może każdy. Zagraniczni autorzy i wszelkiej maści zboczeńcy poprzez książki mogą manipulować umysłami Polek i Polaków.

Biało-czerwona książka dla prawdziwego Polaka
źródło: pixabay.com

Polska Izba Książki przekazała Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego projekt ustawy o jednolitej cenie książki. Zakłada on m.in. stałą cenę nowej książki przez pierwszy rok od jej wydania, a cena mogłaby się wahać o 5% w stosunku do ceny nadrukowanej na okładce. Ewentualne wyjątki przewidziano dla instytucji oświatowych lub kulturalnych (rabat do 20%) oraz na zakupy podczas targów książki lub przez stowarzyszenia rodziców w przypadku podręczników (rabat do 15%).

"Książka to nie kiełbasa i nie powinna być sprzedawana w promocji" - to słuszne spostrzeżenie Polskiej Izby Książki wywołało burzę. Internetowi cwaniacy, którzy sprzedają książki w sieci wykorzystując do tego nieuczciwe praktyki, jak np. niższa cena, próbują zakrzyczeć projekt, który ma na celu podniesienie polskiej książki z kolan. Reakcja powoduje konieczność przeprowadzenia konsultacji społecznych z mieszkańcami różnych części Polski. Pytając obywateli: “Czy Twoim zdaniem to dobrze, że nowe przepisy ukrócą spekulację na rynku wydawniczym prowadzoną przez wielki kapitał o niepolskim pochodzeniu?”, można uświadomić im dziejową konieczność wprowadzenia nowej ustawy. Jeśli będzie trzeba, to należy przeprowadzić referendum i zadać Polkom i Polakom pytanie: “Czy nie masz nic przeciwko, aby cena książek została ujednolicona?”. Każdy indywidualnie i we własnym sumieniu (w przypadku niektórych objętym specjalną klauzulą) będzie mógł wybrać pomiędzy: “Tak, nie mam nic przeciwko” i “Nie, nie mam nic przeciwko”. Konsekwencją tego będzie wzrost poziomu czytelnictwa.

Wprowadzenie jednolitej ceny książki to, co prawda, krok we właściwym kierunku, ale dopiero pierwszy krok. Jeśli książka jest tania, to na pewno jest byle jaka. Im wyższa będzie cena książki, tym lepsza będzie sama książka. Dlatego też należy obłożyć książkę akcyzą, co znacząco podniesie jej wartość i wpływy do budżetu. Nietrudno zauważyć, że na kiełbasę nie ma nałożonej akcyzy, a przecież “książka to nie kiełbasa”, więc rozwiązanie jest oczywiste i doprowadzi do podniesienia poziomu czytelnictwa.

Kolejnym etapem jest dodatkowe opodatkowanie “książek” elektronicznych. Ma to miejsce nawet teraz, gdyż książka papierowa obłożona jest 5% VAT, a VAT na tę samą “książkę” elektroniczną to 23%. Podniesienie stawki podatkowej na “książki” elektroniczne jest konieczne, ponieważ druk i sprzedaż książki tradycyjnej generują dodatkowe miejsca pracy, a sprzedaż e-booków nie tylko nie tworzy nowych etatów, ale niszczy te, które już istnieją. Jasno z tego wynika, że “książki” elektroniczne niszczą polską gospodarkę. Dodatkowo powinno się zabronić czytania takich “książek” w miejscach publicznych. Skoro w autobusie nie można palić e-papierosa, to nie powinno czytać się też e-booków. Walka z e-bookami podniesie poziom czytelnictwa.

Rozprawienie się z “książkami” elektronicznymi powinno być pierwszym etapem do całkowitego zakazu handlu książkami w internecie. Jeśli ktoś prowadzi księgarnię, to każdy może do niej przyjść, dotknąć książki, porozmawiać ze sprzedawcą i wreszcie kupić wybraną publikację. A ktoś, kto sprzedaje w internecie książki niewiadomego pochodzenia i kryje się jak szczur przed swoimi klientami, na pewno ma coś na sumieniu. Gdyby był uczciwy, prowadziłby stacjonarny sklep, tak jak robią to wszyscy uczciwi sprzedawcy. Książki i “książki” elektroniczne muszą być sprzedawane wyłącznie w placówkach stacjonarnych, dzięki czemu wzrośnie poziom czytelnictwa.

Wycofanie sprzedaży książek z internetu może spowodować, że część dotychczasowych handlarzy robiących szemrane interesy w internecie, może jednak założyć księgarnie w świecie realnym. Dlatego należałoby stopniowo zamykać stacjonarne księgarnie i przenieść sprzedaż książek w jedno miejsce. Istnieje jeszcze w Warszawie Centralny Dom Handlowy Domu Książki (Uniwersus), który już wcześniej miał taką rolę pełnić. Niestety ma on pochodzenie komunistyczne, co widać od razu, bo jest brzydki, a wszystko co pokomunistyczne jest brzydkie i złe. Dlatego trzeba by go wcześniej architektonicznie repolonizować. Najlepiej wybielić ściany, a potem dobudować dach mansardowy i ganek z kolumienkami. Tym sposobem sprzedaż książek odbywałaby się pod kontrolą, co na pewno zwiększy poziom czytelnictwa.

Z książkami jest ten problem, że napisać ją może każdy. Zagraniczni autorzy i wszelkiej maści zboczeńcy poprzez książki mogą manipulować umysłami Polek i Polaków. Dlatego trzeba pomóc rodakom i ograniczyć liczbę autorów, których książki będą dopuszczone do sprzedaży. Ponieważ ci antypolscy hucpiarze tworzą już od dawna, trzeba nie tylko zakazać handlu ich marną twórczością, ale także zlikwidować to, co już jest na rynku i w prywatnych (publicznych oczywiście też) bibliotekach. Klient musi mieć pewność, że kupiona przez niego książka nie zawiera historycznych przekłamań, co poskutkuje wzrostem poziomu czytelnictwa.

Ostatnim etapem jest wycofanie ze sprzedaży wszystkich książek i ich zniszczenie. Wszystkie dotychczasowe publikacje powinny zostać zastąpione biało-czerwoną Centralną Książką Narodową, która będzie dla wszystkich bezpłatna, jak podręcznik. Jeśli wszyscy będą czytać tę samą, słuszną książkę, to nikt z nikim nie będzie się kłócił i wszyscy ze wszystkimi będą się zgadzać. Byłbym zapomniał - poziom czytelnictwa będzie tak wysoki, że wszystkie kraje Europy, a może nawet świata, będą nam zazdrościły.

Polska Izba Książki zauważyła, że “książka to nie kiełbasa”, ale skoro dzięki jednolitej cenie książki uda się podnieść poziom czytelnictwa, to należy oczekiwać, że inne branże pójdą przetartym szlakiem i skorzystają z dobrych praktyk. Można więc oczekiwać, że Polska Izba Kiełbasy przedstawi projekt ustalający stałą cenę kiełbasy, od której przysługiwałyby rabaty wyłącznie przy zakupach przez odpowiednie instytucje, czy też na targach wędliniarskich. W ogóle ciężko wyobrazić sobie kiełbasę, o którą nie troszczy się Polska Izba Kiełbasy. Gdyby nie ona, ludzie całkowicie zaprzestaliby jedzenia tego rodzaju wędlin, prawda?

Cały wpis przedstawia wyłącznie moją prywatną opinię, do przyjęcia której nikogo nie zmuszam. Każdy UB-ek, zboczeniec, antychryst, ruski agent czy też utrzymanek niemieckiego kapitału może się ze mną nie zgodzić. Jednolita cena książki to wspaniałe rozwiązanie, a uczciwi Polacy nie mają się czego bać!

PS Teraz na poważnie. Droga Władzo, chcesz pomóc księgarniom, tym małym i tym dużym, tym stacjonarnym i tym internetowym, tym sprzedającym książki papierowe i tym sprzedającym e-booki, a jednocześnie całkowicie nie zarżnąć i tak już kulejącego w Polsce czytelnictwa? Jeśli tak, to daj wszystkim obywatelom możliwość odpisania od dochodu pieniędzy wydanych na zakup książek.

Data:
Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.